Forum e-Budda PL

''Przyswoiwszy sobie nie słowa, lecz znaczenie nauk, zapomniałem o bezużytecznej paplaninie.'' - Milarepa
Dzisiaj jest ndz wrz 23, 2018 22:43

Strefa czasowa UTC+01:00




Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
Nieprzeczytany post: czw lis 30, 2006 17:53 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lis 17, 2003 13:41
Posty: 5356
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Buddhadharma
Lokalizacja: Toruń
Witajcie.

Poniższy tekst pochodzi z książki "Empty Cloud: The Teachings of Xu Yun, A Remembrance of the Great Chinese Zen Master", autorstwa Jy Din Shakya, Chuan Yuan Shakya i Upasaki Richarda Cheung. Opowieść o Pangu stanowi dziesiąty rozdział książki. Miłej lektury - i korekta mile widziana* :)

EDIT:
* - nieaktualne
Po raz kolejny głęboki hapczang dla nayaela za korektę.
Cytuj:
Świecki człowiek Pang

Czasami zwyczajnym ludziom przychodzi do głowy pomysł, że znaczenie Czan jest tak głębokie, że jeśli ktokolwiek, to tylko mężczyźni i kobiety, którzy przyjęli święcenia w Dharmie, mogliby je zgłębić. Ale tak po prostu nie jest. Tak na prawdę, my, kapłani, często czujemy, że to nas przerasta. I co jakiś czas zdarza się, że kiedy chlapiemy się brodząc w płytkiej wodzie, usiłując dobrze wyglądać w naszych ładnych uniformach, pojawia się cywil, który przemyka obok niczym mistrz olimpijski. Takim cywilem był świecki człowiek Pang. On wygrałby złoty medal Czan. Jest bohaterem nie tylko dla pokoleń innych świeckich osób, ale także, wyznam to, dla każdego kapłana, który kiedykolwiek studiował jego mistrzowski styl.

Świecki człowiek Pang żył w drugiej połowie VIII wieku, Złotego Wieku Czan. Był wykształconym, oddanym rodzinie człowiekiem – miał żonę, syna oraz córkę – i był wystarczająco zamożny, aby poświęcić swój czas na buddyjskie studia.

Uważał, że aby medytować i rozważać Dharmę, człowiek potrzebuje samotności, więc zbudował sobie mały jednopokojowy klasztorek w pobliżu rodzinnego domu. Codziennie udawał się tam, aby studiować i praktykować.

Jego żona, syn i córka także studiowali Dharmę. Oni jednak trzymali się domu, zajmując się swoimi sprawami i wykonując pracę domowe wprowadzali buddyzm do swojego codziennego życia. Świecki człowiek Pang zatopił się w sutrach i pewnego dnia odkrył, że również i jego to przerasta. Nie nauczył się jeszcze pływać. Tego dnia wybiegł pędem ze swojego klasztoru-chatki i - w przypływie okropnej frustracji - poskarżył się swojej żonie:

- Trudne! Trudne! Trudne! Próbować ogarnąć tak wiele faktów to jak próbować układać ziarnka sezamu na liściach na wierzchołku drzewa!

Jego żona odparowała:

- Łatwe! Łatwe! Łatwe! Studiowałeś słowa, ale ja studiuje trawę i znajduję Naturę Buddy odbitą w każdej kropli rosy.

Córka świeckiego człowieka Panga, Ling Zhao, która przysłuchiwała się tej słownej przepychance postanowiła podpłynąć.

- Głupie trajkotanie dwojga starców!

- Chwila! - krzyknął świecki człowiek Pang. - Jeśli jesteś taka mądra, to powiedz nam o swojej metodzie.

Ling Zhao wróciła do swoich rodziców i powiedziała łagodnie:

- To nie jest trudne i nie jest łatwe. Kiedy jestem głodna, jem. Kiedy jestem zmęczona, śpię.

Ling Zhao opanowała Naturalny Czan.

Świecki człowiek Pang wiele się tego dnia nauczył. Zrozumiał tak wiele, że odłożył swoje książki, zamknął swój klasztor-chatkę i zdecydował się odwiedzić różnych mistrzów czan, aby sprawdzić swoje rozumienie. Wciąż nie mógł równać się swojej córce, ale stawał się w tym całkiem dobry.

W końcu trafił na górę Nan Yue, gdzie Mistrz Shi Tou prowadził klasztorne odosobnienie. Świecki człowiek Pang poszedł bezpośrednio do mistrza i spytał:

- Gdzie znajdę człowieka, który nie jest przywiązany do rzeczy materialnych?

Mistrz Shi Tou powoli podniósł dłoń i zamknął Pangowi usta. Dzięki temu jednemu gestowi czan Panga bardzo pogłębił się. Dzięki temu jednemu gestowi jego Czan bardzo się pogłębił". Pozostał w Nan Yue na wiele miesięcy.

Wszyscy tamtejsi mnisi obserwowali Panga i stali się bardzo ciekawi jego Naturalnego Czan, jego doskonale zrównoważonego umysłu. Nawet Mistrz Shi Tou był poruszony i spytał, jaki jest jego sekret:

- Wszystkich są zadziwieni twoimi metodami. - powiedział Shi Tou. - Powiedz, czy masz jakieś specjalne moce?

Świecki człowiek Pang tylko tylko się uśmiechnął i rzekł:

- Nie, nie mam żadnych specjalnych mocy. Mój dzień wypełniony jest zwykłymi czynnościami, a ja tylko utrzymuję umysł w harmonii z tym, co mam do zrobienia. Akceptuję to, co przychodzi bez pożądania czy niechęci. Kiedy spotykam innych ludzi, utrzymuję bezkrytyczny stosunek do nich, nigdy ich nie podziwiam, nigdy nie potępiam. Dla mnie czerwony to czerwony, a nie karmazynowy czy szkarłatny. Więc jakiej to wspaniałej metody używam? Kiedy rąbię drewno, to rąbię drewno – a kiedy noszę wodę, to noszę wodę.

Mistrz Shi Tou był - co zrozumiałe - pod wrażeniem tej odpowiedzi. Chciał, żeby Pang wstąpił do Sangi.

- Taki facet jak ty nie powinien pozostawać świeckim. - powiedział Shi Tou. - Dlaczego nie ogolisz głowy i nie zostaniesz mnichem?

Ta propozycja oznaczała koniec pobytu Panga u Shi Tou. Najwidoczniej nie mógł już nauczyć się więcej od tego mistrza. Pang odpowiedział prostą uwagą:

- Zrobię to, co zrobię – i odszedł.

Następnie pojawił się na progu wspaniałego Mistrza Ma Zu. Tak jak poprzednio spytał mistrza:

- Gdzie znajdę człowieka, który nie jest przywiązany do rzeczy materialnych?

Ma Zu zmarszczył brwi i odpowiedział:

- Odpowiem ci, gdy połkniesz Zachodnią Rzekę jednym haustem.

Pojąwszy tę jedną uwagę, Pangowi udało się dopełnić swoje oświecenie. Spostrzegł, że Bezkrytyczny Umysł nie wystarczy. Jego umysł musiał stać się tak niezmierzony, jak Umysł Buddy; musiał zawrzeć w sobie całą Samsarę i Nirwanę i wybuchnąć ku Pustce Nieskończoności. Taki umysł mógł połknąć Ocean Spokojny.

Świecki człowiek Pang pozostał u Mistrza Ma Zu aż do pewnego dnia, kiedy to odkrył, że i od niego już nie zdoła się niczego nauczyć. Tego szczególnego dnia Pang odwiedził Ma Zu i - stojąc nad nim - powiedział:

- Oświecony facet, chce, żebyś spojrzał w górę.

Ma Zu celowo spojrzał prosto w dół. Świecki człowiek Pang westchnął.

- Jak pięknie grasz na lutni bez strun!

W tym momencie Ma Zu potwierdził, że nie ma żadnej różnicy między istotami ludzkimi, że w rzeczywistości wszystkie są jedną i tą samą osobą. Kiedy Pang spojrzał w dół, Ma Zu spojrzał w dół. Nie było tam nikogo innego, kto mógłby spojrzeć w górę. Ale wtedy, nie wiadomo dlaczego, Ma Zu spojrzał prosto w górę i czar prysł. Więc świecki człowiek Pang pokłonil się nisko i pozostał w tym ostatnim hołdzie, aż Ma Zu wstał i zaczął się oddalać. Kiedy Mistrz musnął go, Pang szepnął:

- Spartaczyłeś to... chciałeś zagrać mądralę, co?"

Świecki człowiek Pang osiągnął mistrzostwo i każdy mistrz, którego spotykał, poznawał się na tym. Ale to, co jest oczywiste dla mistrza, nie zawsze jest oczywiste dla zwykłego mnicha. Pewnego zimowego dnia, gdy Pang opuszczał klasztor mistrza Yao Shana, kilku młodych mnichów, którzy gardzili jego statusem zwyczajnej świeckiej osoby, odprowadzało go do frontowych drzwi. Kiedy Pang wyjrzał na zewnątrz, spostrzegł, że pada śnieg.

- Dobry śnieg! - powiedział. - Płatki nie spadają gdzie indziej.

Mnich o imieniu Quan, który był w tym samym stopniu zuchwały, co głupi, zupełnie nie zrozumiał dowcipu w uwadze Panga. Począł z niego drwić pytając sarkastycznie:

- A gdzie chciałbyś, żeby spadły płatki śniegu?

Pang oczywiście dobrodusznie wygłosił ten komplement dla śniegu, wdzięczny za to, że nie napadał w kuchni albo w sali medytacji, czyli za to, że spadł tam, gdzie powinien był spaść – na dziedziniec i pola, na drzewa i drogi. Pang wiedział, że będzie musiał odbyć długą podróż na piechotę w tym okropnie zimnym śniegu, lecz zaakceptował to i nie trapił się tym.

Ale Pang posiadał nie tylko mądrość mistrza, miał też charakter. Kiedy ujrzał uśmieszek na twarzy mnicha, uderzył go.

- Jak śmiesz! - powiedział mnich.

- I ty jesteś wyświęconym mnichem? - zapytał Pang z niedowierzaniem - Nie przepuszczono by cię nawet przez bramy piekła!

- Co ty właściwie chcesz przez to powiedzieć? - dopytywał się mnich.

Pang znowu go uderzył.

- Chcę powiedzieć, że chociaż masz oczy, uszy i język, jesteś zupełnie ślepy, głuchy i głupi.

Potem spokojnie wyszedł na śnieg, jakby świeciło słońce. Udzielił mnichowi porządnej lekcji.

Lecz zwykle był bardzo miły i cierpliwy w stosunku do tych, którym udzielał pouczeń. Pewnego dnia, słuchając człowieka próbującego wyjaśnić Sutrę Diamentową, zauważył, że facet męczył się nad znaczeniem wersu, który traktował o nieistnieniu osobowości ego.

- Być może jestem w stanie ci pomóc – rzekł Pang. - Czy rozumiesz, że to, co jest uwarunkowane i zmienia się - nie jest prawdziwe, a to, co jest nieuwarunkowane i niezmienne - jest prawdziwe?

- Tak. - zgodził się komentator.

- Ale co jest w nas takiego, co jest nieuwarunkowane i nie zmienia się? - spytał Pang.

- Nasza wspólna Natura Buddy! - odrzekł komentator i - rozumiejąc nagle - uśmiechnał się,

- Tylko to jest prawdziwe! Reszta jest tylko zwykłą iluzją! - był tak szczęśliwy, że zainspirował Panga do napisania mu wiersza: Skoro nie istnieje ego ani osobowość, kto jest daleko, a kto jest blisko? Przyjmij mą radę i zaprzestań mówienia o rzeczywistości. Sam doświadcz rzeczywistości. Natura Diamentowej Mądrości jest prawdą w całej swej jednostkowej czystości. Złudne ego nie może jej podzielić ani pokalać. „Widzę", "słyszę", "rozumiem" - to tylko zręczne wyrażenia, narzędzia w rękach dzierżącego diamentowe ostrze. Po wykonaniu pracy odkłada je.

Świecki człowiek Pang i jego córka Ling Zhao podróżowali po Chinach, zarabiając na chleb sprzedarzą własnoręcznych wyrobów z bambusa. Zestarzeli się razem, stając się legendami oświecenia. Ich ostatnim miejscem pobytu była górska pieczara.

Pang wiedział, że zbliżał się czas, w którym miał zrzucić swoje brzemię. Był bardzo zmęczony i nie mógł dalej trwać w tym stanie. Wewnątrz jaskini znajdowała się pewna szczególna skała, na której zwykł siadać i medytować. Zajął więc swoje miejsce i - zamierzając odejść, gdy słońce stanie w zenicie - wysłał Ling Zhao na zewnątrz, żeby obserwowała, kiedy nadejdzie południe. Lecz kilka minut później wróciła ona do jaskini, niezwykle podekscytowana.

- Och, ojcze! - wykrzyknęła. - Musisz wyjść na zewnątrz i to zobaczyć! Jest zaćmienie słońca!

Jeśli jakieś wydarzenia zasługują na miano niezwykłych, to zaćmienie słońca niewątpliwie do nich należy. Pang nie oparł się pokusie obejrzenie go. Wstał więc ze skały, na której zwykł medytować i wyszedł na zewnątrz. Patrzył i patrzył, ale nie było żadnego zaćmienia. Nadeszło południe i to wszystko. Ale gdzie była Ling Zhao? Pang wrócił do jaskini i odkrył, że nie żyje, a jej ciało siedzi wyprostowane na jego skale.

- Ach, ta dziewczyna! - wykrzyknął Pang. - Zawsze krok przede mną!

Pogrzebał ją, a następnie, tydzień później, on sam też wszedł w Nirwanę. Jego ciało zostało skremowane, a popioły wrzucone do pobliskiego jeziora.

tłum. na polski Bul Haeng
Copyright 1996 by Nan Hua Chan Buddhist Society. All rights reserved.


Ostatnio zmieniony sob gru 02, 2006 14:39 przez iwanxxx, łącznie zmieniany 3 razy.

Na górę
Nieprzeczytany post: czw lis 30, 2006 19:16 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt wrz 26, 2006 22:40
Posty: 738
Tradycja: Sŏn (Szkoła Zen Kwan Um)
Cytuj:
Miłej lektury
taka była. :)
Świecki wyznawc P'ang zapytał również; "Woda nie ma żadnych kości ani ścięgien, a jednak jest w stanie utrzymać statek wielkości dziesięciu tysięcy hu. Co to znaczy?"
Patriarcha powiedział: "Nie ma tutaj ani wody, ani żadnego statku; o jakich kościach i ścięgnach w ogóle mówisz?"

/"Budda o słonecznym obliczu, nauczanie Mistrza Zen Ma-tsu", s. 74/


Na górę
Nieprzeczytany post: sob gru 02, 2006 09:33 
Offline
Senior User
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt cze 27, 2006 16:23
Posty: 557
Płeć: kobieta
Tradycja: Zen/Kwan Um
Lokalizacja: Łódź
cóż za piękny początek dnia :)
Dzięki iwanxxx

_________________
10 razy upaść... 11 razy wstać


Na górę
Nieprzeczytany post: sob gru 02, 2006 13:43 
Offline

Rejestracja: pn mar 27, 2006 19:58
Posty: 1363
Dobre. :) Fajnie się czytało :)


Na górę
Nieprzeczytany post: śr gru 06, 2006 11:24 
Offline
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr sie 09, 2006 17:01
Posty: 4802
Płeć: kobieta
Tradycja: Zen Soto (sangha Kanzeon)
Lokalizacja: Dolny Ślask
Bardzo mi się spodobał ten tekst :)
Podziękowania dla Autorów i Tłumaczy :)

Pozdrawiam.m.

_________________
Stowarzyszenie Przebudzeni
NYATRI – Fundacja Pomocy Dzieciom Tybetu i Himalajów


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 5 ] 

Strefa czasowa UTC+01:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl