Forum e-Budda PL

''Przyswoiwszy sobie nie słowa, lecz znaczenie nauk, zapomniałem o bezużytecznej paplaninie.'' - Milarepa
Dzisiaj jest śr wrz 26, 2018 12:22

Strefa czasowa UTC+01:00




Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 98 ]  Przejdź na stronę Poprzednia 1 2 3
Autor Wiadomość
Nieprzeczytany post: śr sie 29, 2018 18:34 
Offline
Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Posty: 4338
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana (Szkoła Kagyu)
Cytuj:
Najsilniejszą wolą/pragnieniem (zwał jak zwał zbyt często skupiamy się na semantyce zamiast przejść do istoty zagadnienia) każdej żywej istoty jest PRAGNIENIE ŻYCIA(widać to zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych takich jak koniec żywota, zresztą całe to zainteresowanie tematem "reinkarnacji" jest na to dowodem (…)

Cześć, Uinibred :)

reinkarnacja w świetle nauk buddyjskich nie jest niczym przyjemnym, uprzytomnienie sobie, czym ona jest w takim kształcie, jaki nadaje jej buddyzm, mogłoby dla wielu ludzi, paradoksalnie, oznaczać odwrót od praktyki w miejsce pełnego jej zaakceptowania. Nie tylko nie ma "wędrówki dusz" czy "wiecznego ja", nie ma też choćby odrobiny poprzedniej tożsamości w nowym odradzającym się życiu. Owszem, karma decyduje o wyborze tego życia, ale nie jest czymś, co później ściśle dopasowuje to wybrane nowe życie do własnej karmicznej specyfiki, wręcz odwrotnie, to odradzająca się istota przetwarza karmę, robi z nią, to, co potrafi zrobić. Mrówka nie będzie pamiętać, że była kiedyś człowiekiem, a jeśli nawet, to nie będzie tego robiła w taki sposób, w jaki pamięta człowiek. Ona jest zupełnie innym organizmem, a w naukach buddyjskich nie mówi się, że karma człowieka gwarantuje nie-bycie np. zwierzęciem. Tak więc "pragnienie życia" może oznaczać w przyszłości "egzystencję" dość nieoczekiwaną, cielesną lub bezcielesną, w tym świecie (wszechświecie) lub w innym, jako istota ludzka lub nie - a o jej rodzaju zdecydują przeżywane uczucia, nawykowe zachowania/reakcje itd.


Cytuj:
Pewnie czym bardziej oczyszczony umysł i bliżej dostąpienia oświecenia tym wszystko układa się jaśniej, albo takie rozważania przestają w ogóle mieć miejsce.

Jeżeli prześledzisz ten wątek, to nawet nie rozumiejąc za bardzo, o co chodzi w linkowanych artykułach, zdołasz wyczuć, że kwestię karmy próbuje się tutaj rozważyć ściśle technicznie, drogą drobiazgowej analizy z momentu na moment. Tym, co daje się w artykułach dostrzec, dysponując "nieoczyszczonym" umysłem, jest logiczność wywodów i ich spójność, jednak punkt wyjścia bardzo różni się od tego, do którego przyzwyczaja współczesna nauka czy religia chrześcijańska. Punkt wyjścia stanowi bowiem teza, że materia jest wytworem umysłu. I wszelkie późniejsze rozważania o karmie w kontekście reinkarnacji są konsekwencją takiego właśnie podejścia, bo pytanie pojawi się nieuchronnie takie: co dzieje się z umysłem, gdy znika ten przejaw materii, poprzez który umysł manifestował swoją obecność, albo pytanie, jak do takiej manifestacji doszło. Drobiazgowa analiza, wspomniana wyżej, to próby udzielenia odpowiedzi na oba pytania. Pozostaje również do uwzględnienia pytanie o fundamentalnym znaczeniu dla buddyzmu, czy i kiedy ów proces manifestowania dobiega końca.


Pozdrawiam, gt


Na górę
Nieprzeczytany post: czw sie 30, 2018 14:26 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob wrz 24, 2016 11:47
Posty: 45
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Ateizm / Theravāda
Lokalizacja: Warszawa
Witajcie!

Nie zaglądałem na to forum od prawie 2 lat, ale strona puściła mi cynk, że ktoś odezwał się w moim dawnym temacie…

Zacząłem ongiś ten wątek, bo miałem dokładnie takie same wrażenia i wątpliwości na temat buddyzmu, jak obecnie Szanowny Uinibred. Odnośnie kontynuacji współzależnego powstawania po śmierci jednostki, trochę to przemyślałem i dziś widzę te rzeczy nieco inaczej, niż tutaj wtedy argumentowałem. Dużo dało mi przemyślenie Nauk Buddy w kontekście teorii zachowania informacji, na którą natknąłem się w książkach Hawkinga. Obecnie ta hipoteza jest wykorzystywana (nadinterpretowana) w celu wsparcia różnych argumentów na istnienie Boga, duszy, inteligentnego projektu itp., ale sednem całej teorii informacji wydaje się ujęcie rzeczywistości jako procesu nieskończonego przetwarzania informacji, dla którego formy (materialne/mentalne/werbalno-symboliczne) są tylko nośnikami. Wg tej zasady informacja nie ginie, jest wciąż przetwarzana i przy nakładzie odpowiedniej energii da się odtworzyć informację na temat dowolnego wcześniejszego układu. Co najważniejsze informacja jest niematerialna – jak sama nazwa wskazuje, jest to coś, co dopiero zostanie ujęte w formę. Jest ona zasadą stojącą za ciągłym powstawaniem i rozpadem form zgodnie z drugą zasadą termodynamiki.

Tyle w skrócie. Ciężko to dokładnie określić, ale czuję jakieś pokrewieństwo z pojęciami pragnienia i warunkującej je niewiedzy (tj. przeciwieństwa wiedzy, czyli informacji), które wg Nauczania warunkują zradzanie i zanik pięciu skandh, a także z karmą, która opiera się na aktach intencjonalnych (tj. zawierających w swym celu pozytywną lub negatywną informację). Bardzo cenna jest więc uwaga Szanownego Uinibreda o kluczowej roli pragnienia, zwłaszcza że w świetle Nauczania to na sprawczość tego czynnika położony jest większy nacisk, niż na autonomiczne działanie istot.

Natomiast co do dowodów naukowych na reinkarnację – ciężko tu się nie przyczepić, że założona hipoteza ma być za wszelką cenę udowodniona – to trochę jak z komisjami lekarskimi potwierdzającymi „cuda”, kiedy kościół katolicki chce przeprowadzić jakąś kanonizację. Z wartych uwagi badań są np. współczesne eksperymenty dr Sama Parnia, dotyczące doświadczeń pośmiertnych (https://en.wikipedia.org/wiki/Sam_Parnia), lecz one odnoszą się tylko do śmierci rozumianej jako zatrzymanie akcji serca i prosty wykres aktywności mózgu, czyli w zasadzie kilku minut po zawale (to jest nawiązanie do postu Szanownego Damiana907 – jak widać nauka też bada te zagadnienia i nie ma tu żadnego dogmatu). Generalnie wydaje mi się, że współczesna nauka jest wielkim sojusznikiem buddyzmu i do podobnych wniosków dochodzi innymi metodami – chyba coś w tym rodzaju stwierdził ongiś Dalajlama.

Odnośnie „bujd dla wschodnich ludów” – w każdej kulturze często występuje przekaz skomplikowanych prawd również za pomocą prostych bujd, dostosowanych do zaawansowania odbiorcy. Podobnie z buddyzmem: czytając Sutty mam wrażenie, że Budda wyrażał explicite zupełnie co innego, niż ujęcie większości współczesnych nauczycieli. Wydaje mi się, że przez wieki interpretacja tego nauczania zbytnio obrosła formami folkloru i chęcią sprostania wymaganiom prostych ludzi, którym brak jakiejkolwiek kontynuacji „ja” nie mieścił się w głowach. Większość nauk zawartych w tekstach kanonu palijskiego dotyczy bieżącego, nieprzerwanego współzależnego powstawania kolejnych elementów pozornego „ja”, a nie kontynuacji jako „życia po życiu”. Rozważanie tego zagadnienia w tym ujęciu zdaniem Buddy nie prowadzi do celu, jakim jest Wygaśnięcie.

Prawdę stwierdziła Szanowna GreenTea, że wg Nauczania umysł jest pierwotny wobec materii. Wydaje mi się jednak, że chodzi tu nie o potocznie rozumiany umysł, czyli intelekt, który jest zaledwie jednym z 6 zmysłów (zmysł używany do kontaktu z formami mentalnymi, czyli ideami), lecz o podstawę umysłu, rozumianą jako pulę całej dostępnej we wszechświecie informacji, która może się ucieleśniać m.in. w materii.

Ale co ja tam wiem, pewnie znowu wszystko poprzekręcałem…

Pozdrawiam,

MD


Na górę
Nieprzeczytany post: czw sie 30, 2018 18:58 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr wrz 08, 2010 23:22
Posty: 211
Płeć: mężczyzna
Tradycja: brak
Buddyści zen mówią, że po oświeceniu następuje świadomość, że wszyscy inni są moim "ja".

Kiedyś miałem takie doświadczenie, które nastąpiło w efekcie "nadludzkiego" wysilania umysłu. To było nieświadome, spontanicznie osiągnięte "kensho", które normalnie jest osiąganie wskutek zmagania się z koanem Mu.

Wówczas miałem doświadczenie na ulicy, że inny człowiek to jestem ja.

Gdy patrzy się z tego punktu widzenia, nie jest już tak istotne, czy po śmierci następuje jednostkowa kontynuacja.

Bo nawet jeśli ten "ja" jednostkowy bezpowrotnie ginie, to nadal trwają inne istoty, które są przecież mną. Więc faktycznie nie ginę.


Na górę
Nieprzeczytany post: pt sie 31, 2018 17:30 
Offline
Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Posty: 4338
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana (Szkoła Kagyu)
Cześć, Kallimach, witaj ponownie :)

Cytuj:
umysł jest pierwotny wobec materii

Napisałam dokładnie tak: "materia jest wytworem umysłu", co niekoniecznie musi przekładać się na pierwotność tego drugiego, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało. Bo też z różnych, dość skomplikowanych, wywodów prezentowanych w naukach buddyjskich, wynikałoby także, że umysł i materia poniekąd są tym samym.
"Dhammapada" rozpoczyna się od słów:
Cytuj:
Umysł poprzedza wszelki stan rzeczy,
umysł kieruje, umysł kreuje (…)
Czyli to, co bierzemy za "stan rzeczy" (np. materię) wcale może nim nie być, a być jedynie umysłową projekcją, która "wszelki stan rzeczy" poprzedza. Chodzi tu o iluzoryczną koncepcję, pewien rodzaj złudzenia - "wytwór" byłby bardziej konsekwencją niezdolności umysłu (na skutek specyfiki jego pracy) do zobaczenia "rzeczy takimi, jakimi są". W tym sensie przejawiłoby się umysłowe pochodzenie materii, która poza nim, należałaby po prostu do "wszelkiego stanu rzeczy". Również o umyśle dałoby się w ten sposób powiedzieć, że "poprzedza" sam siebie, że zna tylko własne projekcje, nie widzi natomiast umysłu jako "stanu rzeczy". Spostrzegany jest z poziomu sansary jako ten, który odbiera i opracowuje (tworzy?) wrażenia oraz tworzy koncepcje, ale z poziomu absolutnego cechuje go ta sama pustość, jaką buddyzm przypisuje całej sansarze. Oznacza to, że z buddyjskiej perspektywy, materia i umysł jadą niejako na tym samym wózku, nie są tym, czym wydają się być (ale też nie są inne!).


Cytuj:
Wydaje mi się jednak, że chodzi tu nie o potocznie rozumiany umysł, czyli intelekt, który jest zaledwie jednym z 6 zmysłów (zmysł używany do kontaktu z formami mentalnymi, czyli ideami), lecz o podstawę umysłu, rozumianą jako pulę całej dostępnej we wszechświecie informacji, która może się ucieleśniać m.in. w materii.

Ciekawie sformułowane. Gdyby przyjąć (buddyzm przyjmuje), że umysł przejawia się na dwa sposoby – ten oświecony/przebudzony (niesplamiony, czysty) i nieoświecony/nieprzebudzony (splamiony) – to, jak, według Ciebie, wyglądałby w obu przypadkach dostęp do owej puli informacji zawartej we wszechświecie? Ha!


Pozdrawiam, gt



Ps. Celowo rozbiłam wypowiedź, choć stanowiła nierozerwalną całość. Zależało mi na wyakcentowaniu kwestii "pierwotności". Natomiast trop podjęty w drugiej części Twojej wypowiedzi bardzo mnie zaciekawił.


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz wrz 02, 2018 19:44 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob wrz 24, 2016 11:47
Posty: 45
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Ateizm / Theravāda
Lokalizacja: Warszawa
Cytuj:
Cześć, Kallimach, witaj ponownie :)
:D
Cytuj:
Czyli to, co bierzemy za "stan rzeczy" (np. materię) wcale może nim nie być, a być jedynie umysłową projekcją, która "wszelki stan rzeczy" poprzedza. Chodzi tu o iluzoryczną koncepcję, pewien rodzaj złudzenia - "wytwór" byłby bardziej konsekwencją niezdolności umysłu (na skutek specyfiki jego pracy) do zobaczenia "rzeczy takimi, jakimi są". W tym sensie przejawiłoby się umysłowe pochodzenie materii, która poza nim, należałaby po prostu do "wszelkiego stanu rzeczy". Również o umyśle dałoby się w ten sposób powiedzieć, że "poprzedza" sam siebie, że zna tylko własne projekcje, nie widzi natomiast umysłu jako "stanu rzeczy". Spostrzegany jest z poziomu sansary jako ten, który odbiera i opracowuje (tworzy?) wrażenia oraz tworzy koncepcje, ale z poziomu absolutnego cechuje go ta sama pustość, jaką buddyzm przypisuje całej sansarze. Oznacza to, że z buddyjskiej perspektywy, materia i umysł jadą niejako na tym samym wózku, nie są tym, czym wydają się być (ale też nie są inne!).
To się w filozofii zachodniej nazywa solipsyzm. Generalnie pogląd ten jest łatwy do obalenia za pomocą kilku logicznych argumentów – ale tylko jeśli dotyczy on umysłu rozumianego jednostkowo, tj. umysłu pojedynczej istoty. Natomiast sprawa ma się inaczej, jeśli umysł będziemy rozumieli przez duże „U”, czyli jako sam fakt przetwarzania danych przez wszystkie układy przetwarzania, zdolne to czynić (czyli np. przez umysły wszystkich istot czujących, ale też przez samo współoddziaływanie tego to, co się w buddyzmie nazywa „dhatu”, czyli elementów nieożywionych, które warunkując się nawzajem, kreują rzeczywistość, tj. dostarczają umysłom jednostkowym informacji na temat rzeczywistości). Tak rozumiany Umysł możemy przyrównać do roli, jaką odgrywa koncepcja obserwatora w fizyce kwantowej, czyli w skrócie układu, którego istnienie jest niezbędne, aby prawdopodobieństwo zaistnienia danej cząstki (np. elektronu) w danym miejscu stało się istnieniem rzeczywistym. Taki Umysł/obserwator wytwarza więc rzeczywistość nie tylko jako iluzję dla siebie samego, ale rzeczywistość obiektywną – fizyczne, namacalne elementy rzeczywistości. Jeśli nie pomyliłem pojęć, taki Umysł to chyba Tathagatagarbha. Albo Dharmakaja, nie wiem, nie bijcie…

Cytuj:
Gdyby przyjąć (buddyzm przyjmuje), że umysł przejawia się na dwa sposoby – ten oświecony/przebudzony (niesplamiony, czysty) i nieoświecony/nieprzebudzony (splamiony) – to, jak, według Ciebie, wyglądałby w obu przypadkach dostęp do owej puli informacji zawartej we wszechświecie? Ha!
Koń jaki jest każdy widzi, więc o tym nieoświeconym szkoda gadać. Ale ten oświecony to chyba taki, który wyszedłszy poza klatkę swojego jednostkowego „ja” pokonał wszelkie przeszkody, które pozornie oddzielały go od bycia jednością z owym Umysłem przez duże „U”. Jest więc to umysł istoty, która osiągnęła stan Buddy, a więc funkcjonowanie jej umysłu można uważać za tożsame z funkcjonowaniem Umysłu „globalnego”. Taka istota nie potrzebuje więc „dostępu” do owej globalnej puli informacji – ona sama jest jej ucieleśnieniem i w przeciwieństwie do istot nieoświeconych, jest tego stanu świadoma. Jej umysł jest tożsamy z Umysłem globalnym, choć na poziomie fizycznym jest od niego różny (tj. dalej pozostaje tylko umysłem tej istoty, fizycznie funkcjonującym na bazie jej mózgu, być może nawet nie posiadającym dokładnej wiedzy deklaratywnej, która pozwalałaby na odpowiednie opisanie stanu owego wyższego Umysłu).

To co stwierdziłem powyżej, to oczywiście tylko hipoteza, jakby to wszystko mogło wyglądać. Żeby nie było za słodko – bardzo ciężko mi sobie wyobrazić takie zlanie umysłu człowieka z Umysłem wszechświata. Jeśli ktokolwiek to osiągnął (a chyba jako buddysta powinienem w to wierzyć), to zjawisko takie musi być niezmiernie trudne i rzadkie, a na pewno wymaga totalnego rozbrojenia swojego „ja” z tych wszystkich, bazujących na pragnieniu mechanizmów, które trzymają je w kupie. Ale jak widać z powyższej wypowiedzi Szanownego Piotrka, buddyści zen są chyba na dobrej drodze ku temu…

Howk :sage:

MD


Na górę
Nieprzeczytany post: pn wrz 03, 2018 13:58 
Offline
Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Posty: 4338
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana (Szkoła Kagyu)
Cytuj:
Taki Umysł/obserwator wytwarza więc rzeczywistość nie tylko jako iluzję dla siebie samego, ale rzeczywistość obiektywną – fizyczne, namacalne elementy rzeczywistości. Jeśli nie pomyliłem pojęć, taki Umysł to chyba Tathagatagarbha. Albo Dharmakaja, nie wiem, nie bijcie…

Pomyliłeś. ;)
Jesteśmy w panelu Theravady, więc dobrze byłoby trzymać się theravadyjskiego spojrzenia na umysł, a Tathagatagarbha i Dharmakaja to pojęcia związane z Mahajaną/Wadżrajaną. Nie ma też w buddyzmie umysłu przez duże U wytwarzającego "rzeczywistość obiektywną", wszystko, co jest puste i nie posiada własnej natury, nie może istnieć obiektywnie. Podobieństwo, o którym pisałam, dotyczyło właśnie pustości - zarówno materii, jak i umysłu.


Cytuj:
bardzo ciężko mi sobie wyobrazić takie zlanie umysłu człowieka z Umysłem wszechświata
Rozumiem, że ciągle jesteś w tej samej wizji "globalnego umysłu" uwikłanego w ciąg przyczynowo-skutkowy. No nie, to nie buddyzm, na poziomie sansary nie ma nic takiego, jak "Umysł Wszechświata". Na poziomie absolutnym również trudno mówić o "globalizmie". Paolo w wątku O co chodzi z tą jednością przytoczył słowa swojego nauczyciela: "strumienie świadomości zachowują swoją indywidualność, ale doświadczenie Przebudzenia jest jedno". I dobrze byłoby się tego trzymać.

Moje pytanie o dostęp do informacji w przypadku umysłu przebudzonego i nieprzebudzonego miało raczej związek z tym, że "niewiedza", według buddyzmu, jest główną przyczyną istnienia sansary (nieustannego odradzania się w niej). Umysł przebudzony "wie", jak rzeczy funkcjonują, umysł nieprzebudzony nie. Ale oczywiście, ja też pojęcia nie mam, jak "technicznie" miałaby wyglądać ta wzajemna relacja informacja-umysł w kontekście praktyki buddyjskiej i prawa zachowania informacji.


Pozdrawiam, gt


Na górę
Nieprzeczytany post: wt wrz 04, 2018 11:27 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob wrz 24, 2016 11:47
Posty: 45
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Ateizm / Theravāda
Lokalizacja: Warszawa
Cytuj:
Nie ma też w buddyzmie umysłu przez duże U wytwarzającego "rzeczywistość obiektywną", wszystko, co jest puste i nie posiada własnej natury, nie może istnieć obiektywnie. Podobieństwo, o którym pisałam, dotyczyło właśnie pustości - zarówno materii, jak i umysłu. (…) Rozumiem, że ciągle jesteś w tej samej wizji "globalnego umysłu" uwikłanego w ciąg przyczynowo-skutkowy.
No może rzeczywiście umysł przez duże „U” brzmi ździebko teistycznie, lub co najmniej jak coś na kształt Brahmana – nie chciałem, żeby tak wyszło. Brak mi odpowiedniego słowa, ale chodziło mi raczej o całościową pulę potencjalnych rozwiązań odnośnie wszystkich możliwych stanów rzeczy, czyli układów elementów samsary. Pula ta jest czystą informacją, dotyczy wielu realnych i potencjalnie realnych form, więc może ona przejawiać się za pomocą wielu form. Nie zmienia to założenia, że zarówno ona sama, jak i te formy są puste, tj. pozbawione jakiegoś absolutnego, niezależnego jestestwa. Dobrą analogią może być tu matematyka – zarówno liczby, jak i działania matematyczne nie istnieją (realnie), a zarazem istnieją (wirtualnie), więc możemy powiedzieć, że w tym przykładzie są śunya. Ale z perspektywy umysłów poszczególnych istot posiadają one już jakieś znaczenie, które im te istoty nadają zgodnie ze swoimi predyspozycjami i innymi warunkami – a więc urzeczywistniają je w danej formie. Przykładowo √9 może równać się 3 albo -3, oba rozwiązania są poprawne i mamy możliwość wyboru dowolnego z nich. A więc w √9 jest potencjał, który może być zrealizowany jako 3 lub -3. Pierwsza to liczba dodatnia, druga ujemna – te określenia niosą już jakieś różnicujące znaczenie i mają wpływ na użycie tych liczb w dalszych działaniach. Mają zatem nadal pewną cząstkę pierwotnego potencjału, ale już w ograniczonym zakresie. Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno √9, jak i 3 oraz -3 są czysto abstrakcyjnymi koncepcjami, nienamacalnymi, zarówno „są” jak też ich „nie ma”, są więc śunya.
Cytuj:
…"niewiedza", według buddyzmu, jest główną przyczyną istnienia sansary (nieustannego odradzania się w niej).
To właśnie miałem na myśli. Niewiedza to brak wiedzy, brak lub ograniczona ilość informacji odnośnie stanu rzeczy, układu elementów samsary – entropia. Wiedza to pełna informacja (ale wiedza nie jest tożsama z rzeczami, których dotyczy – to tylko opis układu). Skoro więc niewiedza charakteryzuje się niepełną informacją, musi ona przejawiać się w formach, które są tylko niepełną częścią całości – są ułomne, bo są ułamkami całości. Formami takimi są istoty czujące, które rodzą się i umierają. Formami takimi są m.in. ich umysły, które widzą tylko siebie i to, co najbliżej. Natomiast umysł przebudzony charakteryzuje się pełną wiedzą odnośnie „wszelkiego stanu rzeczy” (jak w 1. wersie Dhammapady), albo „wie, jak rzeczy funkcjonują” (jak napisałaś). Umysł przebudzony urzeczywistnia wiedzę jako całość. Przejrzałem ten wątek „O co chodzi z tą jednością” i szczerze mówiąc mimo odwołania się do słów Nauczycieli nadal jak przez mgłę widzę, czy umysł oświecony może być nadal tylko umysłem indywidualnym, czy też powinien mieć udział w czymś, co można by nazwać karmą globalną (wiem, to nie buddyzm)…

Mętnie to może zarysowałem – mój umysł nadal często widzi tylko sam siebie – ale robię to bynajmniej nie po to, żeby się z Tobą nie zgadzać, czy za wszelką cenę polemizować. Po prostu głośno myślę i staram się przełożyć sobie pewne pojęcia z buddyjskiego na język nauki, albo przynajmniej na mój własny. Tak już mam, że jak znajdę jakąś analogię czy potwierdzenie, dopiero wtedy mogę uwierzyć…

MD


Na górę
Nieprzeczytany post: śr wrz 05, 2018 01:31 
Offline
Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Posty: 4338
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana (Szkoła Kagyu)
Cytuj:
– mój umysł nadal często widzi tylko sam siebie –
Ktoś, kto widzi własny umysł, według nauk buddyjskich, jest... przebudzony. :D


Cytuj:
Przejrzałem ten wątek „O co chodzi z tą jednością” i szczerze mówiąc mimo odwołania się do słów Nauczycieli nadal jak przez mgłę widzę, czy umysł oświecony może być nadal tylko umysłem indywidualnym (…)
Podobno nie narodził się taki, co by opisał słowami, czym jest stan przebudzenia. ;)


pozdrawiam, gt


Na górę
Nieprzeczytany post: śr wrz 05, 2018 12:54 
Offline

Rejestracja: czw sie 23, 2018 04:28
Posty: 14
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Brak
Cytuj:
Mętnie to może zarysowałem – mój umysł nadal często widzi tylko sam siebie – ale robię to bynajmniej nie po to, żeby się z Tobą nie zgadzać, czy za wszelką cenę polemizować. Po prostu głośno myślę i staram się przełożyć sobie pewne pojęcia z buddyjskiego na język nauki, albo przynajmniej na mój własny. Tak już mam, że jak znajdę jakąś analogię czy potwierdzenie, dopiero wtedy mogę uwierzyć…

MD
Cytuj:
Jedną z najpiękniejszych rzeczy w buddyzmie, która sprawiła że stałem się buddystą kiedy byłem jeszcze młody, i która sprawia że wciąż nim jestem, jest zasada iż ten kto pyta nie błądzi, a nawet utwierdza się. Nie musisz wierzyć. Jedna z przypowieści ze starożytnych tekstów, opowiada jak Budda naucza jednego ze swoich najlepszych mnichów, czcigodnego Sariputtę. Po jednej z lekcji, Budda zapytał mnicha; „Sariputto, czy wierzysz w to co powiedziałem?”, Sariputta bez zawahania odpowiedział „Nie , nie wierze w to ponieważ nie doświadczyłem tego jeszcze”. Budda odrzekł „Bardzo dobrze!, bardzo dobrze!”. To jest właściwy stosunek do przekonań we wszelkich dziedzinach, nauce i religii. Nie wierzyć, lecz z otwartym umysłem przyjmować wszelkie doświadczenia. Takie podejście wychodzi naprzeciw dogmatyzmowi i fundamentalizmowi, które występują zarówno w religii jak i w nauce.
Kod:
Autor: Ajahn Brahmavamso
Źródło: http://sasana.wikidot.com/buddyzm-a-nauka
Także jeśli teraz nie możesz pojąć migracji wspomnień to odłóż to po prostu praktykuj zgodnie z Czterema Szlachetnymi Prawdami i Szlachetną Ośmioraką Ścieżką. Wyjaśnienie przyjdzie samo. Za miesiąc, rok, dwa, trzydzieści.
W dwóch powyższych nie widzę "masz wierzyć w reinkarnację by doznać przebudzenia!"

Więc nie ma problemu.


Na górę
Nieprzeczytany post: czw wrz 06, 2018 09:59 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob wrz 24, 2016 11:47
Posty: 45
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Ateizm / Theravāda
Lokalizacja: Warszawa
Obrazek


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 98 ]  Przejdź na stronę Poprzednia 1 2 3

Strefa czasowa UTC+01:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl