Forum e-Budda PL

"Dla praktykującego Dharmę nie ma większego błędu niż praktykować ją w niewłaściwy sposób." - Duddziom Rinpocze
Dzisiaj jest wt paź 15, 2019 17:25

Strefa czasowa UTC+01:00




Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 9 ] 
Autor Wiadomość
Nieprzeczytany post: czw lut 05, 2015 12:39 
Offline

Rejestracja: śr paź 01, 2008 16:36
Posty: 21
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Karma Kagyu
Witam wszystkich,
meczy mnie ostatnio pewien problem. Chodzi o stosunki z moimi rodzicami. Sprawa nie jest prosta, gdyz od kilku miesiecy nie utrzymujemy kontaktow, a powodem takiego stanu rzeczy jest wedlug mnie caloksztalt naszych relacji, poczynajac od dziecinstwa... Od tamtego czasu czulem sie jakby nie do konca akceptowany (oni byli wtedy bardzo mlodzi, a jestem dzieckiem z tzw. wpadki), sytuacje pogorszylo przyjscie na swiat mojego brata (7 lat pozniej), do ktorego stosunek maja po dzis dzien pelen milosci i przesadzonej opiekunczosci. Ja jestem tym, ktory ma sobie radzic sam...O roznych sytuacjach, czy problemach, w szczegolnosci tych dotyczacych brata dowiadywalem sie przewaznie z drugiej reki, o czesci dowiadywalem sie przez przypadek, pelno bylo w tym pomieszania, unikania i gry pozorow... Ten stan trwa juz bardzo dlugo, tym bardziej, ze oboje z bratem przekroczylismy 40-stke :] niewiele sie zmienilo. W latach 80-tych wyjechalem za granice na kilka lat i to moim zdaniem poglebilo jeszcze problem. Koniec koncow po latach mieszkamy wszyscy w tym samym miescie w RFN, ale uklady sa niestety nie najlepsze. Moj ojciec, ktory zawsze byl dosc apodyktyczny, z wiekiem niestety wcale nie zmienil sie na lepsze, matka, ktorej najbardziej mi zal, rzadko miala wlasne zdanie. I tak juz zostalo. Przez ta sytuacje moje relacje z bratem tez sa ''chore'', traktujemy sie jak obcy ludzie... Jako buddysta mam z tym pewien problem, z jednej strony rozumiem, iz obecna sytuacja moze miec zwiazek z poprzednimi zywotami, jednak swiadomosc tego faktu nie ulatwia mi zrozumienia sprawy, gdyz jako nieoswiecony nie mam dostepu do tego typu informacji, moze gdybym wiedzial cos o poprzednich inkarnacjach byloby mi latwiej zrozumiec. Z drugiej strony, moze te trudne sytuacje wcale nie siegaja tak daleko, tylko sa wynikiem blednych decyzji podejmowanych przez nas wszystkich w przeszlosci. Do jakiegos czasu akceptowalem ten stany rzeczy, myslac, ze taka mam pozycje w tej rodzinie, i tak juz zostanie...jednak na kolejnej ''udawanej'' imprezie rodzinnej nie wytrzymalem i wywalilem wszystko bez ogrodek. Nie ukrywam, ze wszyscy bylismy lekko ''pod wplywem''. Skutkiem byl atak ze strony brata na moja osobe, placz matki i gniew ojca. Ja wyszedlem wzburzony do domu. Od tego czasu mecza mnie wyrzuty sumienia, jest mi przykro, iz tak sie stalo, do siebie mam pretensje, ze nie udalo mi sie opanowac emocji. Pozniej w rozmowie telefonicznej probowalem wyjasnic swoje racje, ale oni wszyscy czuja sie urazeni i czekaja na moje pokalanie... Wiem jednak, ze to nic nie zmieni, znow wroca uklady z przeszlosci, ktore sa nieszczere i oparte na pozorach, a tego nie chce przerabiac znowu... Sorry, ze zawracam Wam glowe kewstiami tak osobistymi, ale naprawde nie mam sie do kogo z tym zwrocic... mojej partnerki nie chce tez tym obciazac, gdyz sama ma swoje problemy. Jako praktykujacy buddysta Diamentowej Drogi przyjalem postawe oczekiwania na polepszenie sytuacji, gdyz w sumie nie mam innego pomyslu... duzo medytuje, czynie zyczenia, ale mam wrazenie, ze to malo. Moze ma ktos jakis pomysl, by sytuacje poprawic, bo na calkowita zmiane na razie nie ma chyba szans. A moze to wszystko jest skutkiem praktyki (robie poklony), czyli jakas forma oczyszczenia? Pozdrawiam serdecznie...


Na górę
Nieprzeczytany post: czw lut 05, 2015 19:24 
Offline
Senior User
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob maja 23, 2009 16:01
Posty: 844
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Wspólnota Dzogczen
Lokalizacja: Czysta Kraina
Hej Jolero,
Chyba najlepsze, co możesz zrobić w tej sytuacji, to być w porządku, tak w stosunku do rodziny jak i dla siebie. Oczywiście, że szkoda że podczas rodzinnego spotkania zareagowałeś w sposób, który jeszcze bardziej pogorszył wasze stosunki, ale jeśli jest Tobie z tego powodu przykro, przeprosiłeś za swój wybuch emocji i gotów jesteś w jakiś sposób to zrekompensować, to jest to najlepsze co w tej chwili możesz zrobić. Bo tak naprawdę nie możesz zrobić nic więcej. A teraz czy coś to zmieni i pomoże to już inna historia. Następny krok należy do nich, a jeśli nie bedą chcieli go wykonać, to jest to w pewnym sensie jest to ich sprawa a nie Twoja. Ty robisz to co z punktu widzenia buddyzmu jest najlepsze czyli odpuszczasz całą niechęć, wszelkie urazy itd. I taki bądź, miły, uprzejmy i z dystansem i zachowuj się jakby się nic nie stało, nie dlatego, że się nic nie stało, ale dlatego żeby nie budować dalszych napięć (i nie tworzyć dalszej karmy).

Pytasz o związki karmiczne. Budda miał powiedzieć coś takiego: „Jeśli chcesz wiedzieć, jakie życie prowadziłeś w swoim poprzednim wcieleniu, spójrz na swoje obecne życie. Jeśli chcesz wiedzieć, jakie życie będziesz wieść w swoim przyszłym wcieleniu, spójrz na swoje obecne życie.” Przestudiuj nauki o karmie, tak jak to np. przedstawia Patrul Ripoche w "Słowach Mistrza Samantabhadry" (tytuł angielski "The Words of My Perfect Teacher") albo w "Dziesięciu Podstawach Tajemnej Mantry" Padmasamhawy w rozdziale "Nauki o przyjęciu wzbudzonej bodhiczitty jako ścieżki" i będziesz wiedzieć :) Zdaje się, że szczegóły nie są tu aż tak istotne (zresztą i tak za życia raczej ich nie poznasz) o czym możesz posłuchać w wykładzie zen Andrzeja Steca od 38 minuty i 45 sekundy, który możesz obejrzeć na YouTube (swoją drogą cały wykład jest wręcz rewelacyjny).
Link:
http://youtu.be/QKrdrLA_gbw

_________________
http://www.jasnesny.wordpress.com
„Nie oce­niaj suk­ce­su człowieka po tym jak wy­soko się wspiął, lecz jak wy­soko od­bił się od dna.”


Na górę
Nieprzeczytany post: pt lut 06, 2015 17:58 
Offline
Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Posty: 4552
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana (Szkoła Kagyu)
Jolero, cześć :)

zarówno Ty, jak i Twoja rodzina, robicie tyle, ile potraficie na dany moment, spróbuj tego nie oceniać, po prostu zauważ i... puść, niech sobie to idzie, odejdzie wolne od Twojej aktywności myślowej i uczuciowej. Wesprzyj się jakimś dobrym uczynkiem równoważącym negatywne energie i nie zajmuj umysłu tym, co nastąpi jutro, bo jutro może Cię zaskoczyć całkiem inną logiką wydarzeń.

Nauki buddyjskie zrównują sytuację wszystkich czujących istot, wszystkie cierpią, chcą szczęścia i szukają własnych sposobów, by je osiągnąć. To jest dobry punkt wyjścia do tego, by stopniowo uwalniać siebie od konieczności dokonywania porównań, od konieczności zapętlania się w myślach i uczuciach. I tak wydarzy się tylko to, co na dany moment może się wydarzyć. Konstatujesz i pracujesz dalej, między innymi po to, żeby jutro przyniosło więcej sensu ;)

Pozdrawiam, gt


Na górę
Nieprzeczytany post: pt lut 06, 2015 19:26 
Offline

Rejestracja: śr paź 01, 2008 16:36
Posty: 21
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Karma Kagyu
Tak, wlasciwie ja to wszystko na poziomie intelektualnym bardzo dobrze rozumiem, niestety jestem latami uwiklany w ten uklad, i nie jest proste nagle sie wyzwolic, skoro samemu jest sie jego elementem... Jak dobrze byloby ''puscic'' wszystko bez oceniania, ale jestem, wydaje mi sie, jeszcze ciagle na poczatku drogi, stad pewnie te przeszkadzajace uczucia... z kolei Ole mowi, by brac byka za rogi i zmierzyc sie z sytuacja. Tak na marginesie pytalem nawet lame, co o tym sadzi, na co on odparl, ze nie mam sie co dziwic, skoro tyle lat nikt im nic nie mowil, to teraz trudno sie spodziewac entuzjazmu z ich strony, przeciez oni cale zycie byli przekonani, ze z pedagogicznego punktu widzenia postepuja dobrze ;) Wiec wyobrazilem sobie to tak: poniewaz meczy mnie ten stan rzeczy oraz majac na uwadze wiek moich rodzicow (obydwoje sa juz po 70-stce) udaje sie do nich, by porozmawiac... i co dalej, oni i tak maja swoja wersje, wiec pewnie nic nie wskoram, tym bardziej, ze takie dzialania podejmowalem juz wczesniej, i nic sie nie zmienilo. Z drugiej strony, nie wiem, jak dlugo jeszcze mam te szynse, gdyz biorac pod uwage ich wiek, moze zmarnuje szanse na naprawienie czegos, a teraz to tylko sa po prostu uniki, gdyz nie mam pomyslu na rozwiazanie sprawy, i tak zle, i tak niedobrze :zawstydzony: Czyli: ''Wszystko jest trudne, nim stanie sie proste''.


Na górę
Nieprzeczytany post: pt lut 06, 2015 21:01 
Offline
Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Posty: 4552
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana (Szkoła Kagyu)
Jolero, zmierzyć się z sytuacją można na różny sposób, moja propozycja dotyczy bardziej koncentracji na własnym modelu postrzegania najbliższych, uświadamianym sobie coraz wyraźniej w wyniku zdobywania buddyjskiej wiedzy i rozwijania praktyki. Mam wrażenie, że chciałbyś, aby to rodzice zrobili coś, z czym łatwiej byłoby Ci być buddystą ;) a przecież to Ty nim jesteś, nie oni. Jako buddysta, teoretycznie i praktycznie, zajmujesz się przede wszystkim własnym rozwojem, jeśli pomagasz innym, to właśnie dlatego, że sam wkładasz wiele wysiłku, żeby zmienić coś w sobie. Nie wiem, czy dobrze odczytuję Twoje posty, wydaje mi się, że większość uwagi przenosisz na rodzinę i oczekiwania wobec niej, mniejszą natomiast uwagą obejmujesz siebie samego, a buddyjska praktyka to Twoja aktywność i rodzinie może być nic do tego. Pokonanie tej trudności, braku wsparcia ze strony rodziny, jest również rodzajem zmierzenia się z sytuacją. Oczywiście, że to nie jest łatwe i nie trwa pięć minut, ale czy w buddyzmie chodzi o to, żeby było łatwo? ;)

Pozdrawiam, gt


Na górę
Nieprzeczytany post: czw lut 19, 2015 19:46 
Offline

Rejestracja: śr paź 01, 2008 16:36
Posty: 21
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Karma Kagyu
Tak, masz racje, wcale nie ma byc latwo. Podoba mi sie uwaga dotyczaca, tego, ze oni maja cos zrobic, zeby mnie bylo prosciej byc buddysta...ale szczerze powiedziawszy nie wiem sam, czy naprawde wszystko zrobilem. Rozwazam napisanie listu do nich (maila), w ktorym wyjasnilbym moje zale, na razie nie jestem gotowy na spotkanie bezposrednie. Natomiast obserwuje u siebie nadal olbrzymi zal i poczucie winy. I z tym trudno sobie poradzic. Czy to jest moja cena za rozwoj? Tak sobie mysle, ostatnio duzo sie w moim zyciu dzieje, rozstanie z zona, kiepskie relacje z bratem, teraz jeszcze rodzice...Co bedzie dalej? Na razie medytuje, robie poklony i czynie zyczenia. Dziekuje wszystkim za madre slowa.


Na górę
Nieprzeczytany post: czw lut 19, 2015 22:19 
Offline
Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Posty: 4552
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana (Szkoła Kagyu)
Cytuj:
Czy to jest moja cena za rozwoj?
Wiesz, z tą "ceną" różnie bywa, ocenić można dopiero z perspektywy, po czasie. Czasem wydaje się, że straciliśmy majątek, a potem nagle okazuje się, że była to wygrana w totka. Oczywiście jest cierpienie zmiany, to jeden z rodzajów cierpienia, jakie przypada w udziale czującym istotom, buddyzm o tym mówi, ale takie cierpienie przytrafia się wszystkim wokół, również wtedy, gdy nie jest się buddystą. I także, gdy się nim jest. Jeśli próbujemy przypisać jakimś okolicznościom szczególny udział w cierpieniu, to w gruncie rzeczy jest to przysłowiowy "kanał", bo cierpieć można w każdych, jest to właściwość samsary.

Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego, gt


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz lip 26, 2015 11:34 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob lis 27, 2010 17:01
Posty: 60
Płeć: kobieta
Tradycja: .
Lokalizacja: 3city/wawa
Ciekawy wątek. Bo chyba wiele osób się zastanawiało kiedyś dlaczego jest tak a nie inaczej w ich życiu ;)

Wydaje mi się, że powinieneś sobie odpowiedzieć na pytanie - co dałoby Ci to, że dowiedziałbyś się, że faktycznie coś tam karmicznego rzutuje na Twoje obecne relacje z rodziną. Czy to faktycznie by coś zmieniło?
i - dlaczego to dla Ciebie takie ważne, żeby się dowiedzieć?

Może przyniosłoby na chwilę ulgę, że to nie jest do końca Twoja wina, że po prostu zostałeś wrzucony w z góry ustawioną relację, ale... to niczego nie zmienia, bo trzeba sobie jakoś z tym poradzić, tu i teraz.

Co mi to da, że będę wiedziała, że cos się dzieje, bo coś tam kiedyś? Nic. Może wymówkę, żeby usprawiedliwić się, że jest jak jest. A przecież chodzi o to, żeby to jakoś próbować zmienić.

A co w tej sytuacji w jakiej jesteś? Można próbować rozmawiać, nie wiem czy maile to dobry pomysł - Twoi rodzice to trochę inne pokolenie, co innego brat. Z drugiej strony.. czasami jest tak, że kiedy zacznie się mówić nie poprawia to sytuacji (nie od razu).

Buddysta czy nie, niezałatwione sprawy będą zawsze balastem, ale.. jeśli nie da się czegoś naprawić, może trzeba się skoncentrować na innych, dobrych rzeczach, a wszystko inne jakoś się ułoży? Najgorzej to zafiksować się na czymś co męczy. Myślenie o tym dlaczego tak jest i co zrobić często po prostu zaciemnia sytuację, a trzeba jakoś iść dalej.

_________________
szklanka to szklanka :)


Na górę
Nieprzeczytany post: sob sie 29, 2015 03:28 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 08, 2007 21:20
Posty: 807
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Brak
Cytuj:
Co mi to da, że będę wiedziała, że cos się dzieje, bo coś tam kiedyś? Nic.
Zrozumienie?

Znając przyczyny lepiej można przewidzieć kolejne skutki, przygotować się na nie, zmienić je.

Trudno coś wyleczyć nie znając przyczyn choroby.

_________________
Przez zakopane ścieżki, gdzie marzy senny zmierzch, czas lata zdąża do końca. John Keats


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 9 ] 

Strefa czasowa UTC+01:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl