Forum e-Budda PL

''Przyswoiwszy sobie nie słowa, lecz znaczenie nauk, zapomniałem o bezużytecznej paplaninie.'' - Milarepa
Dzisiaj jest śr lis 14, 2018 03:45

Strefa czasowa UTC+01:00




Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 33 ] 
Autor Wiadomość
Nieprzeczytany post: śr cze 26, 2013 12:06 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt mar 15, 2011 17:15
Posty: 243
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Chán/Sŏn
Witam serdecznie,

Tytuł tego wątku nawiązuje do znanego dzieła Maksa Webera, zatytułowanego "etyka protestancka a duch kapitalizmu". Dla tych, którzy nie znają tego tekstu podejmuję się esencjonalnego skrócenia jego treści: Weber dochodzi do wniosku, że etyka protestancka stała się kamieniem węgielnym powstania kapitalizmu. Dlaczego? Ponieważ np. Luter, a za nim inni przywódcy protestantyzmu, doprowadzili do upowszechnienia postaw ascetycznych w doczesnym świecie, potępiając jednocześnie życie zakonne. Tym samym ascetyczne zachowanie stało się integralnym elementem życia protestantów, szczególnie metodystów oraz kalwinistów (angielskich purytanów). Obecność ascezy w życiu codziennym doprowadziła do dalece posuniętego zracjonalizowania i usystematycznienia życia codziennego. Wyrzeczenie właściwe dla ascezy ogniskowało się głównie w pracy zawodowej, ponieważ sukcesy w tejże były postrzegane jako "gwarancja" bycia wybrańcem Boga wg doktryny predestynacji. Dzięki temu pojawiła się postawa wysoko ceniąca forsowną pracę w zawodzie, co umożliwiło intensywne bogacenie się, przy tym potępiano konsumowanie tych bogactw, spoczywanie na laurach. Głównie liczyła się sama praca i akumulacja dóbr. Fundament religijny stał się dla wielu ludzi ogromnym napędem czy czynnikiem motywacyjnym. Dzięki temu dokonała się przemiana homo religiosusa w homo oeconomicusa, a więc powstania i umocnienia się kosmosu kapitalistycznego, który dominuje współczesny świat.

Streściłem tę książkę aby zapytać o podobne tendencje w życiu świeckiego buddysty, zawierają się one w następujących pytaniach:

-Co dla Was współcześnie znaczy bycie radykalnym (w praktyce, a nie mocnym w gębie) buddystą? Czy znajdujecie w sobie energię i pragnienie, aby realizować ethos buddyjski w sposób forsowny, energiczny, bezwzględny, etc? Jak harmonizujecie wyzwanie do przekroczenia samego siebie z życiem w społeczeństwie? Czy znajdujecie w sobie czasem pragnienie do zostania mnichem? Jaki jest Wasz stosunek do świata samsarycznego, którego zapętlenia i błędy przecież - jako buddyści - dostrzegacie dalece ostrzej, niż można o to posądzić zwykłego człowieka?

-Czy uznajecie, że pragnienie forsownej praktyki należy do neofickiego, młodzieńczego pędu? Co to znaczy być zaangażowanym w buddyzm po latach bycia buddystą? Jak Waszym zdaniem, w wymiarze osobistym i bardziej grupowym, wyglądają epizody bycia buddystą, od początkowego nawrócenia, po wieloletnią praktykę? Czy ma miejsce jakieś "osiadanie", "spoczywanie na laurach", etc?

-Jak buddyzm jest obecny w Waszym codziennym życiu? W wymiarze praktyki, kontaktu z nauczycielami i pismami?

-Czy celujecie raczej w postawę "umiarkowaną", "liberalną"? Te dwa pytania wynikają w dużej mierze z ludzkiego temperamentu, warto więc także zadać ogólne pytanie, jaki temperament w większości dominuje w Polskiej międzytradycyjnej sandze?

-Jaką rolę w Waszym życiu odgrywa asceza, jaki macie stosunek do konsumpcjonizmu? Jak w życiu codziennym staracie się pogodzić doktrynę kierowaną pierwotnie do mnichów (szczególnie zwracam się tu do therawadystów)?

Nie wymuszam na nikim odpowiedzenia na te pytania (być może piszę to niepotrzebnie, ale jednak...). Zdaję sobie sprawę, że powyższe pytania mogą wydać się zbyt osobiste. Być może ktoś będzie chciał odpowiedzieć na jedno z nich i o tym porozmawiać.

Pozdrawiam w Dharmie
:namaste:

_________________
"-Ale czy Gotama ma jakąś własną teorię?
-Tathagata, o Vaccho, jest wolny od wszelkich teorii. To jednak, Vaccho, Tathagata wie: jaka jest natura form, i jak forma powstaje, i jak ginie" [MN I, 72]

duchonautyka.blogspot.com
wskazujaceslowa.blogspot.com


Na górę
Nieprzeczytany post: śr cze 26, 2013 12:36 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob sie 11, 2012 16:03
Posty: 629
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravada, Vipassana
bardzo ciekawe pytania, dzięki za ten post bhakta! :cooll:
nie mam teraz czasu za bardzo, więc tak króciutko:

Cytuj:
-Co dla Was współcześnie znaczy bycie radykalnym (w praktyce, a nie mocnym w gębie) buddystą?
przestrzegać 5 wskazań - tylko tyle.
i aż tyle...

Cytuj:
Czy znajdujecie w sobie czasem pragnienie do zostania mnichem?
tylko chwilami, w odruchowym pragnieniu ucieczki od samsary...
w praktyce kilkudniowe odosobnienie wystarcza mi w zupełności!

Cytuj:
-Czy uznajecie, że pragnienie forsownej praktyki należy do neofickiego, młodzieńczego pędu?

niekoniecznie. neofitą już nie jestem, młodzieńcem tym bardziej, a "pęd" nadal mam czasami niezły! ;-)

Cytuj:
-Jak buddyzm jest obecny w Waszym codziennym życiu? W wymiarze praktyki, kontaktu z nauczycielami i pismami?

przede wszystkim codzienna praktyka - medytacja.
do tego oczywiście lektura. kontakty z nauczycielami sporadyczne...


Cytuj:
-Czy celujecie raczej w postawę "umiarkowaną"
tak, bo Środkowa Droga jest najlepsza! :)


Cytuj:
-Jaką rolę w Waszym życiu odgrywa asceza, jaki macie stosunek do konsumpcjonizmu? Jak w życiu codziennym staracie się pogodzić doktrynę kierowaną pierwotnie do mnichów (szczególnie zwracam się tu do therawadystów)?
jak wyżej: asceza nie bardzo, raczej umiarkowanie. co do konsumpcjonizmu bliski jest mi raczej minimalizm...

również pozdrawiam!
:namaste:

_________________
Obrazek


Na górę
Nieprzeczytany post: śr cze 26, 2013 13:03 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt mar 15, 2011 17:15
Posty: 243
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Chán/Sŏn
Cytuj:
tak, bo Środkowa Droga jest najlepsza!

IMO nie trzeba polaryzować ascezy i umiarkowania. Inaczej: czy można być radykalnie umiarkowanym?? (rozumiejąc umiar jako esencję Środkowej Ścieżki).

Umiarkowanie można też przecież rozumieć jako działanie nie na 100%.

Jak będziesz miał więcej czasu, może rozszerzysz swoje wypowiedzi?

Pozdrawiam :namaste:

_________________
"-Ale czy Gotama ma jakąś własną teorię?
-Tathagata, o Vaccho, jest wolny od wszelkich teorii. To jednak, Vaccho, Tathagata wie: jaka jest natura form, i jak forma powstaje, i jak ginie" [MN I, 72]

duchonautyka.blogspot.com
wskazujaceslowa.blogspot.com


Na górę
Nieprzeczytany post: śr cze 26, 2013 15:10 
Offline
użytkownik zbanowany

Rejestracja: sob gru 06, 2008 04:30
Posty: 1955
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravāda
Lokalizacja: Manchester
Cytuj:
Tytuł tego wątku nawiązuje do znanego dzieła Maksa Webera, zatytułowanego "etyka protestancka a duch kapitalizmu". Dla tych, którzy nie znają tego tekstu podejmuję się esencjonalnego skrócenia jego treści: Weber dochodzi do wniosku, że etyka protestancka stała się kamieniem węgielnym powstania kapitalizmu. Dlaczego? Ponieważ np. Luter, a za nim inni przywódcy protestantyzmu, doprowadzili do upowszechnienia postaw ascetycznych w doczesnym świecie, potępiając jednocześnie życie zakonne. Tym samym ascetyczne zachowanie stało się integralnym elementem życia protestantów, szczególnie metodystów oraz kalwinistów (angielskich purytanów). Obecność ascezy w życiu codziennym doprowadziła do dalece posuniętego zracjonalizowania i usystematycznienia życia codziennego. Wyrzeczenie właściwe dla ascezy ogniskowało się głównie w pracy zawodowej, ponieważ sukcesy w tejże były postrzegane jako "gwarancja" bycia wybrańcem Boga wg doktryny predestynacji. Dzięki temu pojawiła się postawa wysoko ceniąca forsowną pracę w zawodzie, co umożliwiło intensywne bogacenie się, przy tym potępiano konsumowanie tych bogactw, spoczywanie na laurach. Głównie liczyła się sama praca i akumulacja dóbr. Fundament religijny stał się dla wielu ludzi ogromnym napędem czy czynnikiem motywacyjnym. Dzięki temu dokonała się przemiana homo religiosusa w homo oeconomicusa, a więc powstania i umocnienia się kosmosu kapitalistycznego, który dominuje współczesny świat.
Wdg. mnie etyka protestancka jest w przewazajacej czesci martwa, a obecny kapitalistyczny kosmos w glownej mierze zszedl do fazy motywacji opartej na dlugu i pozyczkach. Wlasciwie podobnie rzecz miala sie np. z imigrantami przybywajacymi do USA. Malo kogo do pracy motywuja czynniki religijne (chyba zeby zaliczyc do ich grona troske o rodzine i najblizszych), zwlaszcza w czasach gdy w Europie nie ma juz takiego rozlokowania sil spolecznych Kosciol-Ludnosc jak to mialo miejsce w sredniowieczu. Imho.
Cytuj:
-Co dla Was współcześnie znaczy bycie radykalnym (w praktyce, a nie mocnym w gębie) buddystą?
Bardzo trudne pytanie, moze pozniej bede w stanie odpowiedziec. Generalnie chodzi o dazenie do pewnego idealu. Zdarza mi sie zapomniec o byciu buddysta, zapomniec kompletnie i nie robic nic w tym temacie przez dlugi czas, odbic ze tak powiem w jakas zupelnie inna sciezke, ale zauwazylem ze to wraca. Czasem np. snuje jakies plany dlugofalowe, a bedac w jakims etapie posrednim zapominam jaki byl glowny cel. Ale pozniej sobie przypominam i widze ze jestem troszeczke blizej i jest okej.
Cytuj:
Czy znajdujecie w sobie energię i pragnienie, aby realizować ethos buddyjski w sposób forsowny, energiczny, bezwzględny, etc?
Pragnienie tak, energie nie zawsze.
Cytuj:
Jak harmonizujecie wyzwanie do przekroczenia samego siebie z życiem w społeczeństwie?
Z ogromnym trudem. Na codzien z reguly ograniczam swoje bycie-w-swiecie do buddyjskiej etyki(5 wskazan) ktora dosc czesto pokrywa sie z innymi systemami etycznymi z ktorymi sie stykam wiec nie ma duzego zgrzytu. Moje osobiste praktyki typu proste medytacje: vipassana, samatha; medytacja chodzenia czy bycie uwaznym na ogol nie sa zauwazane wcale a ja nie czuje potrzeby dzielenia sie wszystkimi informacjami co sie aktualnie dzieje w mojej glowie czy tez co robie 'w wolnym czasie'. Staram sie jednak unikac dewocjonowania tych praktyk, rytualy mnie w jakis sposob odpychaja a wizja umieszczenia wizerunkow buddhy czy tekstow w gablocie nad lozkiem wydaje mi sie niewlasciwa - jak pojscie do lekarza, wziecie recepty i oprawienie jej w ramke, powieszenia na scianie i skladania don modlow. Jezeli nie idzie za tym faktyczne wziecie lekarstwa czyli konkretna praktyka jest to bez sensu. Dhamma i Vinaya musza isc w parze, dlatego wydaje mi sie ze na pewnym etapie poglebienie buddyjskiej praktyki prowadzi do coraz wiekszego 'bycia-w-opozycji' do swiata, zasady ktorych utrzymywanie staje sie coraz prostsze jak chociazby nie branie srodkow odurzajacych czy dazenie do maksymalizacji prostoty zycia, jak np. jeden posilek dziennie prowadza do coraz wiekszej ilosci 'zgrzytow' z tym co jest powszechnie akceptowane.
Nie zakladanie rodziny i celibat bywaja roznie odbierane i czasem jest wielkie halo ze cos musi byc ze mna nie tak i trzeba mi pomoc(pamietam ze raz koledzy z pracy przyprowadzili mi prostytutke, innym razem w kolezance obudzilo sie silne wspolczucie.) Kupa smiechu momentami. Generalnie przestalem na to reagowac.
Cytuj:
Czy znajdujecie w sobie czasem pragnienie do zostania mnichem? Jaki jest Wasz stosunek do świata samsarycznego, którego zapętlenia i błędy przecież - jako buddyści - dostrzegacie dalece ostrzej, niż można o to posądzić zwykłego człowieka?
Tak. W glownej mierze jest to chec wyplatania sie z tego swiata i stworzenia mozliwie dogodnych warunkow do praktyki i do szczesliwego maksymalnie uproszczonego zycia; jednak dla mnie, -osobiscie- nie wydaje sie to mozliwe bez uprzedniego pozytywnego zakonczenia pewnych osobistych karmicznych relacji. Np. w zyciu nie zdecydowalbym sie nawet probowac zostac mnichem gdybym nie wiedzial czym jest milosc i szczescie przebywania z ukochana osoba. Albo nie potrafilbym po prostu porzucic checi zdobywania wiedzy w jakiejs dziedzinie i dazenia do opanowania jej do perfekcji poki bym sam osobiscie nie przekonal sie ze to nie przynosi mi szczescia. Kojarzy mi sie to z pewna praktyka medytacyjna, czlowiek wylicza wszystkie swoje czesci ciala, watroba serce i tak dalej, 'wyjmuje je' w wyobrazni, kladzie przed soba i zadaje pytanie 'czy to jestem ja? czy to moje?'. Niektorzy potrafia chyba ominac ten etap i zostac mnichem odrazu, mnie zatrzymalby prosty zarzut ze staram sie uciec od czegos. Dlatego dobrze jest najpierw sprawdzic co dla kogo znaczy szczescie... Moze to glupie, moze to strata czasu, chec udowodnienia sobie czy innym czegos, ale trudno. Karma trudny temat.
Cytuj:
-Czy uznajecie, że pragnienie forsownej praktyki należy do neofickiego, młodzieńczego pędu? Co to znaczy być zaangażowanym w buddyzm po latach bycia buddystą? Jak Waszym zdaniem, w wymiarze osobistym i bardziej grupowym, wyglądają epizody bycia buddystą, od początkowego nawrócenia, po wieloletnią praktykę? Czy ma miejsce jakieś "osiadanie", "spoczywanie na laurach", etc?


-Jak buddyzm jest obecny w Waszym codziennym życiu? W wymiarze praktyki, kontaktu z nauczycielami i pismami?

-Czy celujecie raczej w postawę "umiarkowaną", "liberalną"? Te dwa pytania wynikają w dużej mierze z ludzkiego temperamentu, warto więc także zadać ogólne pytanie, jaki temperament w większości dominuje w Polskiej międzytradycyjnej sandze?

-Jaką rolę w Waszym życiu odgrywa asceza, jaki macie stosunek do konsumpcjonizmu? Jak w życiu codziennym staracie się pogodzić doktrynę kierowaną pierwotnie do mnichów (szczególnie zwracam się tu do therawadystów)?
Mysle ze w jakimstam stopniu zawarlem odpowiedz w wypowiedziach wyzej.
Cytuj:
Nie wymuszam na nikim odpowiedzenia na te pytania (być może piszę to niepotrzebnie, ale jednak...). Zdaję sobie sprawę, że powyższe pytania mogą wydać się zbyt osobiste. Być może ktoś będzie chciał odpowiedzieć na jedno z nich i o tym porozmawiać.
cool.


Na górę
Nieprzeczytany post: śr cze 26, 2013 17:03 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob sie 11, 2012 16:03
Posty: 629
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravada, Vipassana
Cytuj:
IMO nie trzeba polaryzować ascezy i umiarkowania.

nie polaryzuję.
umiarkowanie to dla mnie ani asceza (jedna skrajność), ani hedonizm (druga skrajność), tylko coś pośrodku...

Cytuj:
Jak będziesz miał więcej czasu
to już chyba dopiero w następnym wcieleniu! :laugh:

_________________
Obrazek


Na górę
Nieprzeczytany post: wt lip 23, 2013 19:38 
Offline

Rejestracja: wt maja 17, 2011 12:46
Posty: 39
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Karma Kagyu
Cytuj:
Co dla Was współcześnie znaczy bycie radykalnym (w praktyce, a nie mocnym w gębie) buddystą?
Dla mnie oznacza to rzeczywiste stosowanie się do wskazań Buddy i wskazówek nauczyciela (w Wadżrajanie z naciskiem na to drugie). Przykładowo w tematach takich jak kradzież, zabicie żywej istoty, celowe szkodzenie komuś nie ma żadnych usprawiedliwień, czyli przestrzeganie dyscypliny moralnej, takiej, jaką uznaliśmy za słuszną na naszej drodze. Przypominanie sobie o buddyjskich wartościach i staranie się postępować zgodnie z nimi.
Cytuj:
Czy znajdujecie w sobie energię i pragnienie, aby realizować ethos buddyjski w sposób forsowny, energiczny, bezwzględny, etc?
Pragnienie tak, energii często brak hehe
Cytuj:
Jak harmonizujecie wyzwanie do przekroczenia samego siebie z życiem w społeczeństwie?
Był i jest to dla mnie pewien dylemat. Jako, że mam przed-buddyjskie, mocno outsiderskie doświadczenia, bycie "normalnym" członkiem samsarycznego społeczeństwa nie jest dla mnie tak ważne. Żeby nie zwariować :coolwink: i z drugiej strony móc realizować obietnicę bodhisattvy, musimy żyć w społeczeństwie. Według rady mojego Lamy, możemy robić to, czego społeczeństwo od nas wymaga, jednocześnie nie biorąc tego tak poważnie. Możemy starać się zachowywać buddyjski pogląd podczas normalnych, samsarycznych czynności, tak jak i możemy siedzieć w jaskini i myśleć o głupotach.
Cytuj:
Czy znajdujecie w sobie czasem pragnienie do zostania mnichem?
Czasem tak. Wydaje mi się to pomocne w odcięciu się od tego całego szaleństwa świata, jednak wiem, że nie jest to do końca dla mnie. Celibat i tradycyjny, tybetański sposób przekazu nauk niespecjalnie mi odpowiadają.
Cytuj:
Jaki jest Wasz stosunek do świata samsarycznego, którego zapętlenia i błędy przecież - jako buddyści - dostrzegacie dalece ostrzej, niż można o to posądzić zwykłego człowieka?
Piekło, tygiel, disneyland, gonienie własnego ogona, neurozy, przeszkadzające emocje, bezsens, czasem chwile przemijającej radości, jawiąca się perspektywa braku "wyjścia".
Cytuj:
Czy uznajecie, że pragnienie forsownej praktyki należy do neofickiego, młodzieńczego pędu?
U siebie zauważam raczej pragnienie poznania i stosowania głębokich i zaawansowanych praktyk. Nie wiem, jak inni, ale ja bywam dość niecierpliwy i szybko się męczę, więc siłą rzeczy nigdy się nie forsowałem. Częściej widzę natomiast, że intensywniej praktykują bardziej doświadczeni buddyści.
Cytuj:
Co to znaczy być zaangażowanym w buddyzm po latach bycia buddystą?
Tego nie wiem, zajmuję się buddyzmem od kilku lat.
Cytuj:
Jak Waszym zdaniem, w wymiarze osobistym i bardziej grupowym, wyglądają epizody bycia buddystą, od początkowego nawrócenia, po wieloletnią praktykę?
Czy ma miejsce jakieś "osiadanie", "spoczywanie na laurach", etc?
Na początku wydaje się wszystko super, miło i przyjemnie, w ogóle bomba, a potem człowiek uświadamia sobie, ile ma do przepracowania, jak wiele głupot robi, jak jest niestabilny, jak ma pomieszany umysł, to doprowadza ego do niezadowolenia, jednocześnie motywuje do praktyki. Po pewnym czasie neofickiego idealizowania i zadowolenia, dostajemy kopa i coś z tym musimy zrobić. Może nam się nawet wydawać, że jest nam ciężej, niż przed poznaniem Dharmy, a to dlatego, że wcześniej nie dostrzegaliśmy nawet naszych wad. Podoba mi się ta perspektywa.
Cytuj:
-Jak buddyzm jest obecny w Waszym codziennym życiu? W wymiarze praktyki, kontaktu z nauczycielami i pismami?

Staram się wykonywać praktykę codziennie, nie zawsze to wychodzi. Jeśli chodzi o kontakt z nauczycielem, to działa on przez błogosławieństwo, czytanie tekstów, słuchanie wykładów, bo fizyczny kontakt możliwy jest kilka razy do roku.
Cytuj:
-Czy celujecie raczej w postawę "umiarkowaną", "liberalną"?
Chciałbym kiedyś móc bardziej poświęcić się praktyce.
Cytuj:
Te dwa pytania wynikają w dużej mierze z ludzkiego temperamentu, warto więc także zadać ogólne pytanie, jaki temperament w większości dominuje w Polskiej międzytradycyjnej sandze?
Chyba nie ma żadnego dominującego, jest taki raczej przekrój społeczny :)
Cytuj:
-Jaką rolę w Waszym życiu odgrywa asceza, jaki macie stosunek do konsumpcjonizmu?
Asceza to może nienajlepsze słowo. Sam Budda zrezygnował z ascezy i wybrał środkową drogę. Asceza jako odmawianie sobie przyjemności i gloryfikacja powstałego przez to cierpienia nie są buddyjskimi metodami. Konsumpcjonizm z kolei jest przegięciem w drugą stronę. Mój osobisty do niego stosunek jest całkowicie negatywny i był taki na długo zanim spotkałem się z buddyzmem. Uważam, że w posiadaniu dóbr i bogactw nie ma nic złego, dopóki nie przyjmujemy w nich ostatecznego schronienia. Dla mnie wyrzeczenie się luksusów, trwonienia pieniędzy na drogie (być może ładne) gadżety nie wynika z ascezy, bo nie czuję się ascetą. Na wielu rzeczach mi nie zależy, bo dostrzegam ich bezsens. Ludzie podążają za modą, choć (a raczej dlatego, że ) nie zastanawiają się nad jej istotą. Ludzie konsumują coraz to nowe dobra, bo wierzą, że dzięki temu będą szczęśliwi, bo reklama pokazuje im taki obraz. Kapitalizm, a przede wszystkim to, jak jest wykorzystywany przez zachłannych ludzi, jest systemem rodzącym i powiększającym podziały między biednymi i bogatymi, sprzyja wyzyskowi i pasożytnictwu. Znam tą książkę Webera ze studiów, całkiem sporo czasu poświęcaliśmy dyskusjom na temat konsumpcjonizmu i innych idei. Inne buddyjskie odniesienie do tego tematu, które mogę polecić, to praca zbiorowa Uważność na targowisku. Globalny rynek i masowa konsumpcja a świadome życie. Dla mnie konsumpcjonizm jest syntezą pierwotnych emocji, przeżytków (gromadzenie dóbr nie jest już tak ważne, jak dawniej) i samsarycznej pustki w sercu, którą umęczone dusze muszą czymś zapełnić, żeby uwolnić się od przygnębienia. A zapełniona pustka daje chwilową satysfakcję, potem apetyt wzrasta i sytuacja ta nigdy się nie kończy, dlatego tak ważne dla buddystów jest nieprzywiązywanie się do nietrwałych wartości i, jak radził Kalu Rinpocze, traktowanie świata jak hotel, w którym możemy cieszyć się ze wszystkiego, ale nic nie możemy zabrać do domu. Jeszcze w tym temacie poleciłbym świetny dokument pt. Pułapki Rozwoju (do obejrzenia gdzieś online).
Cytuj:
Jak w życiu codziennym staracie się pogodzić doktrynę kierowaną pierwotnie do mnichów (szczególnie zwracam się tu do therawadystów)?
Praktykuję Wadżrajanę. Wskazówki dla mnichów są dla mnichów, wskazówki dla ludzi świeckich i joginów są dla ludzi świeckich i joginów :) Buddowie przekazali wiele nauk, odpowiadających konkretnym typom człowieka.


Na górę
Nieprzeczytany post: pn sie 05, 2013 15:31 
Offline

Rejestracja: pn lip 22, 2013 15:01
Posty: 2
Płeć: kobieta
Tradycja: brak
Cześć – jestem początkującą buddystką i zmagam się jeszcze z rzeczami, które większość z Was – praktykujących od dawna pewnie uważa za „śmieszne”, ale od czegoś trzeba zacząć. To będzie trochę „dziewczyński” wpis. Ucieczka od konsumpcjonizmu jest trudna, ale nie niemożliwa. Ja uporałam się z uzależnieniem od kosmetyków i ubrań. (Z tymi ubraniami to trochę nieprawda, bo czasami wpadam do lumpex-ów ). Niemniej – nie wchodzę już do „normalnych” sklepów. Zaznaczam, że kiedy piszę „uzależnienie”, to należy to traktować względnie. Nigdy nie byłam przypadkiem skrajnym. Niemniej często dawałam się nabrać na kremy-cuda i odżywki do włosów, które miały mnie zmienić w królewnę Śnieżkę. ( krem z kwasem halurionowym do cery atopowej dla kobiet po trzydziestce, etc – co, proszę?) Pomijając fakt, że jest to pseudonaukowa brednia, to używanie tychże chemikaliów wytwarza i podtrzymuje oczekiwanie, ze coś się w nas zmieni, po czym następuje rozczarowanie i wściekłość (bez sensu wydane pieniądze) W tej chwili pękam ze śmiechu przechodząc koło Rossmana. Kupuję najtańsze mydło i szampon i jest pięknie. Ze szmatami jest gorzej. Szczególnie lumpexy potrafią uzależnić. (Tanio, ekologicznie, recycling, etc ...) i szafa pęcznieje od niepotrzebnych ciuchów. A i tak po każdym zakupie następuje rozczarowanie, kiedy okazuje się, że kolejna czarna spódnica nie była potrzebna do szczęścia. Teraz robię czystkę w szafie, bo zaczynam się już podduszać tymi kłębiącymi się teksyliami.
Poza tym tę nieszczęsną odzież trzeba prać, prasować, przymierzać, układać, kupować, często przerabiać, farbować a potem oddawać. Generuje ona wiele pracy – niepotrzebnych ruchów, etc... Poza tym to zastanawianie się czy bluzka x pasuje do spodni y... jakieś niepewności i frustracje. Obciążanie się nadmiarem materii. Fuj.
Jestem ciekawa jak inne dziewczyny/kobiety radzą sobie z tym tematem. Jest ciśnienie w społeczeństwie, zeby z nas zrobić lalki z czerwonymi pazurami, wydepilowane etc ... Czy jest możliwe oderwanie się na 100% od parcia na wygląd?


Na górę
Nieprzeczytany post: pn sie 05, 2013 17:54 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob sie 11, 2012 16:03
Posty: 629
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravada, Vipassana
Cytuj:
Czy jest możliwe oderwanie się na 100% od parcia na wygląd?
nie jestem kobietą, ale jestem przekonany, że jest to jak najbardziej możliwe!
pomijając już buddyzm, to w życiu bardzo często sprawdza się zasada Pareto (http://pl.wikipedia.org/wiki/Zasada_Pareto)
w tym przypadku konkretnie to, że zazwyczaj przez 80% czasu nosimy 20% swoich ubrań.
kiedy zacząłem analizować kiedyś zawartość mojej szafy pod tym kątem, okazało się to być prawdą!!! bez żalu więc pozbyłem się znacznej części ubrań i zostawiłem tylko te, które naprawdę bardzo lubię i często noszę (przy czym moda lub opinie innych kompletnie mnie nie obchodzą).
taki minimalizm pozwala mi przy okazji na kupowanie naprawdę porządnych rzeczy - kupuję je rzadziej, ale przy zakupie nie muszę się kierować kryterium ceny, tylko patrzę na to, na ile dany ciuch mi się podoba, jest solidny i użyteczny, etc.
generalnie staram się nie przywiązywać do przedmiotów - tym bardziej do ubrań!
powodzenia!
:namaste:

_________________
Obrazek


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz wrz 29, 2013 17:55 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob mar 12, 2011 19:58
Posty: 495
Płeć: kobieta
Tradycja: kamtzang, krypto ningmapa
Lokalizacja: Festung Breslau
Veronique, wiele razy się zastanawiałam, nad tym o czym piszesz. Doszłam też do podobnych wniosków, jednakże to co najbardziej mnie zafrapowało, to wyszukiwanie złotego środka, pomiędzy skrajnościami kupowania niepotrzebnych rzeczy, a staniem się kocmołuchem nie dbającym o swój wygląd. :) Staram się na ile potrafię pozbywać zbędnych rzeczy, ale także robić to o czym napisał dharmozjad. Kupować przedmioty/ ubrania naprawdę mi potrzebne i w miarę dobrej jakości.
Okazuje się, że ta część założenia jako tako mi wychodzi.
Aby nie stać się kurką, w przetartym polarku, pozwalam sobie na trochę wariacji, kupienie czegoś dziwacznego a ładnego, fryzjer, nie koniecznie najtańsza Pani Krysia co tnie od garnka itp. Ale to i tak pestka, bo najważniejsze (jak mawia Polska odpowiedź na Paula Coelho, Beata Pawlikowska ;) ) to lubić i akceptować siebie. W końcu kupujemy, bo uważamy, że czegoś nam brakuje. Moim zdaniem powinniśmy tylko zapytać siebie: "Dlaczego to robię?" jeśli dobrze sobie odpowiemy na to pytanie, to skutek może być trwalszy niż ograniczanie się dla idei. Pozdrawiam :)

_________________
Nie zostawisz samsary, odrzucając ją - wyzwolisz ją wewnętrznie, pozwalając jej być. Twe próby wyleczenia się z nieszczęść nie przyniosły ci ulgi, ulgę przynosi rozluźnienie i pozostawienie rzeczy takimi, jakie są.


Na górę
Nieprzeczytany post: wt paź 01, 2013 15:30 
Offline

Rejestracja: czw wrz 05, 2013 10:37
Posty: 103
Płeć: mężczyzna
Tradycja: bez rytuałów i obrzędów
Jedno jest pewne - kapitalizm propaguje stopniowe powiększanie indywidualnej własności prywatnej, czyli coraz większe i głębsze utożsamianie się z rzeczami materialnymi lub jakimikolwiek innymi, które można wyrazić poprzez wartość pieniężną (pieniądz jest artefaktem ludzkim). W dłuższej skali czasu, u wielu ludzi, prowadzi to to zwierzęcej rywalizacji, oportunizmu i otępienia emocjonalnego (lub niezrównoważenia emocjonalnego).

Buddyzm natomiast propaguje wartości idące w zupełnie innym kierunku - stopniowe zwiększanie niezależności od rzeczy materialnych i jakichkolwiek innych, które są zmienne w czasoprzestrzeni (wyjątek stanowią tu same umiejętności zwiększania niezależności), przede wszystkim poprzez nie utożsamianie się z tymi rzeczami. Robienie tego w taki sposób, aby zachować zrównoważoną wrażliwość emocjonalną, zdroworozsądkową uniwersalną etykę cywilizacyjną, zjednoczenie, porozumienie i symbiozę z otoczeniem. W tym aspekcie, buddyzm jest bliższy ideom socjalistycznym, i każdym innym dążącym do zmniejszania różnic zarobkowych.


Na górę
Nieprzeczytany post: wt lis 05, 2013 15:28 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt mar 15, 2011 17:15
Posty: 243
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Chán/Sŏn
Witaj,

Pojawił się we mnie jakiś zgrzyt po Twojej wypowiedzi. Postaram się go wyartykułować na ile mi to wyjdzie;

Myślę, że buddyzm nie idzie "w innym kierunku" do kapitalizmu. To znaczy, buddyzmu nie należy polaryzować względem jakiejś idei czy systemu idei. Filozofia czy ideologia buddyjska lub okołobuddyjska stanowi zawężenie/reinterpretację czegoś, co uznaję za autentyczny Buddyzm. To oznacza bowiem uwikłanie buddyzmu w sfery myślowe, do których buddyzm IMO nie powinien przynależeć. Zdaję sobie sprawę, że to jest utopijne myślenie, ponieważ buddyzm i tak jest wpisywany w struktury myślowe i ideologiczne Zachodu. Mam jednak duże wątpliwości co do takich zabiegów. Wpisanie buddyzmu w lewą stronę może rozpętać przyczynowo-skutkową burzę. Potem może nastąpić np. upolitycznienie buddyzmu, a dalej; wytworzenie się stereotypów o "lewackim buddyzmie".

Istnieje np. socjalizm dhammiczny, ruchy engaged buddhism też wydają się raczej lewicujące. Jednak cały ten proces oswajania buddyzmu w kulturze Zachodu uważam za obciążony ogromnym ryzykiem. W tym względzie polecam Suttę o Liściach (Simsapa Sutta).

Pozdrawiam.

_________________
"-Ale czy Gotama ma jakąś własną teorię?
-Tathagata, o Vaccho, jest wolny od wszelkich teorii. To jednak, Vaccho, Tathagata wie: jaka jest natura form, i jak forma powstaje, i jak ginie" [MN I, 72]

duchonautyka.blogspot.com
wskazujaceslowa.blogspot.com


Na górę
Nieprzeczytany post: śr lis 06, 2013 12:06 
Offline

Rejestracja: czw wrz 05, 2013 10:37
Posty: 103
Płeć: mężczyzna
Tradycja: bez rytuałów i obrzędów
Cytuj:
Witaj,

Pojawił się we mnie jakiś zgrzyt po Twojej wypowiedzi. Postaram się go wyartykułować na ile mi to wyjdzie;

Myślę, że buddyzm nie idzie "w innym kierunku" do kapitalizmu. To znaczy, buddyzmu nie należy polaryzować względem jakiejś idei czy systemu idei.

Dziękuje za zainteresowanie.

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie polaryzowałem buddyzmu z jakąkolwiek ideologią ekonomiczno-społeczną. Napisałem, subiektywnie, na podstawie obserwacji, że w określonym aspekcie, buddyzm jest bliższy ideom socjalistycznym i każdym innym, dążącym do zmniejszania różnic zarobkowych (mniejsza frustracja i egoizm).
Oczywiście buddyzmu nie da się zamknąć w ramach jakiegokolwiek systemu ekonomiczno-społecznego, zwłaszcza w systemie opartym na prywatnym posiadaniu rzeczy materialnych.
Mało tego, buddyzmu nie da się zamknąć we wszechświecie, a co dopiero mówić o jakimś ustroju - niestałym artefakcie cywilizacji ludzkiej na tej planecie.
Nie sądzę, że aż tak mocno pojechałem z tym "wpisaniem w lewą stronę", żeby budzić tym jakieś skojarzenia z ruchem rewolucyjnym. W obecnej sytuacji, przy tak dużej populacji, każdy system będzie się psuł, już na samym początku, bo zawsze znajdzie się dosyć duża grupa przeciwników, która będzie miała inny pomysł na system, anarchię, a nawet na chaos, lub interpretację systemu obecnego.


Ostatnio zmieniony śr lis 06, 2013 13:03 przez konstruktywnie, łącznie zmieniany 4 razy.

Na górę
Nieprzeczytany post: śr lis 06, 2013 12:22 
Offline
konto zablokowane

Rejestracja: pt lip 26, 2013 08:29
Posty: 199
Płeć: mężczyzna
Tradycja: ateizm
http://sklep.okultura.pl/kerry-w-thornl ... rchia.html

Czy jest możliwy inny świat, niż ten, do którego przywykliśmy? Autor niniejszej książki nie szuka odpowiedzi na to pytanie w utopiach czy zaświatach, ponieważ uważa, że najlepsze, co może się nam przydarzyć to życie tu i teraz pełnią życia. W tym celu nawołuje do rewolucji życia codziennego, obejmującej zarówno świat społeczny, jak i sferę ducha. Mówi: wszelkie praktyki mające na celu indywidualne oświecenie bez jednoczesnej przemiany otaczającego nas świata są zwykłym blefem; każda próba zmiany świata bez jednoczesnej przemiany wewnętrznej przekształca się w parodię samej siebie. Zenarchia wykracza poza ten dualizm, ukazując nowe ścieżki tym miłośnikom wolności, którym nie straszna jest zmiana siebie i otaczającego świata.

http://en.wikipedia.org/wiki/Buddhist_anarchism

http://en.wikipedia.org/wiki/Uchiyama_Gudo

https://www.facebook.com/pages/Anarchis ... 3437792?nr

_________________
http://www.youtube.com/watch?v=qX9FSZJu448&hd=1


Na górę
Nieprzeczytany post: śr lis 06, 2013 13:18 
Offline

Rejestracja: czw wrz 05, 2013 10:37
Posty: 103
Płeć: mężczyzna
Tradycja: bez rytuałów i obrzędów
Cytuj:
Czy jest możliwy inny świat, niż ten, do którego przywykliśmy? Autor niniejszej książki nie szuka odpowiedzi na to pytanie w utopiach czy zaświatach, ponieważ uważa, że najlepsze, co może się nam przydarzyć to życie tu i teraz pełnią życia. W tym celu nawołuje do rewolucji życia codziennego, obejmującej zarówno świat społeczny, jak i sferę ducha...

Problem społeczności anarchistycznych polega na tym, że stosunkowo szybko pojawiają się interpretacje chaotyczne, lub dziecinne, które zjadają początkowe, piękne wizje jak osiągnąć to - "najlepsze, co może się nam przydarzyć". W konsekwencji są łatwym celem podboju, przez inwazyjne systemy z zewnątrz. Zwłaszcza przy tak dużej populacji na planecie, jak obecnie.


Na górę
Nieprzeczytany post: pt lis 08, 2013 08:54 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt mar 15, 2011 17:15
Posty: 243
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Chán/Sŏn
I to jest właśnie wkonstruowywanie buddyzmu w jakiejś ideologie. Widać chociażby po avatarze kolegi.

_________________
"-Ale czy Gotama ma jakąś własną teorię?
-Tathagata, o Vaccho, jest wolny od wszelkich teorii. To jednak, Vaccho, Tathagata wie: jaka jest natura form, i jak forma powstaje, i jak ginie" [MN I, 72]

duchonautyka.blogspot.com
wskazujaceslowa.blogspot.com


Na górę
Nieprzeczytany post: pt lis 08, 2013 09:19 
Offline
konto zablokowane

Rejestracja: pt lip 26, 2013 08:29
Posty: 199
Płeć: mężczyzna
Tradycja: ateizm
Cytuj:
I to jest właśnie wkonstruowywanie buddyzmu w jakiejś ideologie. Widać chociażby po avatarze kolegi.
Mój awatar można odczytywać na różne sposoby. Może rówież oznaczać pogodzenie się z realiami behawioryzmu społecznego i szukanie wolności wewnatrz siebie.
Może też oznaczać Agarthę, mityczną krainę w środku ziemi z kanałami z powierzchni ziemi prowadzącymi wewnątrz.
Albo sylabę A i system kanałów i wiatrów.
Ze względu na ta wieloznaczność nie zamierzam zmieniać tego awatara.

_________________
http://www.youtube.com/watch?v=qX9FSZJu448&hd=1


Na górę
Nieprzeczytany post: pt lis 08, 2013 12:41 
Offline

Rejestracja: czw wrz 05, 2013 10:37
Posty: 103
Płeć: mężczyzna
Tradycja: bez rytuałów i obrzędów
Cytuj:
I to jest właśnie wkonstruowywanie buddyzmu w jakiejś ideologie. Widać chociażby po avatarze kolegi.
Zaprezentowałeś przykład odpowiedzi wymijającej. Nie wiadomo do kogo kierujesz morał ze swojej konkluzji i na podstawie czyjej wypowiedzi. Zasłoniłeś się awatarem kolegi, jak jakąś peleryną. Może kolega jest po prostu marynarzem Arturem.


Na górę
Nieprzeczytany post: pt lis 08, 2013 13:54 
Offline

Rejestracja: czw wrz 05, 2013 10:37
Posty: 103
Płeć: mężczyzna
Tradycja: bez rytuałów i obrzędów
Tak poza tym, to przecież ten wątek - "Etyka buddyjska a duch kapitalizmu", musi poruszać aspekt organizacji społecznej. Inaczej byłoby nie na temat. Wygląda na to, że autor tego wątku najpierw zachęca rozmówcę do podjęcia próby porównania, w jakiś sposób, aspektów buddyzmu z systemem ekonomiczno-społecznym. Żeby w konsekwencji, zastosować moralitet w stylu - "buddyzmu nie należy polaryzować względem jakiejś idei czy systemu idei".
A przecież wiadomo z Majjhima Nikaya 22: "Alagaddupama Sutta", że Dharmy {Dhammy} nie powinno używać się w celu debatowania, opartym na ataku i obronie (rywalizacji).


Na górę
Nieprzeczytany post: pt lis 08, 2013 18:20 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt mar 15, 2011 17:15
Posty: 243
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Chán/Sŏn
Cytuj:
Zaprezentowałeś przykład odpowiedzi wymijającej

Na jakie pytanie?

Skojarzyłem avatar z hasłem "zenarchia". Oba te rzeczy świadczą zewnętrznie o tym, o czym mówiłem wcześniej. Smutno mi, ponieważ moje wypowiedzi powodują powstanie polemiki, zarzutów, etc. Wyraziłem tylko swoje zdanie na temat owego "wkonstruowania". No personal influences. Przepraszam za ew. sugestie czepialstwa, moralizowania, i tak dalej.
Cytuj:
"Etyka buddyjska a duch kapitalizmu", musi poruszać aspekt organizacji społecznej.

Czy musi, nie wiem. Nie było to moją intencją. Interesowało mnie bardziej, jak buddyści konfrontują się z pewnymi wątkami wewnątrz samych siebie. Życie w kapitalizmie/neoliberalizmie wywołuje tarcia i napięcia na poziomie etyczno-moralnym (w rzeczywistości psychicznej), to mnie interesowało. Tytuł tego wątku jest parafrazą książki Webera; zainspirowała mnie ona do zainicjowania tematu. W jej centrum znajduje się nasycanie protestantyzmu wartościami mieszczańskimi, mieszanie się ideałów kapitalistycznych (na płaszczyźnie etyki i działania) z narracją/motywacją religijną. Uważam buddyzm za religię bardzo wysoko wartościującą stan mnisi.

Np:

Kiedy to zostało powiedziane, wędrowiec Vacchagotta spytał: "Mistrzu
Gotama, czy jest jakiś gospodarz, który bez zaniechania więzów
świeckiego życia, po rozpadzie ciała, po śmierci zrealizuje koniec
cierpienia?" "Nie ma gospodarza, który bez zaniechania więzów
świeckiego życia, po rozpadzie ciała, po śmierci zrealizuje koniec
cierpienia" (M 71)

Historyczne przemiany buddyzmu są często przyrównywane do reformacji protestanckiej. Weber pisze o przeniesieniu ideałów monastycznych do świeckiego życia. Głównie chodzi mu o ascezę, cierpliwość i upór w dążeniu do celu. Upór i cierpliwość sprzyjały sukcesom w interesach, natomiast asceza umożliwiła gromadzenie kapitału (ponieważ np. purytanie nie wydawali dużych pieniędzy na doczesne rozrywki), co legło u podstaw kapitalizmu jako systemu. Gdy zakładałem ten wątek interesowało mnie, jak wygląda to u buddystów, ponieważ tendencje przedstawione przez Webera są w wielu miejscach analogiczne. Buddyjskie praktyki religijne, pewien ethos samorozwoju, pochodzą pierwotnie ze stanu mnisiego, a współcześnie są uskuteczniane przez ludzi świeckich zanurzonych w ponowoczesnej rzeczywistości. Dlatego zapytałem też o pojmowanie radykalizmu.
Cytuj:
"buddyzmu nie należy polaryzować względem jakiejś idei czy systemu idei".
Edit: Ta wypowiedź nie miała charakteru moralizatorskiego.

Pozdrawiam w Dharmie/Dhammie

_________________
"-Ale czy Gotama ma jakąś własną teorię?
-Tathagata, o Vaccho, jest wolny od wszelkich teorii. To jednak, Vaccho, Tathagata wie: jaka jest natura form, i jak forma powstaje, i jak ginie" [MN I, 72]

duchonautyka.blogspot.com
wskazujaceslowa.blogspot.com


Na górę
Nieprzeczytany post: pt lis 08, 2013 20:08 
Offline

Rejestracja: czw wrz 05, 2013 10:37
Posty: 103
Płeć: mężczyzna
Tradycja: bez rytuałów i obrzędów
Cytuj:
Cytuj:
Zaprezentowałeś przykład odpowiedzi wymijającej

Na jakie pytanie?
Nie każda odpowiedź musi dotyczyć pytania. Chodziło mi o odpowiedź w sensie reakcji na wcześniejsze wypowiedzi.
Mimo wszystko nie czepiam się, gdyż wiem jak delikatna i subtelna jest rozmowa o buddyzmie. Bardzo łatwo jest, zupełnie niechcąco, zaczepić o jakiś trudny temat, podatny na sugestie o posiadaniu rzeczy, z wartością ekonomiczną. A z tego co widzę, to forum jest używane, w większości przez osoby świeckie. Dlatego uważam, że tego typu wątek zmierza, prędzej czy później, do porównania tej nauki (przynajmniej w jednym aspekcie) do niestałego artefaktu ludzkiego, jakim jest ustrój ekonomiczno-społeczny. A potem to już jest bardzo blisko do rywalizowania i udowadniania wyższości określonych ukierunkowań politycznych.


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz lis 10, 2013 19:26 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt mar 15, 2011 17:15
Posty: 243
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Chán/Sŏn
Dla mnie jest inaczej; ów wątek zmierza, na zasadzie lejka, do osobistej kondycji jednostek.

Pozdrawiam.

_________________
"-Ale czy Gotama ma jakąś własną teorię?
-Tathagata, o Vaccho, jest wolny od wszelkich teorii. To jednak, Vaccho, Tathagata wie: jaka jest natura form, i jak forma powstaje, i jak ginie" [MN I, 72]

duchonautyka.blogspot.com
wskazujaceslowa.blogspot.com


Na górę
Nieprzeczytany post: śr lis 13, 2013 21:29 
Offline

Rejestracja: czw wrz 05, 2013 10:37
Posty: 103
Płeć: mężczyzna
Tradycja: bez rytuałów i obrzędów
Cytuj:
Dla mnie jest inaczej; ów wątek zmierza, na zasadzie lejka, do osobistej kondycji jednostek.
Odpowiedziałeś jak wytrych, gdyż każdy wątek na tym forum można sprowadzić do "osobistej kondycji jednostek".


Na górę
Nieprzeczytany post: sob gru 07, 2013 11:23 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt mar 15, 2011 17:15
Posty: 243
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Chán/Sŏn
Nazwij to wytrychem... Wszystko może zmierzać do wszystkiego, zwłaszcza w tekście. Także wszystko może zmierzać do poziomu osobistej kondycji. Dla buddysty być może wszystko zmierza do umysłu, który wszystko poprzedza. Ja deklaruje tylko moje intencje inicjujące ten wątek. Nie dotyczyły one systemów społecznych.


:namaste:

_________________
"-Ale czy Gotama ma jakąś własną teorię?
-Tathagata, o Vaccho, jest wolny od wszelkich teorii. To jednak, Vaccho, Tathagata wie: jaka jest natura form, i jak forma powstaje, i jak ginie" [MN I, 72]

duchonautyka.blogspot.com
wskazujaceslowa.blogspot.com


Na górę
Nieprzeczytany post: sob gru 07, 2013 13:41 
Offline

Rejestracja: czw wrz 05, 2013 10:37
Posty: 103
Płeć: mężczyzna
Tradycja: bez rytuałów i obrzędów
Cytuj:
...
Ja deklaruje tylko moje intencje inicjujące ten wątek. Nie dotyczyły one systemów społecznych.
:namaste:

Rzeczywiście nie zrozumieliśmy się.
W moim odczuciu duch kapitalizmu jest związany z systemem społecznym. A przecież buddyzm, jako nauka, nie jest związany z żadnym systemem ludzkim i każdym innym niestałym. Mało tego, mnisi buddyjscy w ogóle przecież nie dotykają umownych nośników wartości ekonomicznej (pieniędzy, bonów, talonów, itp.) i każdych innych przedmiotów, które nie są niezbędne do życia (np. telefon komórkowy, portfel, karty bankowe, itp.). Dlatego uważam, że nie warto tworzyć wątków w stylu "Etyka buddyjska a duch kapitalizmu", gdyż takie zestawienie prowadzi, prędzej czy później, do frustracji. Tym bardziej, że dałeś sygnały do rozpatrzenia tego tematu, z punktu widzenia osoby nieświeckiej.


Na górę
Nieprzeczytany post: pn gru 09, 2013 00:31 
Offline
Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Posty: 4377
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana (Szkoła Kagyu)
Ja również nieco odjadę, to znaczy pozostanę w zgodzie z tematem wątku, jednak pominę na razie kwestię "osobistej kondycji jednostek". Możliwe, że okaże się to dla wszystkich inspirujące.

Kiedyś Iwanxxx wspomniał przy jakiejś okazji o Gregorym Schopenie, profesorze studiów sanskryckich, tybetańskich i buddyjskich z USA. Profesor mnie zaciekawił, zaczęłam szukać o nim informacji. Najpierw znalazłam to:
Cytuj:
większość naukowców uważa Vinayę za tekst wczesny, datowany na okres przed powstaniem odmiennych szkół [2] Jednakże, Dr Gregory Schopen, profesor studiów sanskryckich, tybetańskich i buddyjskich na Uniwersytecie Teksańskim w Austin, w wielu punktach nie zgadza się z tymi przekonaniami [3]. Sugeruje on, że podobieństwa mogą być spowodowane późniejszą standaryzacją. Zauważa również, że wiele zapisów już od wczesnego okresu pokazuje, że mnisi posiadali własność prywatną, co jest sprzeczne z Vinayą. Według niego nie ma dowodu, że oznacza to upadek wczesnych wskazań etycznych i sugeruje on, że Vinaya może być próbą narzucenia wszystkim standardów postępowania przez samozwańczą elitę.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Winaja_Pitaka
A potem to:
http://www.today.ucla.edu/portal/ut/two ... 85231.aspx
http://www.youtube.com/watch?v=3GeZGFvbDzo

W wykładzie na yt profesor wyjaśnia, na czym opiera swoje poglądy, m.in. porównuje archeologiczne znaleziska z poglądami nt. wczesnej filozofii buddyjskiej w Indiach i nie wszystko mu się zgadza. Przedstawia własne hipotezy, a właściwie, o ile dobrze zrozumiałam, fakty, które z pewnością w niedalekiej przyszłości zostaną dowiedzione.

Ponieważ nie dam rady słuchać wykładu w taki sposób, by móc go pokrótce zrelacjonować, ograniczę się do ważniejszych tez z artykułu. Jeśli ktoś dostrzeże istotne braki lub błędy, proszę o uzupełnienie. A oto skrót ważniejszych informacji zawartych w artykule:

Ani język ani struktura organizacyjna wczesnych buddyjskich społeczności klasztornych nie sugerują, że były one instytucją religijną. Źródła buddyjskie odnoszą się do ich organizacji jako "sangha," to termin używany w Indiach na początku do oznaczenia handlowych gildii lub gospodarczych przedsiębiorstw, które funkcjonowały w pewnym sensie jak nowoczesny bank. Stanowiły rodzaj związku, w którym status członków ustalany był według stażu, a nie duchowych osiągnięć. Buddyjskie gildie używały pieczęci do znakowania towarów, które były objęte podatkiem. Budda, według niektórych źródeł, opracował szereg sprytnych strategii, aby podatków uniknąć i nawet przyznał, że nie zawsze były one skuteczne.

Był zwyczaj wypisywania dla gildii kopii dokumentów prawnych na klasztornych murach lub na ganku. Te napisy nie tylko rejestrowały prezenty dla klasztoru, ale również publicznie reklamowały fakt, że klasztory trzymały duże sumy pieniędzy przeznaczone do generowania odsetek i były w związku z tym te pieniądze prawdopodobnie dostępne na poczet indywidualnych (konsumenckich?) lub handlowych kredytów. Biorąc pod uwagę tego rodzaju publicznie dostępne informacje, nie dziwi, że wczesny buddyzm w Indiach był atrakcyjny dla kupieckiej klasy.

Jeśli Budda był biznesmenem, co powstrzymywało go od chciwości?

Może Budda przewidział w swojej mądrości, co przytrafia się chciwym przedsiębiorcom. Buddyjska doktryna była również prezentowana jako droga środka, co jest bardzo dobrą zasadą dla biznesu.

Tyle artykuł. Na pytania z pierwszego postu odpowiem może innym razem, odpowiedź zaczyna mi się dopiero układać w głowie.

Pozdrawiam, gt


Na górę
Nieprzeczytany post: pn gru 16, 2013 12:17 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt mar 15, 2011 17:15
Posty: 243
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Chán/Sŏn
Cytuj:
mnisi buddyjscy w ogóle przecież nie dotykają umownych nośników wartości ekonomicznej (pieniędzy, bonów, talonów, itp.) i każdych innych przedmiotów, które nie są niezbędne do życia (np. telefon komórkowy, portfel, karty bankowe, itp.).

Jacy mnisi? Ilekroć słyszę czy czytam coś o mnichach, to dowiaduję się o rzeczach będących w ich posiadaniu. Np. bardzo "umityczniani" mnisi z Birmy są obok klasy urzędniczej główną grupą posiadającą Ipody, Smartfony, etc. Znam jednego mnicha "zachodniego", wyświęconego w Japonii, który też posiada super komórkę, że o portfelu nie wspomnę.
Cytuj:
Dlatego uważam, że nie warto tworzyć wątków w stylu "Etyka buddyjska a duch kapitalizmu", gdyż takie zestawienie prowadzi, prędzej czy później, do frustracji. Tym bardziej, że dałeś sygnały do rozpatrzenia tego tematu, z punktu widzenia osoby nieświeckiej.

Może nie tyle do frustracji co do ujawnienia pewnego napięcia. Jak zauważyłeś pewnie, stawiam pytanie o buddyzm w wersji radykalnej; większość tych pytań orbituje wokół napięć, które moim zdaniem muszą powstać na pewnym etapie zaangażowania w buddyzm i praktyki buddyjskiej. Warto o tych napięciach uczciwie dyskutować; ale "uczciwość" znów odsyła tu do kondycji jednostki.

Cytuj:
Zauważa również, że wiele zapisów już od wczesnego okresu pokazuje, że mnisi posiadali własność prywatną, co jest sprzeczne z Vinayą

Zajmuje się na poważnie dyskursami buddyjskimi od z górką dwóch lat, aktualnie prowadzę badania jakościowe na temat takich zagadnień i na podstawie aktualnej wiedzy powiem jedno: Buddyjska filozofia wykształcona w Azji wytworzyła pewną matrycę etyczną, która posiada moc wyjaśniania i racjonalizowania niemal wszystkich ludzkich zachowań. To znaczy, zarówno przestrzeganie wskazań kardynalnych, jak i ich łamanie, życie doczesne oraz monastyczne - wszystko to posiada stosowny dyskurs, jakiejś teksty (pozorowane na mowy Buddy), jakiejś wątki.

W tym kontekście nie widzi mnie, że jacyś "wcześni" mnisi posiadali własność prywatną. Być może nie byli do nich przywiązani; buddyzm od początku lokuje się w umyśle (w osobistej kondycji), dlatego sztywne wskazania dotyczące ubioru, zachowania, czy posiadania musiałybyć w końcu odrzucone przez krytyków jako zewnętrzne.

Być może po prostu mnisi nie przestrzegali wskazań, i racjonalizowali to tak, jak to robią współcześni mnisi z Mjanmy, coś w rodzaju "nie jesteśmy Arya, to możemy; zapalić papieroska, mieć smartfona, pójść w krzaki z transwestytą (hehe)".

Prawie na pewno Buddyzm jest ogromnie wymagającą i trudną do urzeczywistnienia religią. Powątpiewam, czy mnisi brani od dzieciaka do klasztorów wykształcają taki rodzaj osobowości, który jest w stanie świadomie przyjąć i utrzymać Buddyzm; znam historie post-mnichów, którzy zrzucili szaty ale nadal mieszkają w okolicy klasztorów, ponieważ są zupełnie nieprzystosowani do życia w społeczeństwie.

Namaste

_________________
"-Ale czy Gotama ma jakąś własną teorię?
-Tathagata, o Vaccho, jest wolny od wszelkich teorii. To jednak, Vaccho, Tathagata wie: jaka jest natura form, i jak forma powstaje, i jak ginie" [MN I, 72]

duchonautyka.blogspot.com
wskazujaceslowa.blogspot.com


Na górę
Nieprzeczytany post: pn gru 16, 2013 16:19 
Offline
Senior User
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn paź 04, 2004 20:06
Posty: 3283
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Dhamma-Vinaya
Czołem

Schopen najwyraźniej nie rozumie pojęcia wspólnotowego posiadania dóbr. Królowie i bogaci brahmini dawali na rzecz Sanghi dobra, które po przyjęciu stawały się dobrem wspólnym zakonu. Dawano przeróżne rzeczy, co jest napisane w suttach. Co nie znaczy, że mnisi mogli z nich korzystać, np z wozów, rydwanów, złota, srebra. Wszystko jest spisane w Vinayi i jeśli ktoś ma przetłumaczoną na angielski Vinayę i nadal nie rozumie, to nazywa się to wtórny analfabetyzm, o co nikogo nie oskarżam... Buddha można powiedzieć stworzył nowe plemię, jesli ktoś daje coś to jest to dobro plemienne, Sanghi. Pojedynczy mnisi nie mogą powiedzieć, że to "jego" vihara, albo "jego" patta (miska jałmużna). Też jest to w Vinayi co jest dokładnie usankcjonowane. Np. zaznacza się tylko szatę żeby się nie pomyliła np podczas prania. Sangha przypomina komuny, gdzie wszelkie dobra są wspólne, wszystko co dają świeccy, w tym pożywienie - jest wspólne.

Co do mnichów dziś - znam dobre przykłady, mnichów w Birmie, i nie tylko, którzy żyją zgodnie z Regułą, nie są tak medialni jak ci, którzy robią źle, ale zwykle tak bywa, taki jest świat, że lubi pławić się w niskich popędach, a gdy ktoś reprezentuje coś dobrego, a idzie mu kiepsko, wtedy ludzie mają pożywkę i mogą się wyżyć, co właśnie widać.

BTW - znam też ex-mnichów, którzy radzą sobie jakoś w świecie.

Wszystko zależy od nastawienia i kierowania uwagi.

metta&peace
H-D

_________________
Portal Sāsana
Fundacja Theravādy w Polsce


Na górę
Nieprzeczytany post: wt gru 17, 2013 16:24 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt mar 15, 2011 17:15
Posty: 243
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Chán/Sŏn
Oczywiście. Chciałem po prostu odczarować pojęcie "mnichów, którzy w ogóle nie dotykają". Mnisia Sangha nie jest jakąś sakralną bańką, odgrodzoną od światowych skłonności. Buddyzm trzeba, IMO, uwolnić od wszelkich zachodnich idealizacji wyrosłych w XIX wieku, podczas rewolucji hippisowskiej, etc.

:namaste:

_________________
"-Ale czy Gotama ma jakąś własną teorię?
-Tathagata, o Vaccho, jest wolny od wszelkich teorii. To jednak, Vaccho, Tathagata wie: jaka jest natura form, i jak forma powstaje, i jak ginie" [MN I, 72]

duchonautyka.blogspot.com
wskazujaceslowa.blogspot.com


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz sty 05, 2014 16:01 
Offline
Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Posty: 4377
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana (Szkoła Kagyu)
Cytuj:
Królowie i bogaci brahmini dawali na rzecz Sanghi dobra, które po przyjęciu stawały się dobrem wspólnym zakonu. Dawano przeróżne rzeczy, co jest napisane w suttach. Co nie znaczy, że mnisi mogli z nich korzystać
A czy mogli pożyczać te rzeczy innym (świeckim) w taki sposób, żeby pomnażać wspólnotowy majątek? Bo mnie w tym, co mówił Schopen, bardziej zainteresowała sugestia nowoczesnych zachowań ekonomicznych (bank).

Dla mnie nie jest czymś zdrożnym uruchomienie ekonomiki z intencją czynienia dobra, a utrzymanie miejsca (klasztor), w którym kolejne pokolenia mnichów będą mogły się rozwijać dla pożytku ludzi, jest w moim pojęciu takim właśnie niezaprzeczalnym dobrem.
Myślę też, że ekonomika w każdej grupie społecznej, także więc i w grupach sanghowych, pojawia się niejako sama z siebie, jako pewien rodzaj konieczności gwarantujący trwanie. W przypadku grup sanghowych wyłoni się ona na skutek różnych aktywności wynikających z praktyki i pozostających z nią w ścisłym związku. Przyjmie też charakter zgodny mniej więcej z uwarunkowaniami ekonomicznymi szerokiego otoczenia społecznego, w którym dana sangha się rozwija. Jeśli gdzieś reguła klasztorna przewiduje np. jedzenie strawy wyłącznie darowanej przez innych, to w końcu bez zaistnienia w szerszej społeczności układu ekonomicznego: mnich - darczyńca, nic by z przestrzegania reguły nie wyszło. Mnich idący po strawę wie, że jego zachowanie pozostaje w zgodzie z regułami ekonomicznymi otoczenia społecznego, dlatego też może praktykę dostosować do tych reguł. Czerpanie pożywienia z darów to również jest ekonomika, jakby nie patrzeć, oparta tylko o inne ekonomiczne reguły. Takie mam mniej więcej spojrzenie na sprawę.

Pozdrawiam, gt


Na górę
Nieprzeczytany post: pt cze 27, 2014 09:58 
Offline
Senior User
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn paź 04, 2004 20:06
Posty: 3283
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Dhamma-Vinaya
Czołem

Gwoli ścisłości : http://www.accesstoinsight.org/tipitaka ... .than.html

Streszczenie: SN (czyli raczej wczesne sutty) gdzie jest napisane wyraźnie, że mnich nie może używać pieniędzy.

metta&peace
H-D

_________________
Portal Sāsana
Fundacja Theravādy w Polsce


Na górę
Nieprzeczytany post: pt cze 27, 2014 11:31 
Offline

Rejestracja: czw wrz 05, 2013 10:37
Posty: 103
Płeć: mężczyzna
Tradycja: bez rytuałów i obrzędów
Tak naprawdę to ten wątek "Etyka buddyjska a duch kapitalizmu" nie pasuje do działu "Dharma". Bliżej mu do "Buddyzm a pieniądze".

Wcześniej też zauważyłem, że w starych tekstach mnisi buddyjscy nie używają ("nie dotykają") pieniędzy. Każda sutta, która rozwija szczegółowo temat o stylu życia mnicha ('Right Livelihood'), wyraźnie definiuje postawę dotyczącą brania lub dawania pieniędzy (umownych środków wartości ekonomicznej). Stąd ta wcześniejsza reakcja. Po prostu widać sprzeczność jak na dłoni.

Nawet w rozmowie z osobą świecką, Budda podkreślił (tekst z AN), że Dhamma nie służy do powiększania bogactw materialnych.
A przecież "duch kapitalizmu" jest oparty na powiększaniu bogactw materialnych. Mało tego, ten "duch" nakłania do złudzenia posiadania materii (zjawiska, które jest wyjątkowo nietrwałe), lub do posiadania innych form wartości ekonomicznej, które trwają dopóki system się nie zmieni (czyli też są nietrwałe).


Na górę
Nieprzeczytany post: pt cze 27, 2014 20:07 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Posty: 12328
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: krzaki
Witaj
Cytuj:
Tak naprawdę to ten wątek "Etyka buddyjska a duch kapitalizmu" nie pasuje do działu "Dharma". Bliżej mu do "Buddyzm a pieniądze".

Wcześniej też zauważyłem, że w starych tekstach mnisi buddyjscy nie używają ("nie dotykają") pieniędzy. (...)
Jasne, z tymże, ten dział, nie jest poświęcony tylko tradycji theravada i nie tylko temu, jakie zasady obowiązują mnichów theravady :)
Wiesz np jak było i jest z tym w tybecie? To z jednej strony, a z drugiej, ten temat nie sprowadza się li tylko do kwestii brania bądź nie pieniędzy, przez mnichów - patrz tytułowy post Bhakty.

Pozdrawiam
:14:

_________________
nie brookliński most


Na górę
Nieprzeczytany post: sob cze 28, 2014 07:28 
Offline

Rejestracja: czw wrz 05, 2013 10:37
Posty: 103
Płeć: mężczyzna
Tradycja: bez rytuałów i obrzędów
Cytuj:
Jasne, z tymże, ten dział, nie jest poświęcony tylko tradycji theravada i nie tylko temu, jakie zasady obowiązują mnichów theravady :)
Wiesz np jak było i jest z tym w tybecie? To z jednej strony, a z drugiej, ten temat nie sprowadza się li tylko do kwestii brania bądź nie pieniędzy, przez mnichów - patrz tytułowy post Bhakty.
Łatwiej nam by się rozmawiało, gdyby był jeden buddyzm, z jedną Dharmą (Dhammą). Dzięki temu wątkowi widzę jak bardzo duże są przepaści w sposobie myślenia osób, które na pierwszy rzut oka, interesują się tą samą nauką. Dzięki temu forum widzę też jak łatwo jest wpaść w pułapkę konkurowania o wyższość "swojego" poglądu.
Nie napisałem szczegółowej odpowiedzi, dotyczącej tytułowego postu Bhakty, z prostych powodów:
1. Widzę, że moja bardziej szczegółowa wypowiedź byłaby źródłem frustracji potencjalnych rozmówców. Stąd niepożyteczna.
2. Autor napisał że, "nie wymusza na nikim odpowiedzenia na te pytania".

Po prostu napisałem, że widzę sprzeczność między etyką buddyjską a "duchem kapitalizmu", w odniesieniu do faktów z Tipitaki i w odniesieniu do własnych refleksji.


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 33 ] 

Strefa czasowa UTC+01:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl