Forum e-Budda PL

"Dla praktykującego Dharmę nie ma większego błędu niż praktykować ją w niewłaściwy sposób." - Duddziom Rinpocze
Dzisiaj jest śr cze 26, 2019 01:36

Strefa czasowa UTC+01:00




Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 21 ] 
Autor Wiadomość
Nieprzeczytany post: ndz mar 31, 2019 03:06 
Offline

Rejestracja: śr maja 16, 2018 11:33
Posty: 45
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Humanizm
Lokalizacja: Śląsk
Pytam dlatego, bo są głosy, nierzadkie, że samemu można sobie po prostu wyrządzić krzywdę.

_________________
"Czy potrzeba choćby jednej strony świętej księgi w świetle lampy?" Kido(1185-1269)


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz mar 31, 2019 06:38 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn paź 13, 2008 15:44
Posty: 766
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravada
Lokalizacja: Kielce
Nie medytuj bez nauczyciela, jest to stanowczo odradzane. :dontgetit:


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz mar 31, 2019 11:27 
Offline

Rejestracja: śr maja 16, 2018 11:33
Posty: 45
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Humanizm
Lokalizacja: Śląsk
Zdarzają mi się spontaniczne stany spokoju jak chyba każdemu człowiekowi, czasem nawet głębokie i jak każdy myślę, że rozgryzę to skąd się biorą i jak je świadomie wywołać. Nie udało mi się to nigdy. Zapytam tylko was praktykujących, czy potraficie wywołać stan spokoju na zawołanie, to znaczy siadam do medytacji i po godzinie czy dwóch wiem, że osiągnę spokój.

_________________
"Czy potrzeba choćby jednej strony świętej księgi w świetle lampy?" Kido(1185-1269)


Na górę
Nieprzeczytany post: pn kwie 01, 2019 10:36 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lis 17, 2003 13:41
Posty: 5380
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Buddhadharma
Lokalizacja: Toruń
Medytacja bez nauczyciela ma sens, ale lepsza jest z nauczycielem :) Istotne wydaje mi się jednak, żeby się zdecydować na jeden, konkretny sposób praktyki.
Cytuj:
czy potraficie wywołać stan spokoju na zawołanie, to znaczy siadam do medytacji i po godzinie czy dwóch wiem, że osiągnę spokój
Tak. Praktykuję ten sposób, aby najpierw był spokój. Są inne podejścia, ale dla mnie osobiście są za trudne.
Cytuj:
jest to stanowczo odradzane
Bez przesady... Nigdy nie słyszałem sensownego uzasadnienia takiej opinii.

Pzdr,
Piotr


Na górę
Nieprzeczytany post: pn kwie 01, 2019 15:43 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Posty: 12569
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: krzaki
witam

Cytuj:
Pytam dlatego, bo są głosy, nierzadkie, że samemu można sobie po prostu wyrządzić krzywdę.
pisząc: ''Czy medytacja bez nauczyciela ma sens?'' - masz na myśli to, że żaden nauczyciel nie wprowadza Ciebie w medytację, ani następnie jej nie monitoruje /nie prowadzi poprzez kolejne etapy, nie weryfikuje/?
jakiego typu medytację masz na myśli /np koncentracja na oddechu/?

pozdrawiam
:14:

_________________
glæður & bullets


Na górę
Nieprzeczytany post: wt kwie 02, 2019 17:19 
Offline

Rejestracja: śr maja 16, 2018 11:33
Posty: 45
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Humanizm
Lokalizacja: Śląsk
Nie wiem, czy moja intuicja medytacji jest słuszna, ale rozumiem ją jako pewną sztukę, w którą ktoś nas wprowadza i jej naucza. Gdy nie ma nauczyciela medytacja zmienia się w powtórne odkrywanie Ameryki czy wynalazek koła. Po drugie w trakcie medytacji mogą pojawiać się problemy i znowu bez poradzenia się kogoś bardziej doświadczonego zostajemy z tym problemem. Dlatego zastanawiam się, czy zaczynanie poważnej medytacji bez nauczyciela ma jakikolwiek sens.

_________________
"Czy potrzeba choćby jednej strony świętej księgi w świetle lampy?" Kido(1185-1269)


Na górę
Nieprzeczytany post: wt kwie 02, 2019 21:28 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Posty: 12569
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: krzaki
witaj
Cytuj:
(...) Dlatego zastanawiam się, czy zaczynanie poważnej medytacji bez nauczyciela ma jakikolwiek sens.
ma, ponieważ kiedyś trzeba zacząć - jednak kwestią jest tu to, co to jest za medytacja. to z jednej strony, a z drugiej, gdy już się samemu zacznie daną medytację, to należy dążyć do tego, by nauczyciela czy nauczycieli /przecież nie musi być jeden w ramach określonej medytacji/ znaleźć.

pozdrawiam
:14:

_________________
glæður & bullets


Na górę
Nieprzeczytany post: śr kwie 03, 2019 04:16 
Offline

Rejestracja: śr maja 16, 2018 11:33
Posty: 45
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Humanizm
Lokalizacja: Śląsk
Interesuje mnie system dżhan. Ale nie wiem, czy w Polsce jest ktoś, kto przeszedł wszystkie poziomy. Z tego co czytałem, można wpaść w coś w rodzaju zapomnienia o świecie, a wtedy potrzebna jest niekiedy druga osoba. Ponoć pustelnicy budzili się z niego niekiedy nawet po tygodniu. To jest dla mnie ważne choćby dlatego, że Budda kiedy umierał nie zrezygnował z tej metody. Teksty opisują jak wchodził w kolejne dżhany po czym umarł. Odszedł z tego świata w spokoju.

_________________
"Czy potrzeba choćby jednej strony świętej księgi w świetle lampy?" Kido(1185-1269)


Na górę
Nieprzeczytany post: śr kwie 03, 2019 14:29 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lis 17, 2003 13:41
Posty: 5380
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Buddhadharma
Lokalizacja: Toruń
Cytuj:
Z tego co czytałem, można wpaść w coś w rodzaju zapomnienia o świecie, a wtedy potrzebna jest niekiedy druga osoba.
Jak będziesz to sobie robił przez pół godziny dziennie, to Ci żadne jhany raczej przez dłuższy czas nie grożą :) Do tego rodzaju medytacji jest dostępny bardzo obszerny - choć trochę ciężko napisany - podręcznik autorstwa Thanissaro Bhikku tutaj oraz w formie papierowej.


Na górę
Nieprzeczytany post: śr kwie 03, 2019 17:16 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Posty: 12569
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: krzaki
witam

Cytuj:
(...) Z tego co czytałem, można wpaść w coś w rodzaju zapomnienia o świecie, a wtedy potrzebna jest niekiedy druga osoba. Ponoć pustelnicy budzili się z niego niekiedy nawet po tygodniu.
w tybecie byli yogini /może dalej są/, którzy popadali w dhyany na lata, pozostając w nieruchomej medytacji /nie jest to stan snu/. nie jesteś pustelnikiem czy yoginem, tak więc Tobie to nie grozi :) jak napisał Iwanxxx: ''Jak będziesz to sobie robił przez pół godziny dziennie, to Ci żadne jhany raczej przez dłuższy czas nie grożą :) ''.
nie wiem, co miał On na myśli pisząc o dłuższym czasie, lecz jak dla mnie, to będą lata... ale, tak jak możesz podaną przez Iwanaxxx praktykę rozpocząć swobodnie sam, tak i możesz też się przekonać /''posmakować'' tego/, co to znaczy praktykować jak yogin i niczym pustelnik. w Polsce są organizowane odosobnienia np: vipassany w/g Goenki. możesz się udać na organizowane przez nich odosobnienie i przekonać, czym jest praktykowanie tak, jak owi pustelnicy czy yogini /w ich przypadku, przez lata, a nie przez dziesięć dni/. nie jest się samemu, gdzieś w górach i w jakiejś jaskini, niemniej jest ciekawie w grupie praktykować intensywnie - bycie w grupie mobilizuje do praktyki, a milczenie pozwala uważniej się przyjrzeć sobie samemu... no i zacząć mierzyć siły na zamiary. równie dobrze, może to też być milczące odosobnienie zen, a przez min dziesięć dni - są one organizowane w naszym kraju przez sangi zen /nie trzeba deklarować bycia zenkiem aby w nich uczestniczyć/.


Cytuj:
(...) Odszedł z tego świata w spokoju.
jakby co... stan spokoju umysłu nie jest celem samym w sobie, podobnie jak dhyany. bez względu na to, jaką medytację buddyjską się praktykuje, istotnym jest doprowadzenie do stanu spokoju umysłu /wtedy w istocie zaczyna się medytacja/, który jest punktem wyjścia dla różnych wglądów, w tym dhyan. haczykiem jest tu mieć ''ciśnienie'', czy to na stan spokoju czy dhyany, ponieważ, to opóźnia te stany, a i potrafi zblokować na tyle, że stan spokoju może się pojawiać sporadycznie. może być ''zabawniej'', ponieważ mając ''ciśnienie'' na ów stan spokoju, uznamy któryś ze stanów otępienia umysłu za stan spokoju /podobnie z dhyanami/.
w innym temacie a w tym dziale Iwanxxx napisał: ''Od samego początku w buddyzmie medytacja to dwie rzeczy - z jednej strony koncentracja i analiza a z drugiej kultywowanie współczucia albo miłującej dobroci. Jedno i drugie się łączy bardzo mocno. W theravadzie jest taki sposób medytacji, że od kultywowanie metty (czyli odnalezienia w sobie i podtrzymania uczucia miłości) przechodzi się bezpośrednio do praktyki uważności oddechu. Umysł jest wtedy rozluźniony a praktyka bardzo lekka. Ta aspiracja bodhisattwy, choć wyrażona na poziomie "kosmicznym" ma bardzo przyziemne przełożenie na najzwyklejszą medytację z oddechem i ogólnie rozluźnienie fiksacji na sobie i relacji ze światem.''
/wytłuszczenie moje/
to istotne, ponieważ daje to większą przestrzeń ku temu, by miał miejsce stan spokoju umysłu i by nie miało miejsca popadanie w stany umysłu, które uzna się sobie za właściwe wglądy, a skąd jeden krok do uznania siebie samego za kogoś oświeconego czy przebudzonego, po zamanifestowaniu się jakiegoś wzniosłego doświadczenia medytacyjnego... no i niepotrzebne utkniecie w tym o co nie chodzi, na ścieżce ku ustaniu cierpienia.

pozdrawiam
:14:

_________________
glæður & bullets


Na górę
Nieprzeczytany post: śr kwie 03, 2019 20:35 
Offline

Rejestracja: śr maja 16, 2018 11:33
Posty: 45
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Humanizm
Lokalizacja: Śląsk
Nie mam jakichś wielkich aspiracji, jeśli chodzi o medytację. Dla mnie medytacja jest po prostu przygotowaniem do śmierci i tak to pojmuję. Szukam takiego nauczyciela, który wie jak prawidłowo umrzeć. Nic ponadto.

_________________
"Czy potrzeba choćby jednej strony świętej księgi w świetle lampy?" Kido(1185-1269)


Na górę
Nieprzeczytany post: śr kwie 03, 2019 20:47 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Posty: 12569
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: krzaki
witaj

Cytuj:
(...) Dla mnie medytacja jest po prostu przygotowaniem do śmierci i tak to pojmuję. Szukam takiego nauczyciela, który wie jak prawidłowo umrzeć. Nic ponadto.
dobrze - tylko w związku z czyją śmiercią/?/ znaczy, nie jesteśmy robotami na jedną modłę machniętymi jako jedna seria jednego modelu. jesteśmy różni bardzo od siebie, wszyscy, jako istoty ludzkie.
wszystkie szkoły buddyjskie do tego stanu przygotowują - umierania i śmierci, znaczy - w swym stylu.
a to z Twej strony jest działanie bądź nie i Twój wybór lub jego brak :)

pozdrawiam
:14:

_________________
glæður & bullets


Na górę
Nieprzeczytany post: śr kwie 03, 2019 22:15 
Offline

Rejestracja: śr maja 16, 2018 11:33
Posty: 45
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Humanizm
Lokalizacja: Śląsk
No, nie do końca tak jest, ale chciałbym, aby tak było. To znaczy odejść ze świata świadomie, z czystą świadomścią, gdy siły życiowe odchodzą, bez bólu i rozpaczy, bez żalu, bez pretensji, bez szamotania się. Taką śmierć sobie wymarzyłem.

_________________
"Czy potrzeba choćby jednej strony świętej księgi w świetle lampy?" Kido(1185-1269)


Na górę
Nieprzeczytany post: czw kwie 04, 2019 10:43 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lis 17, 2003 13:41
Posty: 5380
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Buddhadharma
Lokalizacja: Toruń
Cytuj:
nie wiem, co miał On na myśli pisząc o dłuższym czasie, lecz jak dla mnie, to będą lata...
Nie jestem kompetentny w temacie dhyan. W zachodnim zen, podobnie jak w ruchu vipassany, najczęściej obowiązującym poglądem jest niezawracanie sobie głowy dhyanami. W obu przypadkach historyczne uzasadnienie było takie, że wymaga to warunków niedostępnych dla świeckich ludzi, tzn. przede wszystkim długiego odosobnienia. Zaryzykowałbym twierdzenie, że bez naprawdę głebokiego wejścia w temat, koledze ani prawdziwe, ani nawet fałszywe dhyany ani jakieś poważne zagrożenia w medytacji w ogóle nie grożą. Co więcej praktyka z oddechem przez pół godziny dziennie da wiele stabilności, radości i siły i nie ma najmniejszych przeszkód, by na tym poprzestać.


Na górę
Nieprzeczytany post: czw kwie 04, 2019 14:47 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Posty: 12569
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: krzaki
witam

Cytuj:
No, nie do końca tak jest, ale chciałbym, aby tak było. To znaczy odejść ze świata świadomie, z czystą świadomścią, gdy siły życiowe odchodzą, bez bólu i rozpaczy, bez żalu, bez pretensji, bez szamotania się. (...)
rozumiem. jednak od czegoś trzeba zacząć - a Iwanxxx przedstawił Tobie sensowną propozycję. może, zostaw wyobrażenia pod płotem i zacznij praktykować.

pozdrawiam
:14:

_________________
glæður & bullets


Na górę
Nieprzeczytany post: czw kwie 04, 2019 15:01 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Posty: 12569
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: krzaki
witam
Cytuj:
Cytuj:
nie wiem, co miał On na myśli pisząc o dłuższym czasie, lecz jak dla mnie, to będą lata...
(...) W zachodnim zen, podobnie jak w ruchu vipassany, najczęściej obowiązującym poglądem jest niezawracanie sobie głowy dhyanami.
w tekstach dzogczen dość szeroko się je omawia, jednak prezentuje się je jako zbędny balast.
Cytuj:
W obu przypadkach historyczne uzasadnienie było takie, że wymaga to warunków niedostępnych dla świeckich ludzi, tzn. przede wszystkim długiego odosobnienia. (...)
no więc właśnie.

pozdrawiam
:14:

ps
Cytuj:
(...) Co więcej praktyka z oddechem przez pół godziny dziennie da wiele stabilności, radości i siły i nie ma najmniejszych przeszkód, by na tym poprzestać.
/wytłuszczenie moje/
:padam: :)

_________________
glæður & bullets


Na górę
Nieprzeczytany post: ndz kwie 07, 2019 22:13 
Offline

Rejestracja: śr maja 16, 2018 11:33
Posty: 45
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Humanizm
Lokalizacja: Śląsk
Mam książkę M.Schirner - Techniki oddychania, zbiór wszystkiego, co ktoś kiedyś wymyślił w tym temacie. Co o niej sądzicie?
Co do nauczyciela to sprawa jest trochę trudna. Jak trafi się w płot, to taki nauczyciel zrobi człowiekowi z mózgu galaretkę. To jak gra w ruletkę, a pewności co do jego kompetencji nigdy nie ma.

_________________
"Czy potrzeba choćby jednej strony świętej księgi w świetle lampy?" Kido(1185-1269)


Na górę
Nieprzeczytany post: pn kwie 08, 2019 20:14 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Posty: 12569
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: krzaki
witaj

proponuję, byś poza przedstawioną propozycją przez Iwanaxxx, zapoznał się też z tym tekstem: ''Podstawowa metoda medytacji'', Ajahn Brahmavamso - jako ''teoretycznym'' uzupełnieniem

wymiana zdań na forum, a odnośnie: Jhana

pozdrawiam
:14:

ps
Cytuj:
Mam książkę M.Schirner - Techniki oddychania, zbiór wszystkiego, co ktoś kiedyś wymyślił w tym temacie. Co o niej sądzicie? (...)
że to nie ten dział - tu się odnosimy stricte do buddyzmu

_________________
glæður & bullets


Na górę
Nieprzeczytany post: czw kwie 11, 2019 10:37 
Offline
ex Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn cze 30, 2003 08:02
Posty: 3500
Płeć: mężczyzna
Tradycja: kammavāda
Cytuj:
Nie jestem kompetentny w temacie dhyan. W zachodnim zen, podobnie jak w ruchu vipassany, najczęściej obowiązującym poglądem jest niezawracanie sobie głowy dhyanami.
Zabawne nie, że pālijska jhāna to sanskrycka dhyāna, czyli chińska chánnà, skrócona do chán, czyli koreańskiego sŏn i japońskiego zen. A jednak z jhānami nie chcecie mieć nic wspólnego ;)


Ostatnio zmieniony czw kwie 11, 2019 10:52 przez piotr, łącznie zmieniany 1 raz.

Na górę
Nieprzeczytany post: czw kwie 11, 2019 10:48 
Offline
ex Global Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn cze 30, 2003 08:02
Posty: 3500
Płeć: mężczyzna
Tradycja: kammavāda
Cytuj:
Interesuje mnie system dżhan. Ale nie wiem, czy w Polsce jest ktoś, kto przeszedł wszystkie poziomy. Z tego co czytałem, można wpaść w coś w rodzaju zapomnienia o świecie, a wtedy potrzebna jest niekiedy druga osoba. Ponoć pustelnicy budzili się z niego niekiedy nawet po tygodniu. To jest dla mnie ważne choćby dlatego, że Budda kiedy umierał nie zrezygnował z tej metody. Teksty opisują jak wchodził w kolejne dżhany po czym umarł. Odszedł z tego świata w spokoju.
Sakyamuni znał jhāny już przed swoim przebudzeniem, ale ich osiągnięcie nie dało mu spokoju - dlatego porzucił swoich nauczycieli (zob. MN 26). Dopiero nibbāna zakończyła jego poszukiwania. A jaka jest do niej ścieżka według buddyzmu to chyba wszyscy wiemy ;)


Na górę
Nieprzeczytany post: czw maja 09, 2019 14:08 
Offline
Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lis 17, 2003 13:41
Posty: 5380
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Buddhadharma
Lokalizacja: Toruń
Cytuj:
Zabawne nie, że pālijska jhāna to sanskrycka dhyāna, czyli chińska chánnà, skrócona do chán, czyli koreańskiego sŏn i japońskiego zen. A jednak z jhānami nie chcecie mieć nic wspólnego ;)
Nie sądzę, żeby było to jednorodne i, żebym mógł powiedzieć w jednym zdaniu o co chodzi w medytacji zen, ale w wielu tradycjach medytacyjnych uważa się, że dążenie do stanów jest problemem i że lepiej dać przepis, ale nie mówić dokładnie, co wyjdzie. Znalazłem to nawet u Thanissaro, który opisywał praktykę z Ajaanem Fuangiem. Niby miało chodzić o jhany, ale Fuang miał nawet im nie weryfikować jaka to była jhana, bo istotniejsze od etapu koncentracji było dla nich to czego się uczysz wchodząc i wychodząc z niego. Być może tak właśnie ma być z praktyką zen.


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 21 ] 

Strefa czasowa UTC+01:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl