Forum e-Budda PL

"Dla praktykującego Dharmę nie ma większego błędu niż praktykować ją w niewłaściwy sposób." - Duddziom Rinpocze
Dzisiaj jest sob wrz 21, 2019 15:07

Strefa czasowa UTC+01:00




Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 72 ]  Przejdź na stronę Poprzednia 1 2
Autor Wiadomość
Nieprzeczytany post: sob lis 20, 2010 12:58 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt mar 21, 2008 20:16
Posty: 3301
Płeć: mężczyzna
Tradycja: hołd nie-nazwanemu
Lokalizacja: piwnica Auerbacha
Cytuj:
Ależ Amogh, buddyści też mają ołtarze, wizerunki Buddy i czy to oznacza, że wierzą w coś "na zewnątrz"? Przecież chodzi o symbol, o coś co pomaga nam w praktyce/wierze - także chrześcijańskiej.
A gdzie w Katechizmie Kościoła Katolickiego jest napisane, że Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty to tylko symbole przedstawiające Twoją prawdziwą naturę oraz wskazówki jak praktykować/wierzyć aby ją urzeczywistnić :dontgetit: ? Dla jasności, mówiąc o wierze i religii mam na myśli to, co zostało przekazane jako bezrefleksyjne nauczanie kościoła, a nie osobiste medytacje i krytyczne przemyślenia na jakie stać każdego człowieka niezależnie od wyznania.
Cytuj:
Ależ kto Ci nakazuje "rugowanie" jakiś swoich poglądów które nie są spójne z buddyzmem, kto Ci nakazuje przyjęcie "nowych i nie do końca zrozumiałych treści buddyjskich", kto Ci w ogóle nakazuje uważać się za buddystę?
O czym Ty mówisz? Cała dyskusja w moim odczuciu dotyczy tego, na co zwróciła uwagę moi i z czym się zgadzam, mówiąc:
Cytuj:
Trudno mi sobie wyobrazić świat bez koncepcji Boga, może nie biblijnego, patriarchalnego, Boga-Stwórcy, ale czegoś, kogoś, co, kto pomaga nam (?) się rozwijać, pokonywać trudności, iść naprzód, itd. Pomaga kultywować miłość i współczucie. W buddyzmie tybetańskim czy buddyzmie bon można brak Boga osobowego zrekompensować sobie arsenałem dev, dakiń, tar, itp, ale co uczynić z zen? Jestem wychowana w religii katolickiej i wyzwanie jakie rzuca mi praktyka buddyjska jest tu dodatkowo pogłębione o ten brak Boga osobowego, do którego lgnie z przyzwyczajenia moja (dość ograniczona) wyobraźnia religijna.
Nie wiem jak udało Ci się w tym dość abstrakcyjnym zagadnieniu dopatrzeć jakichkolwiek nakazów względem mnie?
Cytuj:
Ale dlaczego Ty uważasz że Buddyzm chciałby "przekraczać" chrześcijaństwo (które przecież powstało dużo później), Budda nauczał tego jakimi rzeczy są, oraz drogi prowadzącej do ustania cierpienia.
Ja nie uważam, że buddyzm cokolwiek miałby chcieć względem chrześcijaństwa, mówię tylko jak jest ;)
Cytuj:
Nie chciał zajmować się innymi systemami, nie chciał przekraczać braminizmu, czy dżinizmu. Systemy te zostały po proste odrzucone jako błędne.
Skoro zostały odrzucone jako błędne to znaczy, że przyjęto wobec nich określone stanowisko ergo zajęto się nimi, wzięto je pod uwagę i ostatecznie określając jako błędne uznano za ograniczające na drodze do wyzwolenia, tym samym przekraczając je.
Cytuj:
Tak a propos, skąd wiesz jak odbiera rzeczywistość umysł nieuwarunkowany?
O właśnie tak.

_________________
"Fałszywy obraz, słowa zmylone, odmienią umysł, przestrzeń i stronę — bądźcie tu i tam. "


Na górę
Nieprzeczytany post: sob lis 20, 2010 13:24 
Offline
użytkownik zbanowany

Rejestracja: ndz sty 14, 2007 05:07
Posty: 1010
Płeć: mężczyzna
Tradycja: brak
Cytuj:
Buddyzm dla mnie jest pesymistyczny, to zamknięty krąg, z którego nie możemy się wydostać. Nie ma Boga, łaski, jesteśmy sami z bólem, z przemijaniem.

– Ale gdzie miałby być ten ktoś? Jeśli zaczynamy głęboko szukać, to okazuje się, że nie ma niczego na zewnątrz nas. Doświadczają tego wszyscy mistycy, niezależnie od religii. Buddyzm nie nazywa Boga Bogiem, ale to nie znaczy, że go odrzuca. Mamy poczucie, że dotknęliśmy tajemnicy, która jest poza wszelkim opisem, poza możliwością nazwania.

Brad Warner przynajmniej nie owija w bawełnę, mówi wprost dlaczego koncepcja Boga do niego przemawia – najwidoczniej Braunek nie jest odosobnioną postacią w tych kręgach zen, które nie wzbraniają się mówić o Bogu w kontekście buddyjskim ... Brad Warner: Atheism and Buddhism

Cytuj:
W chrześcijaństwie jest raj, w islamie też, a w buddyzmie nicość, pustka.

– Raczej mówi się o pustce niż o nicości. Chodzi o to, że to „coś” bez nazwy jest pełnią wszystkiego, ale w tej pełni nic się nie wyróżnia, nie ma lepszych ani gorszych. 

(…)

Jak długo pani praktykowała, żeby doświadczyć czegoś takiego?

– Można to osiągnąć w każdym momencie. Nie ma żadnych obiektywnych warunków, które gwarantowałyby osiągnięcie tego stanu. Nikt nikomu nie obieca i nie powie: „Słuchaj, jeśli usiądziesz na tyle i tyle, to doświadczysz tajemnicy”. Niektórzy doświadczają tego od razu, inni muszą czekać latami.
Cytuj:
Być może trochę spóźnione przemyślenia :oczami: , ale uważam że nie warto "mieszać" nauk buddyjskich z np. chrześcijaństwem, nawet jeśli rozmawia się z osobami wyznającymi tą religię.
Myślę, że prawdziwym źródłem tego, że „Bóg” nadal pojawia się współcześnie w naukach buddyjskich, nie jest próba „mieszania” buddyzmu z chrześcijaństwem – oczywiście w skrajnych przypadkach tak się dzieje – lecz „stary” problem, o którym Budda przestrzega w Mulapariyaya Sutta. Oto fragment komentarza Thanissaro Bhikkhu do tej sutty:

"Od dawna istniała – i nadal istnieje – powszechna tendencja, aby tworzyć „buddyjską” metafizykę, w której doświadczenie pustki, Nieuwarunkowanego, ciała Dharmy, natury Buddy, rigpy, itd., funkcjonuje jako tło istnienia, z którego „Wszystko” - całość naszego zmysłowego i mentalnego doświadczenia – się wyłania, i do którego powracamy, kiedy medytujemy. Niektórzy ludzie myślą, że teorie te są wymysłami uczonych, którzy nie posiadają bezpośredniego medytacyjnego doświadczenia, faktycznie jednak najczęściej teorie te pojawiały się pośród medytujących, którzy etykietują (lub słowami [Mulapariyaya Sutty] „postrzegają”) pewne doświadczenie medytacyjne, jako ostateczny cel i w subtelny sposób identyfikują się z nim (jak wtedy, kiedy mówi się nam, że „jesteśmy świadomością”), później zaś widzą ten poziom doświadczenia, jako tło istnienia, z którego pochodzi całe pozostałe doświadczenie.

Jednak, zamiast podążać za tym sposobem myślenia, Budda uderza w sam jego rdzeń: w wyobrażenie abstrakcyjnej zasady, „do czegoś” (immanencja) i „z czegoś” (emanacja) nakładanej na doświadczenie. Jedynie osoba niepoinstruowana, jak twierdzi, mogłaby odczytywać doświadczenie w ten sposób. W przeciwieństwie, osoba poinstruowana powinna szukać innego rodzaju „rdzenia” - rdzenia cierpienia doświadczanego w bieżącej chwili – i dostrzec w nim doświadczenie rozkoszy. Rozwijanie dystansu wobec tej rozkoszy powoduje, żę praktykujący może pojąć czym jest proces stawania się , porzucić w nim swoje uczestnictwo, i tym samym, osiągnąć prawdziwe Przebudzenie". (accesstoinsight)


Pozdrawiam +


Na górę
Nieprzeczytany post: sob lis 20, 2010 13:27 
Offline
użytkownik zbanowany

Rejestracja: ndz sty 14, 2007 05:07
Posty: 1010
Płeć: mężczyzna
Tradycja: brak
Cytuj:
No tak, ale żaden chrześcijanin nie wierzy w to, że Bóg jest "na zewnątrz" nas. Duch święty -jak to rozumiem- przenika wszystko.
Cytuj:
To nie jest takie proste. Są pewne dość istotne niuanse. Moim zdaniem można wyróżnić dwa wielkie paradygmaty. Według jednego paradygmatu dusza jest od Absolutu odrębna, a według drugiego – dusza w swojej najwyższej postaci jest z Absolutem tożsama. W pierwszym paradygmacie poruszają się religie teistyczne, wielkie monoteizmy, takie jak hebrajski czy zwłaszcza chrześcijański, w których wprawdzie stwórcą duszy jest Bóg, czyli Absolut, ale ta dusza z Bogiem nie jest tożsama. Istotowo nie jest tym samym co Bóg. Jest to pierwiastek boski w tym sensie, że jest boskiego pochodzenia, ale ontycznie to coś innego. Dusza jest nieśmiertelna, ale nie jest Absolutem. W chrześcijaństwie ładnie ujmuje to maksyma: wszystko w Bogu, ale Bóg nie jest we wszystkim. A więc dusze są w Bogu, ale nie znaczy to, że ten stosunek jest symetrycznie odwracalny, tzn. że każda dusza jest Bogiem, że Bóg jest zawarty w duszy. Według ortodoksji chrześcijańskiej, zapisanej w katechizmie, dusza jest stworzeniem boskim, każda dusza jest każdorazowo tworzona przez Boga, który ją wyposaża w określone moce, zdolności. Natomiast dusza nie jest z Bogiem tożsama istotowo. Drugi paradygmat mówi coś odwrotnego, a mianowicie że dusza, indywidualna, jednostkowa dusza partycypuje w Absolucie, jest cząstką Absolutu i jest z nim istotowo tożsama. I w tym paradygmacie mieszczą się wszystkie systemy gnostyckie, pojmujące duszę jako coś na kształt iskier boskości, które z jakiś powodów odprysnęły, oderwały się czy zostały oderwane od swojego praźródła, czyli od Absolutu, i są uwięzione w materii. Cały proces zbawczy, soteriologiczny, polega na tym, że dusza - samodzielnie bądź też z czyjąś pomocą – mozolnie szuka drogi do swojego praźródła, żeby z nim się złączyć, zlać.
(ZNAK miesięcznik (1) 2009) str.36

Pozdrawiam +


Na górę
Nieprzeczytany post: sob lis 20, 2010 15:08 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr sie 09, 2006 17:01
Posty: 4726
Płeć: kobieta
Tradycja: Zen Soto (sangha Kanzeon)
Lokalizacja: Dolny Ślask
Cytuj:
Cytuj:
Ależ Amogh, buddyści też mają ołtarze, wizerunki Buddy i czy to oznacza, że wierzą w coś "na zewnątrz"? Przecież chodzi o symbol, o coś co pomaga nam w praktyce/wierze - także chrześcijańskiej.
A gdzie w Katechizmie Kościoła Katolickiego jest napisane, że Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty to tylko symbole przedstawiające Twoją prawdziwą naturę oraz wskazówki jak praktykować/wierzyć aby ją urzeczywistnić :dontgetit: ?
Możliwe, że się o tym mówi, ale innymi słowami - nigdy nie zgłębiałam nauk KK, więc nie wiem.
Ale poczytam coś na tę okoliczność, może się dokopię czegoś ciekawego, co Cię usatysfakcjonuje? Jestem zwolennikiem szukania punktów wspólnych, a nie różnic.
Cytuj:
Cytuj:
Trudno mi sobie wyobrazić świat bez koncepcji Boga, może nie biblijnego, patriarchalnego, Boga-Stwórcy, ale czegoś, kogoś, co, kto pomaga nam (?) się rozwijać, pokonywać trudności, iść naprzód, itd. Pomaga kultywować miłość i współczucie. W buddyzmie tybetańskim czy buddyzmie bon można brak Boga osobowego zrekompensować sobie arsenałem dev, dakiń, tar, itp, ale co uczynić z zen? Jestem wychowana w religii katolickiej i wyzwanie jakie rzuca mi praktyka buddyjska jest tu dodatkowo pogłębione o ten brak Boga osobowego, do którego lgnie z przyzwyczajenia moja (dość ograniczona) wyobraźnia religijna.
Nie wiem jak udało Ci się w tym dość abstrakcyjnym zagadnieniu dopatrzeć jakichkolwiek nakazów względem mnie?
Przykro mi, ale nie rozumiem Twojego pytania.
Cytuj:
(ZNAK miesięcznik (1) 2009) str.36
Tomku, dziękuję za ten tekst - pomyślę nad nim.

Pozdrawiam.m.

_________________
Stowarzyszenie Przebudzeni
NYATRI – Fundacja Pomocy Dzieciom Tybetu i Himalajów


Na górę
Nieprzeczytany post: sob lis 20, 2010 16:22 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt mar 21, 2008 20:16
Posty: 3301
Płeć: mężczyzna
Tradycja: hołd nie-nazwanemu
Lokalizacja: piwnica Auerbacha
Cytuj:
Możliwe, że się o tym mówi, ale innymi słowami - nigdy nie zgłębiałam nauk KK, więc nie wiem.
Ale poczytam coś na tę okoliczność, może się dokopię czegoś ciekawego, co Cię usatysfakcjonuje? Jestem zwolennikiem szukania punktów wspólnych, a nie różnic.
Ale, że o czym w KK mówi się "innymi słowami"? Chcesz powiedzieć, że nauki KK (również te społeczne) to taka trochę inna (innymi słowami przedstawiona) tradycja tantryczna? Dla mnie jest to kwestia błędnych i poprawnych orzeczeń odnośnie tego jak faktycznie przedstawia się nasza sytuacja w świecie, zarówno materialnym jak i duchowym. Twoje odczucia jakie zawarłaś w przytaczanym wyżej cytacie są mi znane. Osobiście w tej chwili nie hołduję żadnej konkretnej tradycji, chociaż bliższy jest mi buddyzm tybetański niż zen, dlatego nie zauważam jakichś ograniczeń wynikających z określonych narracji. Twoją wypowiedź zrozumiałem tak, jakby zen był pozbawiony tego czegoś na gruncie czego wyrosła nasza (przynajmniej moja) świadomość metafizyczna. Dlatego uważam, że należy rozdzielić to, co jest formułowane pod postacią pewnych prawd (rozumowych) i przedstawiane przez kościół (a nawet tradycje buddyjskie) od tego, co nam, krótko mówiąc w duszy gra (intuicja). Jeżeli komuś do serca bardziej przemawia religia chrześcijańska, czy nawet katolicka wizja życia i świata, to problem jaki ja tutaj widzę polega na błędnym reifikowaniu wyobrażonych treści i braniu ich za faktyczność, co jest tak samo ograniczeniem na drodze duchowego rozwoju jak każda inna treść, choćby najmądrzejsza i buddyjska. Ale jeżeli chodzi o buddyzm, to w tym temacie mówi otwarcie, że to tylko złudzenie, które zasłania nam widzenie świata i przeżywanie życia w sposób autentyczny, rzeczywisty. Jak dla mnie, to nie jest to samo. Bo chyba nie chodzi o to żeby ludzie byli dobrzy, winni być przede wszystkim świadomi, a tego w KK nie uczą.
Cytuj:
Przykro mi, ale nie rozumiem Twojego pytania.
To było do Damiana907. :)

_________________
"Fałszywy obraz, słowa zmylone, odmienią umysł, przestrzeń i stronę — bądźcie tu i tam. "


Na górę
Nieprzeczytany post: sob lis 20, 2010 17:02 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn paź 13, 2008 15:44
Posty: 770
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravada
Lokalizacja: Kielce
Cytuj:
Trudno mi sobie wyobrazić świat bez koncepcji Boga, może nie biblijnego, patriarchalnego, Boga-Stwórcy, ale czegoś, kogoś, co, kto pomaga nam (?) się rozwijać, pokonywać trudności, iść naprzód, itd. Pomaga kultywować miłość i współczucie. W buddyzmie tybetańskim czy buddyzmie bon można brak Boga osobowego zrekompensować sobie arsenałem dev, dakiń, tar, itp, ale co uczynić z zen? Jestem wychowana w religii katolickiej i wyzwanie jakie rzuca mi praktyka buddyjska jest tu dodatkowo pogłębione o ten brak Boga osobowego, do którego lgnie z przyzwyczajenia moja (dość ograniczona) wyobraźnia religijna.
Cytuj:
Nie wiem jak udało Ci się w tym dość abstrakcyjnym zagadnieniu dopatrzeć jakichkolwiek nakazów względem mnie?
Cytuj:
Cytuj:
Przykro mi, ale nie rozumiem Twojego pytania.
To było do Damiana907. :)

Ja również zadanego pytania nie rozumiem :rozpacz: :) Odnosiłem się do tego co było zacytowane powyżej mojego komentarza, a nie były to (w tym wypadku) słowa Moi, to że w dyskusji nieco wykroczyliśmy poza Jej przemyślenia, to już inny temat.

Pozdrawiam,
Damian


Na górę
Nieprzeczytany post: sob lis 20, 2010 17:46 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt mar 21, 2008 20:16
Posty: 3301
Płeć: mężczyzna
Tradycja: hołd nie-nazwanemu
Lokalizacja: piwnica Auerbacha
Cytuj:
Ja również zadanego pytania nie rozumiem :rozpacz: :) Odnosiłem się do tego co było zacytowane powyżej mojego komentarza, a nie były to (w tym wypadku) słowa Moi, to że w dyskusji nieco wykroczyliśmy poza Jej przemyślenia, to już inny temat.
Jedynym wykroczeniem poza poruszony przeze mnie temat, jakie jestem w stanie dostrzec, są właśnie Twoje słowa, które odnoszą się do mojej wypowiedzi bez brania pod uwagę kontekstu w jakim została ona pierwotnie wyrażona:
Cytuj:
Cytuj:
Mi chodziło o to, że pewne odczucia (pozytywne) jakie zrodziło wychowanie w określonych warunkach religijnych, nie muszą być z automatu rugowane na rzecz programowego przyjęcia nowych, chociaż jeszcze nie do końca poznanych i zrozumiałych treści jakie przedstawia buddyzm.
Słowa te odnoszą się do poniższej wypowiedzi moi...
Cytuj:
Trudno mi sobie wyobrazić świat bez koncepcji Boga, może nie biblijnego, patriarchalnego, Boga-Stwórcy, ale czegoś, kogoś, co, kto pomaga nam (?) się rozwijać, pokonywać trudności, iść naprzód, itd. Pomaga kultywować miłość i współczucie. W buddyzmie tybetańskim czy buddyzmie bon można brak Boga osobowego zrekompensować sobie arsenałem dev, dakiń, tar, itp, ale co uczynić z zen? Jestem wychowana w religii katolickiej i wyzwanie jakie rzuca mi praktyka buddyjska jest tu dodatkowo pogłębione o ten brak Boga osobowego, do którego lgnie z przyzwyczajenia moja (dość ograniczona) wyobraźnia religijna.
... które w moim odczuciu określają podjęty przeze mnie temat obecności boga w buddyzmie oraz tego, jak różnie może być to przedstawiane.
Cytuj:
Ależ kto Ci nakazuje "rugowanie" jakiś swoich poglądów które nie są spójne z buddyzmem, kto Ci nakazuje przyjęcie "nowych i nie do końca zrozumiałych treści buddyjskich", kto Ci w ogóle nakazuje uważać się za buddystę?
Jak widzisz, Twoja wypowiedź jest zupełnie niepotrzebnie kierowana do mnie, już bardziej powinieneś skierować ja do moi.

_________________
"Fałszywy obraz, słowa zmylone, odmienią umysł, przestrzeń i stronę — bądźcie tu i tam. "


Na górę
Nieprzeczytany post: sob lis 20, 2010 19:20 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn paź 13, 2008 15:44
Posty: 770
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravada
Lokalizacja: Kielce
Cytuj:
Jak widzisz, Twoja wypowiedź jest zupełnie niepotrzebnie kierowana do mnie, już bardziej powinieneś skierować ja do moi.
Ale komentuję Twoją opinię na temat poglądów Moi (a nie wypowiedz Moi), nie wiem czy Ona się podpisuje pod tym co napisałeś, więc odpisuję Tobie, a nie Jej :)


Na górę
Nieprzeczytany post: sob lis 20, 2010 19:43 
Offline
ex Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob kwie 05, 2008 23:04
Posty: 1965
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravāda
Lokalizacja: Zgierz
Cześć
Cytuj:
Jestem zwolennikiem szukania punktów wspólnych, a nie różnic.
Jasne, ale szukanie punktów wspólnych nie powinno się odbywać kosztem widzenia tego co różne.

pozdrawiam,
Ryu

_________________
Jestem właścicielem mojej kammy, spadkobiercą mojej kammy, zrodzony z mojej kammy, związany z moją kammą, istnieję wspierany przez moją kammę. Jakąkolwiek kammę stworzę, czy dobrą czy złą, będę jej spadkobiercą.
Obrazek


Na górę
Nieprzeczytany post: sob lis 20, 2010 20:13 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw sie 31, 2006 09:12
Posty: 2545
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Karma Kamtsang
Lokalizacja: Olsztyn
Cytuj:
Cześć
Cytuj:
Jestem zwolennikiem szukania punktów wspólnych, a nie różnic.
Jasne, ale szukanie punktów wspólnych nie powinno się odbywać kosztem widzenia tego co różne.

pozdrawiam,
Ryu
Prawda. Na przykład nie ma co porównywać Boga do Absolutu, Natury Buddy czy do czegokolwiek co nam buddystom by pasowało. Dla chrześcijanina Bóg jest ewidentnie Osobą! Konkretną Osobą która stworzyła całe Świat, który potem zniszczy i rozliczy! I tyle w temacie. Dialog miedzyreligijny może odbywać się jedynie na zasadzie POSZANOWANIA ODMIENNOŚCI. Przeciętny chrześcijanin jakby chciał szukać punktów wspólnych z buddyzmem, z Buddy zrobił by Boga, bo Bóg może mieć wiele imion i jednym z nich jest Budda. Dla nas to jest oczywisty absurd, więc nie róbmy tego samego chrześcijanom. Amen! :)

_________________
www.facebook.com/christopher.karchevsky


Na górę
Nieprzeczytany post: sob lis 20, 2010 20:22 
Offline
ex Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob kwie 05, 2008 23:04
Posty: 1965
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravāda
Lokalizacja: Zgierz
Cześć
Cytuj:
Przeciętny chrześcijanin jakby chciał szukać punktów wspólnych z buddyzmem, z Buddy zrobił by Boga, bo Bóg może mieć wiele imion i jednym z nich jest Budda. Dla nas to jest oczywisty absurd, więc nie róbmy tego samego chrześcijanom. Amen! :)
Dla hindusów Budda jest wcieleniem Wisznu (Wisznu, tak? Oni mi się niestety mylą), dla muzułmanów jednym z proroków (Mahomet był Maitreją jakby ktoś pytał), a w Biblii jest święty, ktorego życie na tyle przypomina historię Buddy, że zdaniem wielu takie było jej pochodzenie. Faktycznie to ,,śmieszne" i faktycznie nie ma sensu robić tego samego innym.
Cytuj:
jedynie na zasadzie POSZANOWANIA ODMIENNOŚCI
Dobrze też pamiętać, że wszyscy chcą dobrze i swoimi metodami próbują znaleźć jakąś prawdziwa prawdę (jakkolwiek by jej na obecną chwilę nie interpretował)

pozdrawiam,
Ryu

_________________
Jestem właścicielem mojej kammy, spadkobiercą mojej kammy, zrodzony z mojej kammy, związany z moją kammą, istnieję wspierany przez moją kammę. Jakąkolwiek kammę stworzę, czy dobrą czy złą, będę jej spadkobiercą.
Obrazek


Na górę
Nieprzeczytany post: sob lis 20, 2010 20:52 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn paź 13, 2008 15:44
Posty: 770
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravada
Lokalizacja: Kielce
Cytuj:
Przeciętny chrześcijanin jakby chciał szukać punktów wspólnych z buddyzmem, z Buddy zrobił by Boga, bo Bóg może mieć wiele imion i jednym z nich jest Budda. Dla nas to jest oczywisty absurd, więc nie róbmy tego samego chrześcijanom. Amen! :)
Spotkałem się z taką interpretacją, iż Budda to znaczy "bóg da", przysięgam autentyk :P


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz lis 21, 2010 00:58 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 08, 2007 21:20
Posty: 807
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Brak
Co/kto to jest Bóg ? Może jest, może nie ma. Tymczasem taniec przyczyny i skutku cały czas trwa.

W pewnym momencie nasze małe doświadczenia stają się nieopisywalne.

Jak w takim razie opisać coś tak o wiele bardziej wykraczającego po za zrozumienie ?

_________________
Przez zakopane ścieżki, gdzie marzy senny zmierzch, czas lata zdąża do końca. John Keats


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz lis 21, 2010 09:30 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr kwie 07, 2010 10:44
Posty: 267
Płeć: mężczyzna
Tradycja: zen
Lokalizacja: Wrocław
Cytuj:
Jak w takim razie opisać coś tak o wiele bardziej wykraczającego po za zrozumienie ?
Koncepcja Boga jest tworem czysto ludzkim, więc nie może wykraczać poza zrozumienie. To tylko kolejny, wymyślony atrybut.

_________________
Dla mnie nie ma oświecenia


Na górę
Nieprzeczytany post: pn lis 22, 2010 11:25 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt mar 21, 2008 20:16
Posty: 3301
Płeć: mężczyzna
Tradycja: hołd nie-nazwanemu
Lokalizacja: piwnica Auerbacha
Cytuj:
Ale komentuję Twoją opinię na temat poglądów Moi (a nie wypowiedz Moi), nie wiem czy Ona się podpisuje pod tym co napisałeś, więc odpisuję Tobie, a nie Jej :)
Ok. :)
Cytuj:
Ależ kto Ci nakazuje "rugowanie" jakiś swoich poglądów które nie są spójne z buddyzmem, kto Ci nakazuje przyjęcie "nowych i nie do końca zrozumiałych treści buddyjskich", kto Ci w ogóle nakazuje uważać się za buddystę?
Mi osobiście nikt niczego nie nakazuje ale porzucanie błędnych poglądów, względnie nie przywiązywanie się do jakichkolwiek poglądów stanowi istotę praktyki, przynajmniej w moim wyobrażeniu. Nie zmienia to jednak faktu, że słuszny (właściwy) pogląd jest podstawowym elementem na buddyjskiej ścieżce. W tym kontekście warto jednak zwrócić uwagę na to jakim poglądom się hołduje. Poza tym mówiłem raczej o odczuciach niż poglądach, które (odczucia) ze swojej natury są bliższe intuicji niż racjonalnemu osądowi dlatego nie tak łatwo je zmienić. Jeżeli chodzi o mnie to, wrażenia jakie wywołują poznawane przeze mnie treści, o ile z ich rozumieniem nie mam problemu, niekoniecznie przekładają się na pełną akceptację mojej dotychczasowej świadomości duchowej (metafizycznej). Podejrzewam, że nie jest to jakiś szczególny przypadek, bo np. nauki o pustce są dość trudnym tematem do przyswojenia dla "zachodniego umysłu". Bardzo łatwo wziąć je za nihilistyczne, co w przypadku pewnych wyobrażeń religijnych (duchowych), do których się przywykło może wywołać poczucie straty. Ponadto skoro rzeczy są puste, to jaka treść ma wartość i sens? Jest takie tybetańskie przysłowie "Nie da się szyć igłą o dwóch ostrych końcach." podobnie nie da się pogodzić ze sobą dwóch różnych systemów, także osobiście uważam, że nie o to chodzi z buddyzmem i chrześcijaństwem żeby je ze sobą dla wspólnego celu swatać ale żeby wiedzieć jak umiejętnie wykorzystać to jak pewne poglądy czy wierzenia konstytuując naszą świadomość i odczucia wpływają na nasze przeżywanie świata i życia.

_________________
"Fałszywy obraz, słowa zmylone, odmienią umysł, przestrzeń i stronę — bądźcie tu i tam. "


Na górę
Nieprzeczytany post: pn lis 22, 2010 16:02 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn paź 13, 2008 15:44
Posty: 770
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravada
Lokalizacja: Kielce
Witam,
Cytuj:
Jeżeli chodzi o mnie to, wrażenia jakie wywołują poznawane przeze mnie treści, o ile z ich rozumieniem nie mam problemu, niekoniecznie przekładają się na pełną akceptację mojej dotychczasowej świadomości duchowej (metafizycznej). Podejrzewam, że nie jest to jakiś szczególny przypadek, bo np. nauki o pustce są dość trudnym tematem do przyswojenia dla "zachodniego umysłu". Bardzo łatwo wziąć je za nihilistyczne, co w przypadku pewnych wyobrażeń religijnych (duchowych), do których się przywykło może wywołać poczucie straty. Ponadto skoro rzeczy są puste, to jaka treść ma wartość i sens?
W naukach o naturze przejawiania się zjawisk nie widzę nic nihilistycznego, to że nie mają one niezależnej egzystencji, nie oznacza że nie istnieją, że nie powodują skutków. Skoro zjawiska są puste to co ma wartość? Wartościowe są treści prowadzące do ustania cierpienia, te które prowadzą do doświadczenia duchowego przebudzenia.
Cytuj:
Jest takie tybetańskie przysłowie "Nie da się szyć igłą o dwóch ostrych końcach." podobnie nie da się pogodzić ze sobą dwóch różnych systemów, także osobiście uważam, że nie o to chodzi z buddyzmem i chrześcijaństwem żeby je ze sobą dla wspólnego celu swatać ale żeby wiedzieć jak umiejętnie wykorzystać to jak pewne poglądy czy wierzenia konstytuując naszą świadomość i odczucia wpływają na nasze przeżywanie świata i życia.
Ale to jest oczywiste że mając określone poglądy inaczej odbieramy świat, dla osoby wierzącej w osobowego Boga wszystko co ją spotyka może być wolą bożą, co sprawia że łatwiej jest jej żyć. Albo nie musi podejmować praktyki duchowej ponieważ uznanie Jezusa za swojego Pana i zbawcę gwarantuje jej (rzekomo) zbawienie. Taka osoba w zasadzie może być bardzo szczęśliwa, to co ją spotyka obecnie zaplanował jej Bóg, a to co po śmierci jest przez niego gwarantowane. Tylko co to za szczęście? Człowiek pijany też jest (na swój sposób) szczęśliwy, nie myśli o problemach, wszystko wydaje mu się "lepsze", ma lepszy nastrój. Czy o to ma chodzić z tą zmianą perspektyw?

Pozdrawiam,
Damian


Na górę
Nieprzeczytany post: pn lis 22, 2010 16:11 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 08, 2007 21:20
Posty: 807
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Brak
Porównanie pijanego do wierzącego w Boga jest ciekawe, tyle, że z tego co wiem w chrześcijaństwie (i pewnie większości religii monoteistycznych) człowiekowi Bóg dał wolną wole i od jego uczynków zależy plan wobec niego (czyściec -> niebo/piekło).

Tymczasem osoba pijana za bardzo się nie kontroluje tylko kontroluje ją alkohol, co prawda można się też doprowadzić do stanu "zdewocenia" podobnego do upojenia alkoholowego ale to już są skrajności.

_________________
Przez zakopane ścieżki, gdzie marzy senny zmierzch, czas lata zdąża do końca. John Keats


Na górę
Nieprzeczytany post: pn lis 22, 2010 17:20 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn paź 13, 2008 15:44
Posty: 770
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravada
Lokalizacja: Kielce
Cytuj:
Porównanie pijanego do wierzącego w Boga jest ciekawe, tyle, że z tego co wiem w chrześcijaństwie (i pewnie większości religii monoteistycznych) człowiekowi Bóg dał wolną wole i od jego uczynków zależy plan wobec niego (czyściec -> niebo/piekło).

Tymczasem osoba pijana za bardzo się nie kontroluje tylko kontroluje ją alkohol, co prawda można się też doprowadzić do stanu "zdewocenia" podobnego do upojenia alkoholowego ale to już są skrajności.
Owszem, ale ktoś pijący sam wybiera alkohol, nikt nie zmusza do jego spożywania, stąd jest to wolny wybór.


Na górę
Nieprzeczytany post: czw lis 25, 2010 14:44 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Posty: 12630
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: krzaki
do offa tyczącego się boga itp - TĘDY

_________________
.
dangervisit


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz lut 20, 2011 19:17 
Offline
ex Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn cze 30, 2003 08:02
Posty: 3502
Płeć: mężczyzna
Tradycja: kammavāda
Czołem,

Obrazek

Na stronach „Przekroju” można przeczytać wywiad, o którym dyskutowaliśmy. Przy okazji dołączam wycinek z wywiadu, który został opublikowany w „Ricie Baum”, latem 2004 roku, w którym Małgorzata Braunek trochę więcej mówi o swoich poglądach:
  • Damian Dutkiewicz: Małgosiu, co sądzisz o tym, co dzieje się obecnie w Kościele katolickim — pojawiają się kapłani, którzy są mistrzami zen, zapożyczają techniki praktyk medytacyjnych z religii wschodnich, włączając je do swoich działań apostolskich. Mam na myśli benedyktynów: ojca Jana Berezę, ojca Willigisa Jagera, ojca Johna Freemana, oraz tych którzy odeszli, a zapoczątkowali swoisty dialog między Wschodem a Zachodem: trapistę, ojca Thomasa Mertona, benedyktyna, ojca Johna Maina, czy jezuitę, ojca Hugo Enomiya Lassalle’a, i innych. Czy to jest dobre?

    Małgorzata Braunek: Dla mnie to po prostu naturalne (śmiech), że tak się dzieje. Tak jak powiedziałam wcześniej, praktyka buddyzmu otworzyła mnie na chrześcijaństwo. Dlatego wydaje mi się to całkowicie naturalne, że na przykład ojciec Jan czy inni kapłani chrześcijańscy, którzy bardzo głęboko praktykują, otwierają się na inne tradycje, inne religie. Tak naprawdę my, praktykujący, musimy dotrzeć do tego, że źródło jest absolutnie wspólne. Nie ma wielu różnych źródeł, tylko jedno dla nas wszystkich. Mogę powiedzieć, że w związku z tym my wszyscy, absolutnie, bezwzględnie wszyscy jesteśmy dziećmi Boga.

    D.D.: Często wobec buddyzmu pojawia się zarzut, że jest to religia bez Boga, religia ateistyczna…

    M.B.: Zarzut pojawił się dlatego, że my nie nazywamy pewnych spraw i Budda ich nie nazywał. W buddyzmie nie mówi się o Bogu, ponieważ Budda pytany o Boga — milczał. Stąd wzięła się interpretacja, że odrzucał istnienie Boga. A on po prostu milczał. Człowiek nie jest w stanie mówić o Bogu. Jesteśmy w stanie czasami tego doświadczać, ale nie powinniśmy otwierać ust na ten temat. Słowa tylko opisują rzeczywistość, nie są w stanie jej przekazać, to pewnego rodzaju ograniczniki. Gdy otwieramy usta, ograniczamy, upraszczamy to, czym to jest. Możemy jedynie na ten temat milczeć. Starać się przybliżać do tego, doświadczając, znajdując to w sobie.

    „Rita Baum”, nr 8 (lato 2004), s. 26


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz lut 20, 2011 19:25 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob lis 21, 2009 10:16
Posty: 596
Tradycja: Dzogczen
Lokalizacja: Warszawa
Cytuj:
Zarzut pojawił się dlatego, że my nie nazywamy pewnych spraw i Budda ich nie nazywał. W buddyzmie nie mówi się o Bogu, ponieważ Budda pytany o Boga — milczał. Stąd wzięła się interpretacja, że odrzucał istnienie Boga. A on po prostu milczał.
To chyba nie do końca tak? Zresztą dobrze by było chyba doprecyzować, o co z tym całym Bogiem chodzi . . .

_________________
Za sceną rozległ się gwałtowny tupot i wreszcie wszedł lew.
Składał się z dwóch bobrów przykrytych kapą.


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz lut 20, 2011 19:32 
Offline
ex Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn cze 30, 2003 08:02
Posty: 3502
Płeć: mężczyzna
Tradycja: kammavāda
Cytuj:
To chyba nie do końca tak? Zresztą dobrze by było chyba doprecyzować, o co z tym całym Bogiem chodzi . . .
Dla mnie symptomatyczne jest już to, że rozmówcy traktują to jako „zarzut”… Jakby na siłę chcieli wpisać buddyzm w judeo-chrześcijańskie myślenie o świecie i człowieku.


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz lut 20, 2011 19:53 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Posty: 12630
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: krzaki
Witam
Cytuj:
Dla mnie symptomatyczne jest już to, że rozmówcy traktują to jako „zarzut”… Jakby na siłę chcieli wpisać buddyzm w judeo-chrześcijańskie myślenie o świecie i człowieku.
Ciekawe... podobne wrażenie mam.

To to samo źródło, którym jest bóg - dobrze, to to samo źródło, ale dlaczego nie bez boga/?/ pytanie formalne

Pozdrawiam
:14:

_________________
.
dangervisit


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz lut 20, 2011 20:00 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob lis 21, 2009 10:16
Posty: 596
Tradycja: Dzogczen
Lokalizacja: Warszawa
Jasne. Ale też sama generalna taktyka "obrony" przed takim "zarzutem", którą Małgorzata Braunek (i inni zresztą też) obiera wydaje mi się z gruntu nietrafiona - przynosi więcej zamętu i prowokuje o wiele więcej potencjalnych nieporozumień, niż daje korzyści.

Nie widzę wielkiego problemu w tym, że mitologie czy symbologie buddyjskie i "Zachodnie" (w tym chrześcijańskie czy post-chrześcjańskie) łączą się i będą łączyć - jeśli dharma jest koniec końców culture-free, ponadkulturowa, to może sobie przetwarzać i poszerzać metaforykę, i pewnie rzeczywiście coraz odważniej będzie. Tylko że taka zabawa wymaga precyzji, subtelności - i czujnego komentarza, bo inaczej wychodzi zaraz njuejdżowy wór bez dna, gdzie wszystko jest wszystkim i wszystko jest taka sama bomba.

Powiedzieć na przykład, że "my wszyscy, absolutnie, bezwzględnie wszyscy jesteśmy dziećmi Boga" to strzelić sobie równie absolutnego i bezwględnego samobója - mogę znaleźć setkę takich interpretacji wyrażenia "wszyscy jesteśmy dziećmi Boga", które są nieprzekraczalnie sprzeczne z tym, czego uczył Gautama (albo Toenpa Shenrab) i które sprawiałyby, że buddysta z automatu takowym dziecięciem nie będzie.

Jest naturalnie jeszcze taka możliwość, że Braunek mówiła dużo więcej - a dziennikarz albo wydawca pocięli to równo, usuwając niezbedny kontekst. To dość typowa praktyka w prasie, niestety.

_________________
Za sceną rozległ się gwałtowny tupot i wreszcie wszedł lew.
Składał się z dwóch bobrów przykrytych kapą.


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz lut 20, 2011 20:33 
Offline
ex Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn cze 30, 2003 08:02
Posty: 3502
Płeć: mężczyzna
Tradycja: kammavāda
Cytuj:
Jasne. Ale też sama generalna taktyka "obrony" przed takim "zarzutem", którą Małgorzata Braunek (i inni zresztą też) obiera wydaje mi się z gruntu nietrafiona - przynosi więcej zamętu i prowokuje o wiele więcej potencjalnych nieporozumień, niż daje korzyści.
Ale czy to w ogóle można traktować jako zarzut? Czy buddyści szukają w sobie niedającego się opisać, tajemniczego Boga?

A co do samych wywiadów, to oba są utrzymane w podobnym tonie, więc nie sądzę by były w nich jakieś kluczowe skróty, które wypaczałyby nadto poglądy Małgorzaty Braunek.


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz lut 20, 2011 21:55 
Offline
ex Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob kwie 05, 2008 23:04
Posty: 1965
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravāda
Lokalizacja: Zgierz
Cześć

Budda milczal na temat Boga, więc.... wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. :mur:

A może to taki koan? Bóg to wymysl wystraszonego ludzkiego umyslu, więc Bóg nie istnieje, więc jego dzieci nie istnieją, więc my nie istniejemy, więc anatta i siunjata.

Nie, to zbyt logiczne na koan. :zdegustowany:

pozdrawiam,
Ryu

_________________
Jestem właścicielem mojej kammy, spadkobiercą mojej kammy, zrodzony z mojej kammy, związany z moją kammą, istnieję wspierany przez moją kammę. Jakąkolwiek kammę stworzę, czy dobrą czy złą, będę jej spadkobiercą.
Obrazek


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz lut 20, 2011 22:23 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob lis 21, 2009 10:16
Posty: 596
Tradycja: Dzogczen
Lokalizacja: Warszawa
Cytuj:
Cytuj:
Jasne. Ale też sama generalna taktyka "obrony" przed takim "zarzutem", którą Małgorzata Braunek (i inni zresztą też) obiera wydaje mi się z gruntu nietrafiona - przynosi więcej zamętu i prowokuje o wiele więcej potencjalnych nieporozumień, niż daje korzyści.
Ale czy to w ogóle można traktować jako zarzut?


Pewnie, że można - jak jest się polskim katolikiem. Braunek może mieć szczytne intencje - mieszkamy w fundamentalistycznym państwie wyznaniowym (to nie hiperbola - za żarty z JPII idzie się teraz do pierdla) i wszystko, co nie chrześcijańskie, ba, co nie katolickie jest nieprawomyślne, podejrzane, śmierdzące. A jak bez Boga - to już same zło, rzecz jasna, tylko wariat by tego nie wiedział. Więc Braunek do nich, że to nie tak - my też spoko, wierzymy (?) w to, w co wszyscy wierzyć powinni, tylko tak ciut inaczej mówimy; zaciągamy dziwacznie, bo ze Wschodu w końcu, i to dalekiego dość.
Cytuj:
Czy buddyści szukają w sobie niedającego się opisać, tajemniczego Boga?
Powiedziałbym że jasne, że nie - ale jak troszkę pokombinować, z powodzeniem da się to zdanie tak zinterpretować, że z czystym sumieniem można by powiedzieć tak. Tylko po co? Po to, żeby nas fundamentaliści zaczęli troszeczkę lubić? Żeby nie mówili ludzie, że buddyzm to nihilistyczna (bo ateistyczna), antychrześcijańska (bo explicite mówi, wbrew słowom Braunek, że nie ma wielkiego podglądacza w niebiesiech), antyreligijna (bo nie ma tzw. kultu "istoty najwyżej") ezoteryka (tzn., podróbka "prawdziwej religii") ze zgniłego Wschodu, niebezpieczna jak nie przykładając ten Harry Potter? Warte to ryzyka, że sens się zgubi i wyjdzie bełkot?

_________________
Za sceną rozległ się gwałtowny tupot i wreszcie wszedł lew.
Składał się z dwóch bobrów przykrytych kapą.


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz lut 20, 2011 23:16 
Offline

Rejestracja: sob gru 06, 2008 04:30
Posty: 1986
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravāda
Lokalizacja: Manchester
Cytuj:
zarzut?

Cytuj:
Pewnie, że można - jak jest się polskim katolikiem. Braunek może mieć szczytne intencje - mieszkamy w fundamentalistycznym państwie wyznaniowym (to nie hiperbola - za żarty z JPII idzie się teraz do pierdla)
http://www.dailymail.co.uk/news/article ... -porn.html

Nom. A zgroza i kontrola sięga już internetu. Zawżdy już wyjścia pozamykane. Pozostało nam jeno pizzę zjadać.


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 72 ]  Przejdź na stronę Poprzednia 1 2

Strefa czasowa UTC+01:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl