Forum e-Budda PL

''Początkiem ścieżki wyzwolenia jest przekonanie o bezsensowności samsary i szczera determinacja uwolnienia się od niej.'' - Patrul Rinpocze
Dzisiaj jest pn cze 25, 2018 16:51

Strefa czasowa UTC+01:00




Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 60 ]  Przejdź na stronę 1 2 Następna
Autor Wiadomość
Nieprzeczytany post: pn lip 18, 2005 16:06 
Offline
ex Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt lut 24, 2004 14:30
Posty: 1004
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: Sosnowiec
Proszę opiszcie w kilku zdaniach jak sie zetkneliscie sie z dharma, z buddyzmem. Przez kogo i jak?

Odpowiedzi beda zamieszczone w FAQu na portalu budda.medytacja.net.

Prosze o aktywnosc. Pamietajcie! WASZE odpowiedzi komus pomoga w wyborze : buddyzm - tak czy nie. I dadza obraz tych ktorzy sa powiazani z buddyzmem. Chyba nie musze mowic ze wielu uwaza to za dziwactwo i patrza na praktykujacych z ukosa, jak na ludzi z innej planety. Pomozcie nam rozwiac taki absurd! Piszcie.

ps. a przy okazji utworzcie dobra karme marki medytacja.budda.pl :))))


Na górę
Nieprzeczytany post: pn lip 18, 2005 16:08 
Offline
ex Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt lut 24, 2004 14:30
Posty: 1004
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: Sosnowiec
administatrow, moderatorow, redaktorow tez prosze o aktywnosc :) w zasadzie szczegolnie ich. w koncu juz troche w tym siedza :P


Na górę
Nieprzeczytany post: pn lip 18, 2005 16:18 
Offline
ex Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt cze 25, 2004 13:03
Posty: 3674
Tradycja: Youngdrung Bon
Lokalizacja: Pless/Silesia
U mnie byla to droga doswiadczalna.

Spotkalem wiele sciezek (nawet takich w 100% roznych od Buddyzmu :twisted: ) i po jakims czasie okazywalo sie, ze nie sa one juz odpowiednie dla danego momentu mojego zycia. Paradoksem jest to, ze dzieki tym bardziej "mrocznym" klimatom doszedlem do czegos co z mrokiem ma niewiele wspolnego.

Teraz buddyzm wydaje mi sie najsensowniejszym rozwiazaniem.


Na górę
Nieprzeczytany post: wt lip 19, 2005 12:06 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt paź 01, 2004 19:48
Posty: 94
Lokalizacja: Nowy Sącz
W moim przypadku wszystko zaczęło się od sztuk walki.
Interesowało mnie wszystko co się wiąże budo i kulturą samurajów. Po przeczytaniu wszystkich książek (o tej tematyce) w bibliotece moją uwagę zwróciła książka Mistrza Kaisena: "Budodharma. Droga samuraja."

W ten sposób zaineteresowałem się zen.
Kilka miesięcy później znalazłem się na sesshin w klasztorze Ko Myo Ji.
Można powiedzieć że wówczas "wpadłem na dobre" :)))

_________________
Nie poszukujcie niczego szczególnego...


Na górę
Nieprzeczytany post: pn lis 28, 2005 22:30 
Offline
ex Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz paź 16, 2005 21:52
Posty: 1896
Tradycja: Brak
Lokalizacja: Toruń
Najpiew grałem trochę w kosza lecz zrezygnowałem. Po części szukając nowego sportu po części z nudów przeczytałem książkę o sztukach walk itp. Po jakimś czasie zapisałem się na aikido, którego twórcą jest Morihei Ueshiba. Ten wielki człowiek (ponoć oświecony) stworzył sztukę jak sam określał opartą na miłości. Czytałem wiele książek o aikido i bushido. Był tam taki rozdział poświęcony źródłom inspiracji Ueshiby w tworzeniu jego filozofii aikido i wśród wielu religii i innych nurtów było ZEN. Jestem człowiekiem dość dociekliwym jak mnie coś interesuje więc dalej już chyba nie muszę mówić jak było. Poczytałem trochę i muszę przyznać że największe wrażenie zrobiły na mnie nie nauki buddy ale teksty mistrzów i różne opisy doświadczeń ( których na wscgodzie sie raczej nie akceptuje). To właśnie on sprawiły że pozostałem przy buddyźmie dłużej i nie potraktowałem go jednorazowo.


Na górę
Nieprzeczytany post: czw lis 02, 2006 00:30 
Offline

Rejestracja: ndz wrz 24, 2006 22:27
Posty: 38
Płeć: kobieta
Tradycja: Karma Kagyu
W wieku 16 lat zmarła niespodziewanie moje mama - był to patrząc z perspektywy czasu za duży cios w dorastająco osobę. Zaczęłam wagarować, szukałam nowego towarzystwa (odnalazłam się w gronie metali), knajpy, alkohol, myśli i próby samobójcze. Wtedy ktoś zaprosił mnie na swoje urodziny, które zrobił u swojej starszej znajomej. Ta starsza pani była buddystką, pożyczyła mi książkę Lamy Ole Nydahla "Moja droga do lamów". Po przeczytaniu jej szukałam innych książek dot. buddyzmu. Potem poszłam do Ośrodka i tam już zostałam. Medytacja dała mi to, czego szukałam od wielu lat - spokój, wiedzę o "tu i teraz". I wyszłam na prostą...

_________________
"Nie musimy umrzeć, aby iść do raju, nie musimy być buddystami, aby spotkać innych buddystów. Musimy tylko przetrzeć oczy i zobaczyć, co tak naprawdę jest przed nami".


Na górę
Nieprzeczytany post: czw lis 02, 2006 22:31 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob kwie 29, 2006 22:59
Posty: 86
Lokalizacja: Hongkong
Cytuj:
W wieku 16 lat zmarła niespodziewanie moje mama
Przepraszam, że się czepiam językowo, w takim temacie, ale czy Twoja mama umarła, jak miała 16 lat? Bo tak wynika z tego zdania.
W każdym razie mi przykro - takie zdarzenie do zawsze cios, nie tylko dla dorastającej osoby, ale w każdym wieku.

A tak na temat:
Zawsze powtarzam, że to nie ja sobie wybrałam buddyzm, tylko buddyzm wybrał mnie. Wiele lat żyłam sobie podług pewnych, własnych zasad... nazwijmy je z patosem... moralnych, które były bardzo bliskie pewnym zasadom buddyjskim. Powoli, powoli zbliżałam się w kierunku buddyzmu i oto jestem. A że zostałam wychowana w rodzinie, która nigdy żadnych praktyk religijnych nie stosowała, to i miałam swobodę dorastania, przyglądając się światu po swojemu, bez religijnych wpływów kościoła, czy czegoś innego.
Nic na siłę, wrosłam w to po prostu. I sobie jestem... Najpierw szukałam jakiegoś uporządkowania świata, a kiedy to uporządkowanie dał mi buddyzm, zaczęłam szukać ścieżki, którą podążać. W końcu także i tę ścieżkę znalazłam. Teraz mam inne pytania i znowu czegoś szukam ;)

_________________
Jeśli masz problem, który można rozwiązać, to po co się martwisz? Jeśli masz problem, którego nie można rozwiązać, to po co się martwisz?


Na górę
Nieprzeczytany post: pt lis 03, 2006 10:13 
Offline
ex Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt lut 14, 2006 23:10
Posty: 1122
Lokalizacja: Szczecin
Kończąc szkołę podstawową - wkraczając tym samym w okres buntu - rozmiłowałem siew chaosie. Zostałem punkiem i pokładałem głęboką wiarę w anarchoindywidualizm. Czytałem kropotkina, Bakunina, Proudhona... zaangażowana muzyka i teksty, radykalna postawa i bunt. Jednak szybko okazało się iż ludzie mieniący się anarchistami (przynajmniej w moim kregu) nie traktują tego poważnie - więcej sposób życia punka nie prowadził do niczego konstruktywnego. Sztuczne to było... dziecinne i głupie.

Zarzuciłem zatem "aktywne" punkostwo (spokojnie nie upijałem się ani kleju nie wąchałem, na narkotyki nie trafiłem). Zacząłem sie interesować kulturą Indii, hinduizmem, krisznaityzmem... czytając "Mitologię Indii" trafiłem na legendy buddyjskie. To mnie zaciekawiło - w bibliotece znalazłem potem książkę Marka Mejora "Buddyzm" - rozczytało to mnie fascynować. Bez dogmatów, bez poddaństwa bogu i jego kapłanom.

We wrześniu 1997 roku zdecydowałem iz przyjmuję schronienia (była to nie oficjalna vandana) i przestrzegam 5 Wskazań. jeszcze sie troche punkowało w ubiorze i poglądach.. ale to nie trwało długo - to środowisko odrzucało mnie z uwagi na radykalny stosunek do moralności (nie picie alkochou, seks itp.)... i tak to było... jak tylko zyskałem dostep do internetu to wpłynąłem na rzekę wiedzy:)

Dlatego theravada iż "u źródła jest najczystsza woda" ;) Cięzko byc buddystą w małej pomorskiej wiosce (potrzeba poczucia wspólnoty jest silna na początku - a obawa pzred spotkaniem innych buddystów jest dziwna :) - ja to miałem.. ale spotkaliśmy sie i wszystko dobrze sie potoczyło)....

_________________
братство и јединство!


Na górę
Nieprzeczytany post: pt lis 03, 2006 20:03 
Offline

Rejestracja: ndz wrz 24, 2006 22:27
Posty: 38
Płeć: kobieta
Tradycja: Karma Kagyu
Cytuj:
Przepraszam, że się czepiam językowo, w takim temacie, ale czy Twoja mama umarła, jak miała 16 lat?
jak ja miałam 16 lat
czasem nie patrze co piszę

_________________
"Nie musimy umrzeć, aby iść do raju, nie musimy być buddystami, aby spotkać innych buddystów. Musimy tylko przetrzeć oczy i zobaczyć, co tak naprawdę jest przed nami".


Na górę
Nieprzeczytany post: pn sty 08, 2007 00:07 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz sty 07, 2007 20:45
Posty: 110
Lokalizacja: Poznań
Jak zetknąłem się z dharmą?

Wszystko powoli ewaluowało.

Najpierw były spore problemy natury egzystencjonalnej. :) hehe
W ich wyniku zainteresowałem się dążeniem do zemsty na moich nieprzyjaciołach :mrgreen: , zainteresowałem się różnymi rodzajami magji, takie tam różne. Równocześnie interesowałem się świadomym śnieniem.
Po jakimś czasie magia i mszczenie się (...) przestało mine interesować, a zaczęło mnie interesować istota cierpienia, co ja mogę zrobić, aby zmienić siebie i moje postrzeganie na świat, a nie zmieniać innych. Dotarłem do zen i książki trzy filary zen. Popraktykowałem z pół roku, ale czegoś mi w tym wszystkim brakowało, być może nauczyciela, a może po prostu niemożliwości zaszepienia na praktyce, brak jakichś wskazówek, czy praktyk wtępnych, nie wiem. Wciąż nie dawała mi spokoju myśl, że muszę byc przytomny, muszę integrować życie z praktyką. Gdzieś na wakacjach kupiłem książkę Tenzina Wangyala Rinpocze "Tybetańska Joga Snu i Śnienia". Trochę poczytałem, trochę przeleżała, a po jakimś czasie wziąłem się do roboty :mrgreen: . se se


Na górę
Nieprzeczytany post: pn sty 08, 2007 01:28 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz sty 07, 2007 20:45
Posty: 110
Lokalizacja: Poznań
Właściwie to książka leżała dosyć długo, no bo przecież człowiek jest leniwy. Pamiętam, że zadzwoniłem do Garudy w Poznaniu, ale wątpliwości miałem, że może jeszcze nie teraz, no bo nikogo nie znam i tak jakoś głupio itd. itp.. No i brat mówi, że co sie będziesz w jakieś sekty mieszał 8) , ja tłumacze, że przecież to nie tak wydląda... No i mineły ze dwa lata do książki co jakiś czas zaglądałem, ale jakoś zaparcia nie miałem. Potem znalazłem taki sklepik z tybetańskimi rzeczami w Poznaniu. ( Coś w tym jest, że dharma znajduje ciebie:))Tam były różne teksty nauk i płytki. Patrze wykłady Tenzina Wangyala Rinpocze na płytkach, kupiłem pierwsze wykłady z 1995 roku, przesłuchałem i zacząłem praktykować. Swoją drogą sklepik gdzieś zniknął i chyba już nie istnieje?

Sory za przydługawy tekst.
pozdrawiam Maras


Na górę
Nieprzeczytany post: pt lut 23, 2007 21:19 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw lis 23, 2006 17:17
Posty: 61
Witam mnie osobiście zainspirowała ksiązka 108 odpowiedzi Jogina autorstwa Ole Nydahla .Na początek polecam.Pozdrawiam.


Na górę
Nieprzeczytany post: śr mar 07, 2007 14:34 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 07, 2007 12:21
Posty: 11
Moje życie w ciągu kilu chwil legło w gruzach. Nagle, któregoś dnia dziewczyna którą kochałem nad wszystko i z którą miałem się ożenić, zdradziła mnie i porzuciła. Jedyna szansa na inne życie poprostu zniknęła. Dom w którym wzrastałem, pełen był złych emocji spowodowanych problemami alkoholowymi mojego ojca i chorobą nowotworową matki. Do tego nałożyła się sprawa rozwodowa rodziców. Marazm w jakim trwałem ciągnął się miesiącami a ja straciłem ochote do życia. Właściwie leciałem po równi pochyłej i doszedłem do wniosków że żeby człowiek był szczęsliwy, musi być gorszy od innych, że musi umieć walczyć o swoje i że musi umieć wyrywać z gardła innym wszystko, ponieważ otacza go tylko sfora wilków, a najszczęsliwsi na świecie, są tylko bezwzględni egoiści.
Zrozumiałem że wszystko jest kłamstwem, nawet szlachetna miłość może stać się największym przekleństwem. Ludzie którzy mnie otaczali nie umieli mi przekazać nic wartościowego. Sięgałem dna, pełzałem w błocie i jedynym pragnieniem była śmierć. Każdego dnia myślałem o samobójstwie. Prosiłem Boga z całego serca żeby mnie juz zabrał do siebie bo ja poprostu nie pasuje do tego świata, do tych wartości, do tych ludzi. Nie mogłem jednak długo tak egzystować, ponieważ zło jakoś nie leżało w mojej naturze. Co prawda zauważyłem ze taka postawa przynosi względne korzyści, niemniej jednak to jak się zachowywałem nie było dla mnie czymś naturalnym. Zacząłem się również zastanawiać czy istnieje jakaś nagroda za to że człowiek jest dobry bo z moich doświadczeń wynikało że w dzisiejszym świecie takich ludzi spotykają tylko złe rzeczy.

Swoistym momentem przełomowym była dla mnie chwila, w której już miałem skonsumować znajomość ze świeżo uwiedzoną dziewczyną (forma zemsty za to co mnie spotkało ze strony płci pięknej), jednak w ostatniej chwili zrezygnowałem z tego zamiaru, silnie postanawiając że pomimo wszystkiego nie moge się poddać i nie mogę działać wbrew własnemu ja, które wyrażnie mówi mi że nie moge postępować jak inni.

Na zajutrz, to czego szukałem całe życie samo mnie znalazło. W internecie natrafiłem na Falun Dafa mistrza Li Hongzhi i zaciekawiony tą starożytną formą doskonalenia ciała i umysłu szybciutko pochłonąłem jego ksiązki. To było to, co całkowicie odmieniło moje życie, a ja odnalazłem jego prawdziwe znaczenie. Właściwie dzięki Falun Dafa (qigong ze szkoły buddy) zrozumiałem że rozwój duchowy człowieka jest uniwersalny. Że wszystkie religie są drogami do wspólnego celu jakim jest oświecenie. Zrozumiałem Sakjamuniego i Jezusa... w zasadzie do dziś nie przeczytałem nic co tłumaczyłoby praktykę tak obszernie i tak dogłebnie a jednocześnie tak przystępnie jak ksiązki mistrza Li. Nie znalazłem książek buddystycznych ani żandej innej pracy w panteonie książek chrześcijańskich które zbliżałyby się do tego o czym mówi mistrz Li.

Od czasu jak rozpocząłem kultywacje w/g wskazań mistrza Li, zarówno moje życie jak i moje ciało przeszło ogromne przemiany. Zrozumiałem tak wiele, tak niesamowitych rzeczy... to najpiękniejsza rzecz jaka mnie spotkała i uważam to za największą łaskę jaką mogłem dostać.

Nie pozostaje mi nic innego jak polecić wam ksiązki mistrza Li Hongzhi - "Falun Gong" i "Zhuan Falun" , (ksiązki są darnowe do pobrania jak i ćwiczenia) które poruszają aspekty rozwoju duchowego na wyskokim poziomie. Mistrz dokładnie tłumaczy jakie przemiany przechodzi umysł i ciało człowieka podczas kultywacji, na jakiej zasadzie działają zdolności buddów, jak się je osiąga, czym jest oświecenie, jak złożony jest multiwymiarowy wrzechświat i jak najszybciej osiągnąć prawy owoc... oczywiście najważniejszą częscią książek jest Fa - czyli prawo buddy, bez którego kultywacja nie jest możliwa.


Na górę
Nieprzeczytany post: pt mar 09, 2007 07:52 
Offline
konto zablokowane

Rejestracja: sob sie 26, 2006 18:23
Posty: 303
Cytuj:
Zrozumiałem Sakjamuniego i Jezusa...
niesamowite.

_________________
UŻYTKOWNIK ZABLOKOWANY - administracja forum


Na górę
Nieprzeczytany post: pt mar 09, 2007 09:51 
Offline
ex Moderator

Rejestracja: czw lis 02, 2006 23:45
Posty: 1886
Cytuj:
W internecie natrafiłem na Falun Dafa mistrza Li Hongzhi
Fajnie. A jak natrafiłeś na buddyzm?


Na górę
Nieprzeczytany post: pt mar 09, 2007 17:30 
Offline
ex Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz paź 16, 2005 21:52
Posty: 1896
Tradycja: Brak
Lokalizacja: Toruń
Cytuj:
Fajnie. A jak natrafiłeś na buddyzm?
heh

_________________
"Rozkradzione krople
jej skóra
czyni wodę wiosną. "
by Har Dao _/|\_


Na górę
Nieprzeczytany post: sob mar 10, 2007 01:31 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Posty: 12101
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: krzaki
Witam
Cytuj:
Moje życie w ciągu kilu chwil legło w gruzach. Nagle, któregoś dnia dziewczyna którą kochałem nad wszystko i z którą miałem się ożenić, zdradziła mnie i porzuciła. Jedyna szansa na inne życie poprostu zniknęła.
Nie jest tak źle - serio. Nic nie jest trwałe, a skoro tak, to znaczy: że skoro coś odeszło to, pojawia się nowe. Nie ma potrzeby wlec trupa tego co było, bo cuchnie i jego aromat /copyright by rybysferyczne ;) / powoduje, iż nie czujemy aromatu tego co właśnie się pojawia - nie zauważamy, że pojawiają się kolejne szanse, by... się ożenić... 8) :wink:
Cytuj:
Dom w którym wzrastałem, pełen był złych emocji spowodowanych problemami alkoholowymi mojego ojca i chorobą nowotworową matki. Do tego nałożyła się sprawa rozwodowa rodziców. Marazm w jakim trwałem ciągnął się miesiącami a ja straciłem ochote do życia. Właściwie leciałem po równi pochyłej i doszedłem do wniosków że żeby człowiek był szczęsliwy, musi być gorszy od innych, że musi umieć walczyć o swoje i że musi umieć wyrywać z gardła innym wszystko, ponieważ otacza go tylko sfora wilków, a najszczęsliwsi na świecie, są tylko bezwzględni egoiści.
Śakjamuni miał bardziej przechlapane niż Ty. Widzisz, On nie miał tak sprzyjających warunków do tego, by tak jak Ty, wejść na tzw drogę rozwoju duchowego/?/ na wskutek tak sprzyjających warunków, tak wcześnie. On miał tak miodzio życie, że w tym zaślepieniu, owym komfortem życia, nie dostrzegał tego, że - oto jest okazja odkryć, sformułować i przekazać dharmę. Acz, na szczęście - podobnie jak u Ciebie - pojawiły się sprzyjające warunki /miał wtedy 29 lat/ i wyszedłszy pewnego dnia poza pałac, zrozumiał, że nie jest wcale tak extra :?
Cytuj:
Zrozumiałem że wszystko jest kłamstwem, nawet szlachetna miłość może stać się największym przekleństwem. Ludzie którzy mnie otaczali nie umieli mi przekazać nic wartościowego. Sięgałem dna, pełzałem w błocie i jedynym pragnieniem była śmierć. Każdego dnia myślałem o samobójstwie. Prosiłem Boga z całego serca żeby mnie juz zabrał do siebie bo ja poprostu nie pasuje do tego świata, do tych wartości, do tych ludzi.
W takim razie Twe zrozumienie: ''że wszystko jest kłamstwem'', było błędne, gdyż jak wynika z Twego listu, obecnie odnalazłeś jakąś prawdę. Jeżeli tak, to powyższe wnioski, które wysnułeś wtedy ze swych obserwacji, były błędne. To co - delete :)
Cytuj:
Nie mogłem jednak długo tak egzystować, ponieważ zło jakoś nie leżało w mojej naturze.
Uśmiejesz się, ale to nie leży w naturze żadnej istoty ludzkiej... tak sądzę :)
Cytuj:
Co prawda zauważyłem ze taka postawa przynosi względne korzyści, niemniej jednak to jak się zachowywałem nie było dla mnie czymś naturalnym. Zacząłem się również zastanawiać czy istnieje jakaś nagroda za to że człowiek jest dobry bo z moich doświadczeń wynikało że w dzisiejszym świecie takich ludzi spotykają tylko złe rzeczy.
O nagrodach nic nie wiem, ale wiem, że pozytywne działania przynoszą mi spokojny stan ducha, że tak powiem. Jeżeli miałbym rozpatrywać to, na zasadzie nagrody, to, jak dla mnie byłaby to mega nagroda :)
Cytuj:
Swoistym momentem przełomowym była dla mnie chwila, w której już miałem skonsumować znajomość ze świeżo uwiedzoną dziewczyną (forma zemsty za to co mnie spotkało ze strony płci pięknej), jednak w ostatniej chwili zrezygnowałem z tego zamiaru, silnie postanawiając że pomimo wszystkiego nie moge się poddać i nie mogę działać wbrew własnemu ja, które wyrażnie mówi mi że nie moge postępować jak inni.
W buddyzmie y.b. taka postawa jest związana z tzw ścieżką sutr, czyli ścieżką prowadzącą do wyzwolenia poprzez właściwą postawę /między innymi/, że się tak wymądrzę.
Cytuj:
Na zajutrz, to czego szukałem całe życie samo mnie znalazło. W internecie natrafiłem na Falun Dafa mistrza Li Hongzhi i zaciekawiony tą starożytną formą doskonalenia ciała i umysłu szybciutko pochłonąłem jego ksiązki. To było to, co całkowicie odmieniło moje życie, a ja odnalazłem jego prawdziwe znaczenie. Właściwie dzięki Falun Dafa (qigong ze szkoły buddy) zrozumiałem że rozwój duchowy człowieka jest uniwersalny. Że wszystkie religie są drogami do wspólnego celu jakim jest oświecenie. Zrozumiałem Sakjamuniego i Jezusa... w zasadzie do dziś nie przeczytałem nic co tłumaczyłoby praktykę tak obszernie i tak dogłebnie a jednocześnie tak przystępnie jak ksiązki mistrza Li. Nie znalazłem książek buddystycznych ani żandej innej pracy w panteonie książek chrześcijańskich które zbliżałyby się do tego o czym mówi mistrz Li.
Zacząłeś podążać za tym co naucza Li Hongzhi, a nazywa się to Falun Dafa - czy dobrze Ciebie zrozumiałem?
Cytuj:
Od czasu jak rozpocząłem kultywacje w/g wskazań mistrza Li, zarówno moje życie jak i moje ciało przeszło ogromne przemiany. Zrozumiałem tak wiele, tak niesamowitych rzeczy... to najpiękniejsza rzecz jaka mnie spotkała i uważam to za największą łaskę jaką mogłem dostać.
A jak z Twym stosunkiem do innych istot ludzkich?
Cytuj:
(...) oczywiście najważniejszą częscią książek jest Fa - czyli prawo buddy, bez którego kultywacja nie jest możliwa.
Mógłbyś napisać szerzej, co rozumiesz pod pojęciem ''prawo buddy''?

Pozdrawiam
kunzang

_________________
nowy zamęt


Na górę
Nieprzeczytany post: sob mar 10, 2007 04:27 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Posty: 12101
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: krzaki
Witam
Cytuj:
Proszę opiszcie w kilku zdaniach jak sie zetkneliscie sie z dharma, z buddyzmem. Przez kogo i jak?
Odpowiadałem na podobne pytanie w innym wątku. Wyszło mi trochę więcej niż kilka zdań. Wklejam poniżej.
-------
Cytuj:
Może pamiętacie wasz pierwszy kontakt z buddyzmem... waszą pierwszą książkę itp. rzeczy?
Cytuj:
Znaczy się, wspomnienia kombatanckie/?/ ok.
Od jakichś dwu lat, grzebałem w okultyzmie jednocześnie eksperymentując z medytacją na bazie Yogasutr, P. M. Było ciekawie...
W tych czasach, wraz z ówczesnym mym przyjacielem, pojechałem latem nad jezioro w pobliżu którego znajdował się kolejarski ośrodek wypoczynkowy - co ma znaczenie o tyle, że zgodnie z naszymi obserwacjami, rodziny kolejarskie przyjeżdżające na wczasy do tego ośrodka, były wielodzietne z totalną przewagą córek.
Pewnego ranka, pływając w jeziorze, usłyszałem rozpaczliwe wołanie z brzegu. Będąc oddalonym od krzyczącej istoty o jakieś trzydzieści metrów skonstatowałem, że skoro stoi na brzegu - to się nie topi, więc mimo jego wrzasków skierowanych do mnie, nie ma co się spieszyć. Płynąłem powoli w Jego kierunku.
Jadąc godzinę później, wraz z mym przyjacielem, do Gdańska, usłyszałem - jeszcze raz, ale w wersji mniej zasapanej i chaotycznej - wyjaśnienia od Tego, który do mnie krzyczał. Wysłała Go po mnie moja Ciotka z informacją, że mam natychmiast przestać sobie folgować z córkami kolejarskim, gdyż do Gdańska przyjechał buddyjski nauczyciel i w związku z tym - mam w te pędy wracać do domu, ponieważ jest On dzisiaj ostatni dzień w Trójmieście.
Wczesnym wieczorem, wszedłem do pokoju w którym było kilkanaście osób siedzących na podłodze. Recytowali coś w języku, który momentami przypominał sanskryt. Usiadłem rozglądając się za owym buddyjskim nauczycielem. W pokoju nie było jednak Tybetańczyka. Wcześniejsze wyjaśnienia istoty krzyczącej z brzegu, mówiły, iż jest to nauczyciel wadżrajany, a jasnym dla mnie wtedy było, że skoro tak, to znaczy Tybet... no i wiadomo, Tybetańczyk. Coś było nie tak. Może ów nauczyciel już wyjechał.
Recytacja, skończyła się. Pewien siedzący twarzą do wszystkich mężczyzna /solidnej budowy/, zaczął wpatrywać się w poszczególne osoby, po czym mówił coś w języku owej wcześniejszej recytacji i wręczał pomarańczową karteczkę /na której coś napisał/, istocie w którą się wpatrywał. Gdy patrzyłem pustym wzrokiem jak wpatruje się w mego przyjaciela, w zasadzie, nie było mnie już w tym pokoju. Byłem z powrotem nad jeziorem, świadom spotkania rankiem z pewną dziewczyną. Obraz ten, przesłonił ów przypominający żołnierza marines facet, gdy spojrzał mi w oczy. Nooo... Do dzisiaj, obraz żywy mam w pamięci... Rzekł trzy słowa, wręczył mi karteczkę, na której coś napisał. Przeczytałem - załapałem. Dano mi imię.
Wracając nocą nad jezioro, żywo dyskutowałem z przyjacielem na temat wyjaśnień do mantry Karmapaczieno i medytacji trzech świateł, które usłyszeliśmy od owego - jak się później dowiedziałem - ucznia Karmapy, europejczyka z krwi i kości, na którego mówią Ole Nydahl. Napisana przez Niego: Moja Droga do Lamów, była dla mnie dużą inspiracją.
-------

Pozdrawiam
kunzang

_________________
nowy zamęt


Na górę
Nieprzeczytany post: czw mar 29, 2007 18:01 
Offline

Rejestracja: pt mar 16, 2007 00:15
Posty: 551
Jak to było...? Było to tak, że chodziłam sobie do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Indyjskiej i ktoś tam przelotem rzucił hasło, że w niedzielę w Warszawie jest lama.
No to ja, z głupia franc, pojechałam w niedzielę do Warszawy, nie wiedząc jaki lama, gdzie, o której. Krążyłam jak nawiedzona w okolicach dworca i coś mnie tknęło żeby na Alejach Jerozolimskich wejść do kamienicy, gdzie wchodzili różni ludzie. No i tak trafiłam. To była wtedy wizyta Gjaltsaba Rinpoche.
No i niech mi ktoś zaprzeczy istnieniu karmy :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:


Na górę
Nieprzeczytany post: śr kwie 18, 2007 21:05 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr kwie 18, 2007 18:18
Posty: 32
Lokalizacja: London
mama i babcia opowiadaly mi o buddyzmie, wtedy jeszcze nie byl on popularny i znany raczej tylko z ksiazek.
potem sie pojawil.
Jak umialem czytac na strychu dziadka znalazlem ksiazke o buddyzmie malej drogi i ja przecztalem, nie wiem czemu ale musialem to zrobic. Malo zrozumialem ale ksiazke przeczytalem od dechy do dechy :)
Potem chodzilem nieregularnie do Sangi az w koncu spotkalem czlowieka ktory pokazal mi tanke Mahakali. Poczulem sie jakos dziwnie i zaczalem z nim praktykowac... nasza znajomosc byla bardzo owocna.
Przyjalem schronienie i potem wchodzilem w buddyzm glebiej i glebiej... w tej chwili moge powiedziec ze szykuje sie do zrobiebia pierwszego kroku heh :wink:


Na górę
Nieprzeczytany post: śr kwie 18, 2007 23:00 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Posty: 12101
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: krzaki
Witam
Cytuj:
Przyjalem schronienie i potem wchodzilem w buddyzm glebiej i glebiej... w tej chwili moge powiedziec ze szykuje sie do zrobiebia pierwszego kroku heh Wink
Nie rozumiem :roll:
Powiedzmy, że dla kunzanga pierwszym krokiem jest tzw wchodzenie w buddyzm /głębia jest tu rzeczą umowną/, oraz przyjęcie schronienia /decyzja o podążaniu scieżką - w tym przypadku/. Co znaczy: ''szykuje sie do zrobienia pierwszego kroku'', z Twej strony?

Pozdrawiam
kunzang

_________________
nowy zamęt


Ostatnio zmieniony czw kwie 19, 2007 01:23 przez kunzang, łącznie zmieniany 1 raz.

Na górę
Nieprzeczytany post: śr kwie 18, 2007 23:45 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr kwie 18, 2007 18:18
Posty: 32
Lokalizacja: London
ja dopiero niedawno zrobilem nyndro... bo jestem leniem
czy to nie szykowanie sie do pierwszego kroku ??


Na górę
Nieprzeczytany post: czw kwie 19, 2007 01:29 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Posty: 12101
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: krzaki
Witam
Cytuj:
ja dopiero niedawno zrobilem nyndro... bo jestem leniem
czy to nie szykowanie sie do pierwszego kroku ??
Rozumiem, że nyndro - w ramach tego czemu hołdujesz - dla Ciebie to znaczy. Dziękuję za wyjaśnienie.

Pozdrawiam
kunzang

_________________
nowy zamęt


Na górę
Nieprzeczytany post: śr maja 09, 2007 21:42 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob maja 05, 2007 21:40
Posty: 1059
Płeć: mężczyzna
Tradycja: BON
Lokalizacja: Zlasu
A niech będzie pochwalony internet!!! :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
... aha, i "Tomek na tropach Yeti" :D

_________________
http://wyklikajzywnosc.pl/
http://macszym.wix.com/msw - troszkę moich fotografii. :)


Na górę
Nieprzeczytany post: śr maja 09, 2007 23:06 
Offline
ex Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt mar 31, 2006 13:22
Posty: 9930
Płeć: mężczyzna
Tradycja: ka-dag czhien-po
Lokalizacja: Londyn/W-ch
Witaj na forum, Macszym. :-)

Pochwalony
/M

_________________
"Bądź buddystą, albo bądź Buddą"


Na górę
Nieprzeczytany post: czw maja 10, 2007 12:32 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt maja 08, 2007 18:59
Posty: 135
Lokalizacja: Kraków
Odnośnie głównego pytania w temacie.

Moi rodzice mieli okres newage'owy w swoim życiu. Chyba tak wypada to nazwać. Spośród różnych rzeczy, było tam sporo dalekowschodnich wkrętów. Tak się jakoś zaczęło.
Niby byłem ochrzczony, ale wiecie, jak to w Polsce wygląda. Zamiast do kościoła wolałem uciekać się do własnych przemyśleń i obserwacji. Kiedy koleżanka po wykładzie z religii wschodu opowiedziała mi zafascynowana o buddyzmie, stwierdziłem, że w większości się to pokrywa z tym, co sam z siebie odkryłem. Co prawda, ceniłem sobie wcześniej różne buddyjskie mądrości czy poglądy, ale nie traktowałem tego poważnie.
Można powiedzieć, że nie odkryłem buddyzmu, tylko napotkawszy go, stwierdziłem, że to moja droga.

Tak w skrócie.

_________________
The trick is to keep breathing.


Na górę
Nieprzeczytany post: czw maja 10, 2007 17:41 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob maja 05, 2007 21:40
Posty: 1059
Płeć: mężczyzna
Tradycja: BON
Lokalizacja: Zlasu
Cytuj:
Witaj na forum, Macszym. :-)

Pochwalony
/M
CZEŚĆ!!!

Cieszę się, że ceremonię powitania mamy już za sobą! :D

Dlaczego buddyzm? Dlaczego internet pochwalony? Dlaczego "Tomek..."?

Zacznę od końca:
1. "Tomek..." bo jako młody szczyl zaczytywałem się książkami o naszym dzielnym podróżniku i to właśnie tam po raz pierwszy zetknąłem się ze sprawą reinkarnacji... Rybka złapała haczyk. 8)

2. Internet... - bo jak sie mieszka w zapyziałej dziurze, to dzięki niemu "PRAWIE"!!! wszędzie blisko. I nie trzeba na książki wydać od razu kupę kasy :P

3. Buddyzm... hmmmmmmm, taka karma!!! :lol:

_________________
http://wyklikajzywnosc.pl/
http://macszym.wix.com/msw - troszkę moich fotografii. :)


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz sty 04, 2009 15:04 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr gru 31, 2008 14:32
Posty: 40
Tradycja: nie do końca sprecyzowana
Lokalizacja: Poznań
Cytuj:
Proszę opiszcie w kilku zdaniach jak sie zetkneliscie sie z dharma, z buddyzmem. Przez kogo i jak?
Zostałam wychowana w wierze katolickiej, jak zapewne większość ale wiele rzeczy w tej religii mi nie odpowiada, już od bardzo długiego czasu nie chodzę do kościoła, nie modlę się itp.
Przez długi czas nie odczuwałam potrzeby jakiegoś rozwoju duchowego, aż w końcu zdałam sobie sprawę, że moje życie jest puste, że czegoś mi w nim brakuje...Zaczęłam poszukiwać czegoś dla siebie w różnych religiach ale cały czas czułam, że to nie jest to czego tak naprawdę potrzebuję. Jakiś czas temu pojechałam z moją mamą do jej dobrej koleżanki z pracy, weszłam tam, rozejrzałam się i zauważyłam posążki Buddy,a obok nich zapalone świeczki. Oczywiście jako, że należę do osób dociekliwych jak mnie coś zainteresuje, musiałam spytać czy jest buddystką :D Odpowiedziała, że tak i że jeśli miałabym ochotę sobie coś poczytać to mam jej dać znać, że chętnie mi pożyczy książki o tej tematyce. Na następny dzień zadzwoniłam i powiedziałam, żeby mi coś znalazła...no i tak się zaczęło :)

_________________
Tak jak z wielkiej sterty kwiatów można zrobić wiele girland, tak tez ten, kto urodził się śmiertelnym, winien dokonać wielu dobrych czynów.

Dp.53


Na górę
Nieprzeczytany post: pn sty 05, 2009 10:56 
Offline

Rejestracja: śr lip 23, 2008 18:07
Posty: 22
Lokalizacja: Wielkopolska
Moi Rodzice są katolikami, ale już w wieku około 13 lat przestałem wierzyć w to co mówi chrześcijaństwo. Później zacząłem wierzyć bardziej rozumowi i logice niż emocjom które mną targały (wiek dojrzewania :>) i skierowałem się raczej w stronę wojującego ateizmu. Tak trwało przez liceum i studia, wtedy też zacząłem interesować sie takimi różnymi wschodnimi klimatami m.innymi wpadła mi w ręce książka "Trzy Filary Zen". To co było tam napisane wzbudziło moją sympatię ale jakoś nie miałem żadnej motywacji do rozpoczęcia praktyki, więc moje zainteresowania poszły raczej w kierunku taoizmu i księgi "I Cing". Po studiach przez kilka lat w zależności o nastroju bujałem się tak między dość nihilistycznym ateizmem a tolerancyjnym agnostycyzmem, żyjąc samotnie, bez towarzystwa aż do momentu w którym "układ puścił". Dopadły mnie latami tłumione emocje i wiara w logikę i rozum jako metody rozwiązywania wszelkich kwestii upadła całkowicie. Przez te wszystkie lata wzmianki o buddyzmie budziły raczej pozytywne skojarzenia choć nadal brakowało czegoś żeby zacząć praktykować. Później zdarzył mi się taki półtoraroczny dość gorący związek z pewną miłą choć dość szaloną kobietą, który dość raptownie się urwał. Doswiadczyłem wtedy wielu ,jak to bym dzisiaj nazwał, przeszkadzających emocji i trafiłem też wtedy przypadkiem na stronę www.buddyzm.pl i słowa Lamy Ole "Wciąż szukamy schronienia w nietrwałych rzeczach" . Ha ! Zrozumiałem to wtedy bo pod samym nosem miałem tego żywy przykład. Później był następny związek, tym razem z kobietą o bardzo katolickim umyśle i chociaż nadal się przyjaźnimy to, to związek ten wygasł z powodu dość wyraźnej różnicy w widzeniu wielu rzeczy. Dotarło do mnie wtedy naprawdę że ludzie nawet dość bystrzy mają często bardzo różne spojrzenia na te same sprawy i nie da się obiektywnie stwierdzić kto ma rację. Zebrało sie w głowie zrozumienie pewnych życiowych doświadczeń i obserwacji i chyba coś w moim umyśle w końcu dojrzało, bo na własną rękę zacząłem na początku minionego roku robić proste medytacje. Na początku zwykłe liczenie oddechów. Później niespodziewanie okazało się że jest u nas w miasteczku mała sanga Karma Kagyu, że był u nas z wykładem Karol Ślęczek. Zacząłem przychodzić więc na medytację, czytać książki, a w marcu przyjechał też na wykład Adam Jankiewicz. Stwierdziłem że to jest to i kiedy w kwietniu do Warszawy przyjechał Lama Ole, przyjąłem Schronienie. Robię Nyndro :)


Na górę
Nieprzeczytany post: pn sty 05, 2009 14:48 
Offline
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr maja 28, 2008 21:24
Posty: 1062
Płeć: kobieta
Tradycja: bon
Lokalizacja: Reda
Wprawdzie w mojej rodzinie wszyscy twierdzą, że są katolikami, ale określiłabym ich jako mało zaangażowanych. Stąd też nigdy nie naciskali, żebym biegała co niedzielę do kościoła, więc na mszach byłam rzadkim gościem. Nigdy mnie to specjalnie nie pociągało, a pod koniec podstawówki stwierdziłam, że po prostu nie jestem katoliczką. Zaczęły się poszukiwania czegoś, co "ma sens". Najpierw było zainteresowanie filozofią, potem nauką, kosmologią, matematyką. Czegoś w tym wszystkim brakowało, więc zaczęłam się interesować różnymi systemami wierzeń. Do dziś gdzieś na półkach stoją przeróżne książki z tamtejszego okresu, od Księgi Mormona, przez jakieś Mitologie przestrzeni wewnętrznej i inne astrale, książki Krishnamurtiego, Sny Brahmy itp., po Magiję Crowleya i inne tego typu. Nic z tego jednak mnie nie wciągnęło i przez wiele lat określałam się jako agnostyk. O buddyzmie czytałam jedynie w jakichś opracowaniach napisanych przez niebuddystów; gdzieś po drodze wpadła mi tez w łapki książka o zen, ale po natknięciu się na opowieść, w której mistrz rozcina kota na pół, stwierdziłam, że jak mam się uczyć mądrości od kogoś, kto musi zabijać kochane futrzaki, żeby tę mądrość przekazać, to wolę głupią pozostać ( ;) ) . Z buddyzmem tybetańskim zetknęłam się po raz pierwszy przy lekturze książki Dalajlamy "Wolność na wygnaniu" - dostałam ją gratis, bo w tamtym czasie należałam do Świata Książki i w ramach jakiejś promocji mogłam sobie wybrać jedną z trzech książek jako bonus do zakupów. Pozostałe dwie zupełnie mnie nie zainteresowały, więc padło na Dalajlamę. Książka mnie ujęła i sprawiła, że cieplej zaczęłam myśleć o buddyzmie. Po paru miesiącach w ofercie Świata Książki pojawiła się pozycja Sogyala Rinpocze "Tybetańska księga życia i umierania". Kupiłam, przeczytałam i... wsiąkłam. :super: Zafascynowała mnie idea, że można pomóc cierpiącym istotom, nawet (a właściwie zwłaszcza) tam, gdzie nie sięga już nauka, medycyna, psychologia. Jednak kilka lat upłynęło zanim przesiadłam się z książek na poduchę medytacyjną. W końcu jednak dojrzałam do decyzji, żeby wybrać się do ośrodka buddyjskiego. Nie bardzo zdawałam sobie sprawę, czym się różnią poszczególne szkoły (wiedziałam tylko, że chcę, żeby to był buddyzm tybetański), więc wybrałam pierwszą z brzegu (tj. najbliższą memu miejscu zamieszkania) sangę, czyli Karma Kagyu. Kryterium geograficzne nie okazało się najszczęśliwszym pomysłem i w tej szkole nie czułam się na swoim miejscu. Po spotkaniu z nauczycielem postanowiłam zmienić szkołę, tym razem trochę precyzyjniej przyjmując kryteria wyboru. I tak trafiłam do sangi bon, na retrit z Tenzinem Wangyalem (u którego przyjęłam schronienie) i na webcasty z Namkhaiem Norbu. I nareszcie poczułam, że znalazłam to czego szukałam, że jestem na swoim miejscu i że skończyły się poszukiwania, a zaczęło się podążanie właściwą dla mnie ścieżką. :D

_________________
http://www.pustamiska.pl/


Na górę
Nieprzeczytany post: śr sty 07, 2009 09:51 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw wrz 11, 2008 10:52
Posty: 429
Płeć: kobieta
Tradycja: Seon (Szkoła Zen Kwan Um)
Lokalizacja: Łódź
w sumie rewelacji jakis nie napisze, ale podziele sie jak to bylo ze mna
wychowałam sie w rodzinie katolickiej, nie jakiejs szczegolnie praktykujacej, ale poszlam do komunii, potem do biezmowania. tyle ze jakos tak w liceum, a potem na studiach zaczelam zauwazac pewne pradoksy Kosciola, jego zaklamanie itp. nadal je zreszta zauwazam ;) i jakos tak mi czegos brakowało, nie umiem tego wyjasnic dokladnie, moze jakiegos mistycyzmu, jakiejs glebi, dotarcia do istoty siebie. trudno to nazwac. no i pewnie jakas role zaczela odgrywac chec samouzdrowienia. w liceum zainteresowalam sie buddyzmem, to poprzez działanie na rzecz Tybetu, ale jakos wtedy mnie nie wciagnelo. potem przyszedl okres wicca, rodzimowierstwa i innych mieszanek. proba odnalezienia sie w Kosciele katolickim. ale to ciagle nie bylo to. i kiedys rozmawiajac na forum poganskim ktos powiedzial ze ja to mam poglady jak buddysta jakis, no i troche mnie to zaskoczylo, a potem pomyslalam ze moze cos w tym jest, ze moze to jakis znak. no i znowu wrocilam do buddyzmu. troche szukałam i doszłam do wniosku ze Zen byc moze bedzie dla mnie odpowiedni. bylam w sandze, a teraz caly czas mysle co dalej. bo to doprawdy trudno zdecydowac sie ostatecznie- przynajmniej jak dla mnie. staram sie na razie praktykowac w domowym zaciszu i nasluchiwać co mi podpowiada serce.

_________________
Lacho calad! Drego morn!


Na górę
Nieprzeczytany post: czw sty 29, 2009 07:50 
Kiedyś przeczytałem książkę Daniela Golemana "Inteligencja Emocjonalna". Autora jako tako polubiłem, nie była to pierwsza książka z zakresu podstaw współczesnej psychologii. Po jakimś czasie trafiłem na książkę Emocje Destrukcyjne tego samego autora napisaną po spotkaniu naukowców z mindandlife.org. Okazało się, że książka traktuje głównie o buddystach i mnichach a częstym dyskutantem był Dalajlama. Później było trochę książek Dalajlamy, aż w końcu w Szczecinie postanowiłem pójść na spotkanie bo ktoś wpadał. Policjant był ok tylko moja dziewczyna nie była zadowolona i uważała Karma Kagyu za sektę :) Poglądów niestety nie zmieniła, po prostu lubi mnie mieć przy sobie, ale na większe spotkania chodzę, pare miesięcy temu było np miłe spotkanie z Wojtkiem Tracewskim no i tak jakoś ta droga się ciągnie, na samodzielnych medytacjach i książkach, słabo idzie więc jakiejś dumy ze swoich osiągnięć nie rozbuduję, zawsze to jakaś zaleta. Studiuję obecnie, książki buddyjskie bardzo odprężają w czasie sesji.


Na górę
   
Nieprzeczytany post: pn lip 20, 2009 12:57 
Offline
użytkownik zbanowany

Rejestracja: sob gru 06, 2008 04:30
Posty: 1955
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravāda
Lokalizacja: Manchester
Pierwsze zetknięcie z buddyzmem było jakoś za czasów szkolnych. Była organizowana akcja Misji Buddyjskiej Trzy Schronienia, gdzie dawano książkę Dhammapada w szkołach, dla dzieciaków. Przez kilka lat leżała gdzieś z boku na półce. Przeczytałem ją, a sprawy tam poruszane wydały mi się tak oczywiste, że nie poświęciłem jej wiele uwagi.

Po jakimś czasie, zauważyłem, że wiele z moich osobistych przemyśleń jest zawarte w Buddyzmie, i to zawartych w tak spójną logiczną całość, że opadła mi kopara. Stwierdziłem, że Buddyzm ma do zaoferowania więcej, niż to co sam bym wymyślił przez całe życie, więc logicznym wydało mi się studiowanie Buddyzmu.
Inny aspekt, to to, że poglądy i nauki buddyjskie są czymś tak niespotykanym na tle innych kręgów kulturowych(nie spotkałem się z podobną ideologią i bogactwem kulturowym w żadnej innej przestrzeni ), że stwierdziłem, że warte jest to zbadania, chociażby ze względu na tą różnicę; jestem wielkim zwolennikiem różnicy i wszystkiego co prezentuje inny punkt widzenia. Myślę, że różnice są czymś najbardziej inspirującym i pouczającym.

Pozdrawiam


Na górę
Nieprzeczytany post: wt lip 21, 2009 14:06 
Offline

Rejestracja: pn lip 06, 2009 00:26
Posty: 23
Kiedyś czytałem jedno z dzieł Nietzschego, gdzie było wspomniane o buddyźmie jako higienie dla duszy (czy jakoś tak) i zacząłem czytać o buddyźmie... Jednak na początku chciałem praktykować buddyzm, żeby walczyć ze stresem itp., teraz w miarę jak coraz więcej czytam i zastanawiam się nad sobą (w kontekście sutr itp) widzę piękno i głębię buddyzmu. I tak mnie to coraz bardziej wciąga.


Na górę
Nieprzeczytany post: wt lip 21, 2009 16:20 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw cze 11, 2009 12:49
Posty: 17
Lokalizacja: Gliwice
Hm, na przełomie lat 2008/09 dwoje moich przyjaciół wpadło w sektę i tak postanowiłem poczytać o różnych religiach. Oczywiście nie celem klasyfikowania jako Sekta lub Niesekta, tylko z głodu wiedzy. Najpierw czytałem trochę o ruchu Hare Kryszna, a potem zająłem się buddyzmem i już mi tak zostało : )

Resztę opowiedział za mnie Lo'tsa'wa:
Cytuj:

Po jakimś czasie, zauważyłem, że wiele z moich osobistych przemyśleń jest zawarte w Buddyzmie, i to zawartych w tak spójną logiczną całość, że opadła mi kopara. Stwierdziłem, że Buddyzm ma do zaoferowania więcej, niż to co sam bym wymyślił przez całe życie, więc logicznym wydało mi się studiowanie Buddyzmu.
Inny aspekt, to to, że poglądy i nauki buddyjskie są czymś tak niespotykanym na tle innych kręgów kulturowych(nie spotkałem się z podobną ideologią i bogactwem kulturowym w żadnej innej przestrzeni ), że stwierdziłem, że warte jest to zbadania, chociażby ze względu na tą różnicę; jestem wielkim zwolennikiem różnicy i wszystkiego co prezentuje inny punkt widzenia. Myślę, że różnice są czymś najbardziej inspirującym i pouczającym.

_________________
Jesteś tutaj zaledwie chwilę, jedyny raz zjawiasz się. Zrób co możesz, ale nie tyle by cię ktoś zapamiętał źle
Pozwól sobie na zachwycenie, a znajdziesz sens, ufaj mi. Zrób co jeszcze masz do zrobienia i cicho zamknij za sobą drzwi


Na górę
Nieprzeczytany post: sob gru 05, 2009 11:28 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt lis 10, 2009 04:56
Posty: 63
Po prostu kiedyś przyśnił mi się Budda. Właściwie to śniło mi się, że chodzę po wielkim pałacu, gdzieś w Indiach i w różnych pomieszczeniach spotykam służbę i różnych ludzi. Każdy spotkany mówił mi, że właśnie przed chwilą był tutaj Budda pod postacią słonia, szukał mnie i miał jakąś ważną sprawę do mnie. Samego Buddy nie spotkałem (w tym śnie) :)


Na górę
Nieprzeczytany post: sob gru 05, 2009 11:44 
Offline
ex Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt mar 31, 2006 13:22
Posty: 9930
Płeć: mężczyzna
Tradycja: ka-dag czhien-po
Lokalizacja: Londyn/W-ch
Cool sen :D

_________________
"Bądź buddystą, albo bądź Buddą"


Na górę
Nieprzeczytany post: sob lut 05, 2011 22:23 
przez karme i wewnetrzna potrzebe zrozymienia samego siebie.
cisza daje mi spokój a puste nacyznia robia najwiecej chalasu.
...


Na górę
   
Nieprzeczytany post: wt lut 15, 2011 07:28 
Offline

Rejestracja: pn lut 07, 2011 11:05
Posty: 22
Płeć: kobieta
Tradycja: brak
Lokalizacja: Trójmiasto
Nie pamiętam. Myślę, że to było we mnie zawsze, potrzebowało tylko czasu lub jakiejś przyczyny abym to odkryła. Od zawsze zadawałam sobie pytania dlaczego? dlaczego taka rodzina, dlaczego skrzywdzone dziecko, dlaczego nieudane związki. Przecież wszystko co robię dla innych ludzi, zwierząt, wynika z mojej potrzeby serca. Jestem dobra a wraca do mnie samo zło.
Naiwność? Głupota? Być może. Wolę myśleć, że doświadczałam skutków poprzedniej karmy, że ludzie nie są źli, jedynie, że nie odkryli jeszcze w sobie natury buddy.
Nie wiem czy odpowiedziałam na zadane pytanie. Jak wrócę z pracy to jeszcze nad tym pomyślę.
Miłego dnia wszystkim :)


Na górę
Nieprzeczytany post: wt lut 15, 2011 10:04 
Offline
konto zablokowane

Rejestracja: sob sty 05, 2008 17:48
Posty: 149
Tradycja: Diamentowa Droga
Od 15 roku zycia cwicze sztuki walki wiec jakis tam zazen na kilka minut znalem zawsze.
Pamietam, ze bedac jeszcze w liceum, kolega dal mi ksiazke Olego, stalem wtedy z ta ksiazka we Wroclawiu na pl. Grunwaldzkim i czekalem na autobus E. Pamietam, ze przeczytalem 1 strone - niestety nie pamietam dokladnie co - bylo to po linii - mozesz miec system, gdzie w nic nie trzeba wierzyc a kazdy krok da sie zrozumiec oraz cos po linii przestrzen-radosc. Wtedy postanowilem zawiesci na haczyk chrzescijanstwo, ktore odysc mocno staralem sie zrozumiec i sprobowac buddyzmu.

Na 1 medytacji pamietam bylem w starej kamienicy w Centrum, to mieszkanko takie bardziej bylo, najbardziej bylem skoncentrowany na tym zeby siedziec w zazen i nie drgnac 30 minut - jak w karate nie?:)


Na górę
Nieprzeczytany post: śr lut 16, 2011 09:19 
Offline

Rejestracja: śr lip 04, 2007 14:04
Posty: 46
Płeć: kobieta
Tradycja: Karma Kagyu
Właśnie się zastanowiłam nad pytaniem z tematu i uświadomiłam sobie, że do mnie dharma przyszła do domu :D Ładnych paręnaście lat temu moja mama bibliotekarka z małej wiejskiej biblioteki wróciła do domu z jakąś książką w ręku i powiedziała: "Słuchaj, ktoś nam przysłał dwa egzemplarze takiej książki. Jedną postawiłam na półce, a drugą od razu wypożyczyłam dla ciebie, bo pomyślałam, że na pewno cię zaintersuje". I dała mi... "Moją drogę do lamów" Lamy Olego.

Nie przyszło mi wtedy do głowy sprawdzić, kto wpadł na taki piękny pomysł rozsyłania tych książek do małych miejscowości, niemniej, po latach, bardzo serdecznie mu za to dziękuję gdziekolwiek jest :namaste:


Na górę
Nieprzeczytany post: śr mar 16, 2011 00:48 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt paź 26, 2010 00:20
Posty: 267
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Zen Kwan Um
Obżarłem się trzeci raz w życiu grzybów psylocybinowych i doświadczyłem...no nie, nie ma słów, sensu i wogle opisywać. Jedyne co umiałbym powiedzieć to kilka słów: rozpuszczenie, pustka, zjednoczenie, śmierć barier. Trwało to jakieś półtora godziny, lało się we mnie, ze mnie. Zaczęła się w końcu ekstaza (na moment przed nią spojrzałem na znajomego i zupełnie tego nie kontrolując stwierdziłem "Janusz, ty nie istniejesz. To wszystko ci się wydaje i nie musisz cierpieć), którą z samego początku rozpoznałem i uniknąłem jako pułapki ale kiedy uderzyła naprawdę potężnie poleciałem za nią. Kiedy tylko przyłapałem sam siebie na pójściu za ekstazą zostałem rzucony w piekło, momentalnie runął na mnie ponownie cały dualizm, ego, wszystko. W najgorszym wydaniu. Nie miało to żadnego obiektu, nie było myśli, na której by się to zasadzało, zdarzenia, którym można by to wyjaśnić, było tylko cierpienie samo w sobie. Piekło.

Kilka dni do siebie po tych dochodziłem, porządkowałem. Przygoda z psychodelikami zakończyła się na długi czas. Po pół roku rozmawiałem o tym i o "spadku" po tym z moim dobrym znajomym. Powiedział mi, że ewidentnie naczytałem się wcześniej sporo o zenie i stąd taki przebieg tripu, takie stany i myśli. A ja zapytałem "książek o czym?". No i tak się zaczęło. Cośtam poczytałem. Zaskakująca, wręcz wgniatająca w fotel zgodność. Pierwszy raz od tamtej chwili uczucie, że są ludzie, którzy to rozumieją, nie jestem całkiem sam. Co więcej nie muszę błądzić na ślepo, ktoś ta drogą szedł, ktoś ją przeszedł więc mogę po prostu pójść w wyznaczonym kierunku.


Od pierwszej wizyty w ośrodku Kwan Um wszystko jest już z górki. Leci samo i choćbym chciał to tego nie zatrzymam :)

_________________
Ani To Ani Tamto


Na górę
Nieprzeczytany post: pt lip 01, 2011 12:46 
Offline
konto zablokowane
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr cze 01, 2011 15:11
Posty: 120
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Pogaństwo
Mało coś tych wpisów to i ja skrobnę skromnie.

W zasadzie nie mogę sobie przypomnieć takiego okresu w swoim życiu
kiedy byłem nieświadomy kultury wschodniej i buddystów.
Od kiedy sięgam pamięcią zawsze mnie interesował wschód,oglądałem wyłącznie te filmy
w których było coś o klasztorze Shaolin i nindżasach lub samurajach :D
Szogun to był mój ulubiony serial albo Erni :D
MC Gyver też,ten odcinek o zielonym smoku z Chin :laugh:
(nawet mam dwie książki "Bruce Lego" :D kupione dawno temu,moje pierwsze czytanki)

Może jestem jakimś lamą który sobie inkarnował w Polsce?;)
A może byłem ninją która zbyt wielu wysłała na tamten świat przy pomocy szurikena i teraz spłacam dług karmiczny?
Nie mnie oceniać ale jak to mówią ciągnie wilka do lasu,mnie na wschód normalnie wyrywa :D
i zupełnie nie wiem czemu,od urodzenia tak mam.Normalnie za kłaki i dawaj,tak mną szura po glebie :171:

Jeśli chodzi o filozofię,jogę itp o głębsze zainteresowanie się tematem
a nie tylko fascynacje...jakby to ująć...hmmm...
Najpierw byli Słowianie(tzn zaraz po tym jak uwolniłem się z jarzma katolicyzmu,a jarzmo nosiłem wiele lat
od początku czułem że coś jest nie tak i że ta ich duchowość na semicką modłę nie jest mi bliska,wręcz toksyczna i sprzeczna z tym co czuję),potem kultura indoeuropejska a teraz miłość do wschodu
która wynika po części z naturalnego stanu umysłu w jakim się urodziłem ;)
a po części z tego że wschód i Europa przedchrześcijańska to jedna rodzina.
Buddyzm pomaga mi zrozumieć pogaństwo,nie czuję że muszę się nawracać na buddyzm
nie przyjmuję wszystkich jego zasad jako prawdy objawionej.
Czytam sobie to i owo bo wiele wątków z filozofii wschodniej jest mi bliskich(a nie wiele jest mi dalekich )

_________________
"Gdy nowa religia rozprzestrzenia się w jakiejś kulturze,wspiera swój rozwój zniesławianiem rdzennej,zachęcając do jej całkowitego odrzucenia"


Na górę
Nieprzeczytany post: pt lip 01, 2011 15:31 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob maja 05, 2007 21:40
Posty: 1059
Płeć: mężczyzna
Tradycja: BON
Lokalizacja: Zlasu
Cytuj:

tzn zaraz po tym jak uwolniłem się z jarzma katolicyzmu,a jarzmo nosiłem wiele lat

czasem odnoszę wrażenie, że jeszcze nosisz... ;)

_________________
http://wyklikajzywnosc.pl/
http://macszym.wix.com/msw - troszkę moich fotografii. :)


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 60 ]  Przejdź na stronę 1 2 Następna

Strefa czasowa UTC+01:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl